sobota, 22 września 2018

Ulubieńcy Książkowi

Witajcie!
Nie da się ukryć, że jesień czuć jest już w powietrzu. Ranki i wieczory są już znacznie zimniejsze, mimo iż w ciągu dnia temperatura nadal oscyluje w granicach 20-22C. Jak dla mnie każda pora roku ma swoje plusy, tak wiec nadejścia jesieni jakoś zbytnio się nie obawiam. Mogę nawet z ręką na sercu stwierdzić, że lubię tą porę roku. W Wielkiej Brytanii nie mamy co prawda złotej polskiej jesieni, ale i  tutaj da się zauważyć jak pięknie zmieniają się drzewa, czy też jak cudnie liście szeleszczą pod stopami. Jako ciekawostkę dodam, że słoneczna i ciepła jesień i w tym kraju ma swoją nazwę, i ten okres bardzo często nazywany jest Indian Summer. Jak już wyżej wspominałam, dla mnie ta pora roku jest dość przyjemna z kilku powodów.
Wiadomo, że coraz krótsze dni sprawiają, że  człowiek częściej spędza czas w domu. A jak spędza czas w domu, to naturalną koleją rzeczy jest to, że szuka w nim przyjemności. A dla mnie wielką przyjemnością i relaksem jest  kubek gorącej herbaty, pod ciepłym kocykiem z blaskiem świec w tle. Wtedy mogę w pełni oddać się swojemu ulubionemu zajęciu, jakim jest czytanie książek czy też oglądanie seriali. 

Dzisiaj chciałabym się skupić na książkach i polecić Wam kilka pozycji, które w ostatnim czasie bardzo przypadły mi do gustu. Tak jakoś się składa, że wszystkie te książki wyszły spod pióra naszych polskich pisarzy. Tak wiec jeśli lubicie czytać i nie macie uprzedzenia do naszych polskich literatów, to zerknijcie poniżej co też ostatnio tak mnie zachwyciło.


"Moje córki krowy" - Kinga Dębska


 Marta odniosła sukces w życiu, jest znaną aktorką, gwiazdą popularnych seriali. Pomimo sławy i pieniędzy, wciąż nie może ułożyć sobie życia. Samotnie wychowała dorosłą już córkę. W przeciwieństwie do swojej silnej i dominującej starszej siostry, Kasia jest wrażliwa i ma skłonność do egzaltacji. Pracuje jako nauczycielka, jej małżeństwo jest dalekie od ideału. Mąż Kasi to życiowy nieudacznik, który bezskutecznie poszukuje pracy. Siostry nie przepadają za sobą, ale nagła choroba matki zmusza je do wspólnego działania. Muszą zaopiekować się ukochanym, ale despotycznym ojcem. Marta i Kasia stopniowo zbliżają się do siebie i odzyskują utracony kontakt, co wywołuje szereg tragikomicznych sytuacji. 

Po książkę "Moje córki krowy" sięgnęłam dopiero po obejrzeniu filmu. Zwykle tak nie robię, gdyż najpierw wolę przeczytać książkę, a dopiero później zobaczyć jej ekranizacje. W tym przypadku stało się jednak inaczej. Film od pierwszych minut tak mnie wciągnął, że po jego zakończeniu, od razu miałam ochotę zabrać się do czytania. Niestety, zanim książka trafiła w moje ręce minęło kilka miesięcy. Tak to już jest, że jak mieszka się za granicą, to nie zawsze łatwo jest zdobyć pozycje które nas interesują. Jednak kiedy już nadszedł ten moment i dorwałam książkę, od razu zabrałam się do czytania i już po kilkunastu stronach wiedziałam, że jej filmowa ekranizacja nie odstaje za wiele od klimatu zawartego w książce. Posilę się nawet o stwierdzenie, że film jest prawie idealnym odwzorowaniem książki. A wierzcie mi, nie często się tak zdarza. W tym przypadku, miło się jednak zaskoczyłam. Jeśli chodzi o fabułę książki, to niestety do najprzyjemniejszych ona nie należny, muszę jednak przyznać, że pomimo smutnych momentów były też takie, przy których się nieźle uśmiałam. Wiem, że dla większości z Was temat przemijania, starzenia się czy też śmierci, może być dość ciężki, zwłaszcza jeśli dotyczy on naszych najbliższych. Uważam jednak, że każdy z nas powinien tą książkę przeczytać, gdyż może z niej wiele wynieść. A jak wiadomo, przed śmiercią nikt nie ucieknie i prędzej czy później każdy z nas będzie się musiał z nią zmierzyć.



"Wielki ogarniacz życia" - Pani Bukowa

Pani Bukowa – kobieta, której nieudolne próby ogarnięcia życia śledzi na facebooku już niemal pół miliona osób. Mówi otwarcie to, co myślą wszyscy. Lubi jedzenie i internety. I wino. I leżeć sobie.
Wielu ludzi pyta mnie, co tak naprawdę liczy się w życiu. No, w sumie to niewielu. Właściwie to nikt. I bardzo słusznie – bo nie wiem. Nie chodzę na fitness, nie jem jarmużu, nie przesiaduję z ajfonem w popularnych kawiarniach popijając latte macchiato, ani nie biegam (Boże broń!). A mimo to żyję i mam się dobrze. Szokujące, wiem.  Ta książka pokaże wam, jak być szczęśliwym nie robiąc niczego, co się powinno.

Jeśli jesteście z tych osób które nie bardzo lubią czytać powieści, ale bardzo lubią sięgać po poradniki, to ta pozycja jest zdecydowanie dla Was. Wielkiej modrości życiowej z niej nie wyciągniecie, ale na pewno dowiecie się z niej czego nie robić, a także tego, że czasem warto odpuścić i nie przejmować się za bardzo pewnymi sprawami. Książka jest zdecydowanie wielkim polepszaczem humoru, przy której spędzicie świetnie czas śmiejąc się do rozpuku, a czasami nawet płacząc ze śmiechu. 


 
"Leśna polana" - Katarzyna Michalak 


Trzy przyjaciółki, jeden stary dom pośrodku lasu. I tajemnica…


Czy wszystkie życiowe porażki i niegodziwości można tłumaczyć trudnym dzieciństwem? Jeśli tak, to trzej bracia Prado – Wiktor, Marcin i Patryk – mogliby się stoczyć na samo dno i obwiniać tego, który zamienił pierwsze lata ich życia w piekło: swojego ojczyma.
Trzy przyjaciółki – Gabrysia, Majka i Julia – też nie miały najłatwiej. O Majce i Julii rodzice zapomnieli, a Gabriela od najmłodszych lat musiała dbać o siebie i o przybranego ojca, którego ubeckie tortury pozbawiły zdrowia i sił.

Książki Katarzyny Michalak bardzo lubię i często po nie sięgam. Gdy ta wpadła w moje ręce pomyślałam, że zostanę uraczona słodką powieścią o niespełnionej miłości. Słodko było, ale tylko trochę. Powieść mimo całego swego uroku, ma także swoją ciemną stronę. Tak więc nie jest to typowe romansidło, ale opowieść w której przeszłość przeplata się z teraźniejszością.  
"Leśna polana" to pierwszy tom Leśnej Trylogii, a jej zakończenie jest takie, że ma się ochotę od razu sięgnąć po kolejną część. Tak więc jeśli lubicie powieści od których nie możecie się oderwać a miłość przeplata się ze złem to to jest właśnie pozycja dla Was. Ja osobiście nie mogę się doczekać kiedy druga część tej trylogii wpadnie w moje ręce. 



*****

A Wy co ostatnio ciekawego przeczytaliście??
Dajcie znać, może i Wy mnie czymś zainspirujecie.

Pozdrawiam
:)

sobota, 8 września 2018

Sierpniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Znowu zrobiłam sobie małą przerwę od blogowania. A to wszystko za sprawą wakacji, czasu wolnego od pracy, ogólnego relaksu a także małego detoksu od mediów społecznościowych. Wierzcie mi, czasami dobrze jest sobie zrobić taki reset. Zwolnic, odetchnąć i nabrać dystansu do pewnych rzeczy.


Jednak teraz już czas wrócić do starej rutyny. Mam nadzieję, że nie rozleniwiłam się za bardzo i uda mi się pisać i publikować posty w miarę regularnie. Dzisiaj nadrabiam zaległości kosmetyczne i przychodzę do Was z odsłoną sierpniowego pudełeczka Glossybox, który swoją drogą był dość słaby. Przynajmniej jak dla mnie. Tak więc jeśli chcecie się dowiedzieć jak wygląda zawartość która mnie tak rozczarowała, to zapraszam do czytania.


- RIMMEL LONDON - Tatuaże oraz pieczątka do robienia tatuaży.
Ja na tego typu rzeczy jestem już chyba za duża. Może jeszcze jakbym jeździła na letnie festiwale to mogłabym się z tego typu produktów ucieszyć. Jednak ja, mimo iż bardzo lubię muzykę, raczej na tego typu eventy nie chadzam. Rozumiem jednak założenie zespołu Glossybox, że przecież lato to szał różnorakich festiwali, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii,  i dlatego tego typu tatuaże znalazły się właśnie w sierpniowym pudełeczku. Tak jak pisałam na festiwal w najbliższym czasie się nie wybieram, jednak może skuszę się na któryś z tych tatuaży jaki będę szła na jakąś szaloną imprezę do klubu. W końcu do odważnych świat należy.


 Jeśli jednak chodzi o stempelek w kształcie serca, to tutaj już w ogóle nie widzę zastosowania go w moim codziennym życiu. Myślę, że najbardziej ucieszy się z niego moja mała bratanica :)
Produkty pełnowymiarowe o wartości £4.99.


- VICTORIA"S SECRET PINK - Maseczka w płachcie.
Z tego typu produktów zawsze się cieszę, gdyż do najtańszych one nie należą, a wiadomo taka maseczka w płachcie jest jednorazowego użytku. Tak więc fajnie, że coraz więcej się ich pojawia w Glossybox'ie. 
Maseczka ma właściwości odżywcze, a w swoim składzie zawiera olej kokosowy.  
Produkt pełnowymiarowy o wartości £5.


- TRIFLE COSMETICS -Farbka do ust i policzków
Tego typu produkty 2 w 1 zwykle używam tylko do ust. Jakoś na policzki ciężko jest mi je aplikować, a także boję się, że mogą one zrobić u mnie nieestetyczne plamy. Jeśli chodzi o róż do jestem raczej tradycjonalistką i zwykle wybieram ten w kamieniu. Jednak z ustami zawsze lubię sobie poeksperymentować, pewnie też dlatego, że jeśli coś nie wyjdzie to taki makijaż jest łatwiej zmyć, niż męczyć się z nieestetyczną plamą na policzkach. Produkt w 78% bazuje na wodzie i ma nam zapewnić zdrowy oraz trwały kolor podobno aż do 10 godzin. Wszyscy ci co cenią sobie naturalność w kosmetykach na pewno się ucieszą z tego produktu, gdyż w 99% jest on naturalny, a więc nie zawiera parabenów, olejów mineralnych a także glutenu. Farbka zamknięta jest w bardzo poręcznym małym opakowaniu, dodatkowo zawiera pipetkę, która na pewno ułatwi jej nakładanie.  Kolorek też jest bardzo ładny, taki soczyście truskawkowy.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £17.50.


- KALEIDO COSMETICS  - Rozświetlacz.
Tego typu kosmetyków używam cały rok a nie tylko podczas wakacji, więc myślę, że na pewno mi się on przyda. Z tym, że przez to, że jest on dość ciemny (swoim kolorem wpada bardziej w brąz niż złoto), raczej będę go używała jaki cienia do powiek. Jego konsystencja jest dość zbita, więc myślę, że być może w tej roli się sprawdzi. Do mojej cery może on się nie nadać, gdyż ja z natury jestem dość blada, a wiadomo że nie chcę paradować z brązowymi policzkami, gdyż będzie to wyglądało bardzo komicznie. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £13.


- 3INA - Cień do oczu w farbce.
Z tym produktem myślę, że się pożegnam dość szybko, gdyż nie cierpię niebieskich cieni do oczu, a ta farbka jest właśnie w takim kolorze. Dodatkowo nie lubię także nakładać płynnych cieni na moje powieki. Mimo iż produkt jest wodoodporny, mocno napigmentowany oraz trwały, to niestety jego kolor totalnie go dyskwalifikuje w moim makijażu. Producent zaleca, używanie go także jako eyelinera, jednak ja od dłuższego czasu jestem wierna czarnej kredce na powiece, tak wiec temu kosmetykowi mówię zdecydowane do widzenia.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £8.95.


****


I tak przedstawia się zawartość sierpniowego Glossybox'a.
Jak dla mnie szału nie ma. Tak naprawdę to jedynie cieszę się  z  maseczki w płachcie oraz z farbki do ust.
Reszta kosmetyków jakoś nie trafiła w mój gust.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??
Przypadła Wam do gusty??
 

Pozdrawiam
:)


wtorek, 7 sierpnia 2018

Nowości Zapachowe

Witajcie!!
Lato w pełni nie tylko w Polsce ale także w Wielkiej Brytanii.
Tego roku pogoda nas rozpieszcza. Upały takie, że czasami aż nie chce się wyjść z domu.
Osobiście bardzo lubię tą porę roku. Pikniki na świeżym powietrzu, popołudnie w parku z dobrą książką i mrożoną kawą to coś, co sprawia mi radość i mega mnie relaksuje. Jednak kiedy temperatura przekracza 30 stopni, i tak od kilku dni, żeby nie napisać tygodni, to zaczynam marzyć o małym ochłodzeniu. Którego, niestety, nie widać. No ale nie ma co narzekać, bo przecież zawsze mogłoby być gorzej. Tak więc w te upalne dni: tona filtrów na ciało, okulary przeciwsłoneczne a także jakiś orzeźwiająco-pobudzający zapach i można ruszać na podbój świta, mimo żaru który leje się z nieba.

Nie wiem jak wy, ale ja w takie upalne dni, znacznie ograniczam swój makijaż, a czasami nawet z niego rezygnuje. Jedyne czego sobie nie odmawiam w te dni to kolorowe paznokcie, oraz jakiś wakacyjny zapach. I właśnie dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kilka perfumowanych nowości, które ostatnio pojawiły się na rynku kosmetycznym. Więc jeśli wakacyjny urlop jeszcze przed Wami i poszukujecie jakiegoś fajnego oraz świeżego zapachu to zapraszam na dzisiejszy post. Kto wie, może coś Wam wpadnie w oko i postanowicie się na któryś z nich skusić. 


Kenzo - Aqua Pour Femme


Twórcą tych kwiatowo - owocowych perfum dla kobiet jest Louise Turner.
Nuty głowy: mandarynka, liść maliny i cytryna.
Nuty serca: magnolia, róża, jaśmin, hedione, nuty zielone i jabłko.
Nuty bazy: paczula, wetyweria, drzewo sandałowe, wanilia oraz drzewo kaszmirowe.

Cena: 30ml - 179zł;   50ml - 249zł;



****



Jo Malone - Tropical Cherimoya Cologne



Te kwiatowo - owocowe perfumy przeznaczone są do kobiet jaki i mężczyzn.
Dla mnie jednak większość tych zapachów unisex jakoś bardzo pasuje do kobiet niż do mężczyzn.
Nuty głowy: gruszka i passiflora.
Nuta serca: cherimoya.
Nuty bazy: balsam copahu, fasolka tonka.

Cena:30ml - 265zł;   100ml - 545ł;



****


Calvin Klein - CK One Summer


Twórcą tego cytusowo - aromatycznego zapachu dla kobiet i mężczyzn jest Pierre Negrin.
Nuty głowy: cytryna, mojito, lima.
Nuty serca: gujawa, ananas i białe kwiaty.
Nuty bazy: cedr oraz mleko kokosowe.

Cena:  100ml - 189zł;



****


 Bvlgari - Omnia Pink Sapphire


Twórcą Tych kwiatowych perfum jest Alberto Morillas.
Nuty głowy: różowy grejpfrut, pamelo i różowy pieprz.
Nuty serca: plumeria, gardenia tahitańska.
Nuty bazy: piżmo, wanilia i nuty drzewne.

Cena: 20ml - 229zł;   40ml - 319zł;   65ml - 389zł;  



****



Aura - Thierry Mugler


Ta kwiatowo - owocowa kompozycja jest idealna na lato.
Nuty głowy: gruszka i nasiona hibiskusa.
Nuty serca: nuty kwiatowe oraz nuty zielone.
Nuty bazy: irys i tahitańska wanilia.

Cena: 30ml - 268zł;   50ml - 339zł;   90ml - 42zł;


****

Mam nadzieję, że taki mały przegląd zapachowych nowości przypadł Wam do gustu.

Pozdrawiam i życzę udanego wypoczynku jeśli takowy jeszcze przed wami.
 :)

sobota, 4 sierpnia 2018

Lipcowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie !
Pudełeczka Glossybox to dla mnie comiesięczna dawka przyjemności i zarazem mała niespodzianka.
Wiem, że nie każdy lubi dostawać kosmetyki w ciemno. Ja jednak po kilkuletniej substytucji muszę stwierdzić, że większość kosmetyków które otrzymałam trafiło w mój gust. Odkryłam także kilka świetnych perełek, a tych nietrafionych kosmetyków, aż tak dużo, swoja drogą nie było. Mi osobiście idea Glossybox'a jak najbardziej pasuje, i póki co, nie mam zamiaru z niej rezygnować, mimo iż nie każda zawartość powala na kolana. W tym miesiącu niestety troszkę się nią rozczarowałam. No cóż, czasami i tak bywa. Zresztą zobaczcie sami, co też znalazło się w ostatnim box'ie.


- SENHOR DO BONFIM -  Sea Water spray do włosów
Moje włosy same z siebie się kręcą, więc po produkty które mają jeszcze  potęgować  ich skręt raczej rzadko sięgam. Więc jak pewnie się domyślacie, średnio jestem zadowolona z tego produktu, gdyż jego zadaniem jest wyczarowanie na naszej głowie fal niczym po morskiej kąpieli. Moje włosy jednak wyglądają tak na co dzień więc tego typu produkty raczej są zbędę w mojej pielęgnacji.
Zresztą w upalne dni, włosy i tak głównie noszę związane, gdyż tak po prostu jest mi chłodniej a zarazem wygodniej. Mimo iż mogłabym się spokojnie obejść bez tego produktu, to i tak go wypróbuję. Być może okaże się, że działa cuda, i naglę będę miała burzę loków na głowie.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £16

- PALMER'S - Odżywka do włosów
Produkty Palmer's są  mi dobrze znane głównie jeśli chodzi o kosmetyki do ciała. Ich produktów do włosów jeszcze nie miałam okazji używać. Tak naprawdę to nawet nie wiedziałam, że takowe mają. Odżywkę którą znalazłam w pudełeczku na pewno z miłą chęcią przetestuję, nie tylko dlatego że obiecuję zrobić cuda z naszymi włosami, ale także dlatego, że obłędnie pachnie kokosem. Włosy po jej użyciu mają być lśniące, odżywione i dodatkowo pięknie tropikalnie pachnieć. Odżywka w swoim składzie zawiera nieprzetworzony olej kokosowy, a także pozbawiona jest olejów mineralnych oraz parabenów.
Pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 400ml kosztuje £4.49. W pudełeczku natomiast znalazła się próbka o pojemności 50ml której wartość to £1.99.


- ORIFLAME - Tusz do rzęs
Jako nastolatka byłam konsultantką Oriflame, tak więc jak się pewnie domyślacie, kosmetyków tej marki było u mnie pod dostatkiem.  Teraz już nie używam, a to tylko dlatego, że nie mam do nich dostępu. Mój sentyment jednak nadal do nich pozostał, tak więc tym bardziej się cieszę, że będę mogła coś tej marki przetestować. Tuszów co prawda u mnie pod dostatkiem, jednak i ten się przyda. Maskara na podkręcać, nadawać objętość naszym rzęsom, a także wydłużać je, rozdzielać i unosić. Czy taż rzeczywiście będzie, to się okaże po pierwszych testach. Dodatkowo maskara zawiera składniki pielęgnujące, których mają odżywiać nasze rzęsy.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £9


- INUWET - Pędzel do policzków
Tego typu produkty w pudełeczkach zawsze są przeze mnie  mile widziane. Wiadomo pędzli nigdy za dużo ;).
Trzonek tego pędzla kształtem przypomina muszlę, co nadaje mu fajny wygląd, a także przez swój kształt bardzo dobrze leży w dłoni. Myślę, że będzie on też świetny na wyjazdy, gdyż jest dość mały, więc bez problemu zmieści się nawet do bardzo małej kosmetyczki. Pędzel idealnie ma się nadawać do konturowania twarzy. Myślę, że u mnie idealnie się sprawdzi do nakładania rozświetlacza.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £13.20

- REGENERATE - Pasta do zębów
Z tego typu produktami zawsze mam problem, gdyż uważam, że raczej nie powinno ich być w tego typu pudełeczkach. Jednak muszę przyznać, że już kilka razy udało im się mnie zaskoczyć fajną pastą do zębów, na którą prawdopodobnie sama bym nigdy nie zwróciła uwagi. Tutaj jednak wielkiego zaskoczenia nie będzie, gdyż znam ten produkt. Kiedyś otrzymałam go od swojej dentystki. Pasta zawiera technologie NR-5, udowodnioną klinicznie, że zastępuje szkliwo, które z czasem ulega zniszczeniu przez zęby, a także ochroni zęby przed ubytkami i naturalną erozją. Mimo iż pasta się przyda zwłaszcza na wakacyjne wyjazdy (14ml jest idealna pojemnością na krótki wakacyjny wyjazd), to nie ukrywam, że zamiast tego produktu wolałabym znaleźć  w pudełeczku jakiś inny kosmetyk. Jak już wspomniałam otrzymałam mała próbkę o pojemności 14 ml, pełnowymiarowe opakowanie 75ml kosztuje natomiast £10.


 - HAWAIIAN - Balsam do opalania z SPF30
Ta mała próbka znalazła się w pudełeczku jako bonus.
Wiadomo, że po tego typu kosmetyki w tych miesiącach sięgamy bardzo często, więc szkoda, że w pudełeczku nieznalazła się troszkę większa próbka.  Ale jak to się mówi darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby :). Balsam zawiera ekstrakt z mango, papai, marakui oraz z  zielonej herbaty. Pełnowymiarowy produkt o pojemności 180ml kosztuje £14.99. W pudełeczku natomiast znalazła się próbka o pojemności 7.4ml.

****

I to tyle jeśli chodzi o lipcowy Glossybox. Ja jestem tak średnio zadowolona z tej zawartości.
Źle nie jest, ale szału też wielkiego nie ma. Oczywiście wszystkie kosmetyki z chęcią przetestuję, jednak nie ukrywam, że z innej zawartości cieszyłabym się bardziej.

Pozdrawiam

:) 

niedziela, 29 lipca 2018

"Modoterapia, czyli po co ci tyle ubrań " - Antonina Semecka

Witajcie!
Poradniki, to ten rodzaj książek po który bardzo lubię sięgać. Oczywiście znaleźć dobrą pozycję w tej dziedzinie też nie jest łatwo. Poradniki ostatnimi czasy wyrastają jak grzyby po deszczu, a wielu ludziom wydaje się, że jak już posiedli podstawową wiedzę z danego zakresu, to są ekspertami w danej dziedzinie i siadają do pisania. A prawda jest taka, że napisać dobry poradnik to wielka sztuka. Trzeba umieć przekazać swoje myśli w sposób  prosty, klarowny i ciekawy. Niestety niewielu ludziom to się udaje. Jednak w natłoku różnorakich poradników, są i takie, po które naprawdę warto sięgnąć, a wiedza zawarta w nich to kompendium wiedzy.

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moją opinie na temat książki która ostatnio wpadła w moje ręce, i która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Dodatkowym atutem tej książki jest to, że napisała ją polka, co tym bardziej cieszy, gdyż uważam, że należy wspierać i doceniać naszych rodzimych twórców. 

"Styl jako koncept został uznany za coś elitarnego, wysublimowanego i drogiego. A to przecież podstawowa forma wyrażania się. Tak jak muzyka czy słowa".
                                          Scott Schuman



Moda to temat dość szeroki. Niby ubieramy się dla siebie, ale prawda jest także, że często wpływ na to co na siebie zakładamy, mają słowa oraz opinie innych osób. Ile to razy słyszeliśmy: "No chyba nie masz zamiaru tak wyjść z domu", albo "Jak ty wyglądasz!".  Jeszcze tego typu  komentarze można zrozumieć jak są wypowiadane przez mamę do nastoletniej córki, która ma zamiar wyjść z biustem na wierzchu. Jednak tego typu słowa często wypowiadamy do drugiej osoby tylko dlatego, że jej strój nie wpisuje się w kanony naszego piękna czy też stylu. A przecież moda to zabawa. Jeśli uwielbiamy chodzić w spodniach to dlaczego nie mielibyśmy ich założyć np. na swój ślub? Albo jeżeli lubujemy się w ekstrawaganckich ciuchach to czemu miałybyśmy ich nie nosić na co dzień?

Moda to sprawa indywidualna każdego człowieka, i uważam, że każdy powinien nosić się tak jak mu wygodnie. Oczywiście nie mam na myśli latania z gołą pupą po mieście, bo nie o to mi tutaj chodzi. 

"Żeby mieć styl, musisz dowiedzieć się, kim jesteś, a to może zająć całe lata".
                                                                                             Iris Apfel

Ktoś pewnie teraz powie, że skoro moda to sprawa taka indywidualna to po co w ogóle czytać poradniki na ten temat? Otóż dobry poradnik nie powie nam, że mamy włożyć na siebie to i to, i dopiero wtedy będziemy wyglądać jak kobieta z klasą, wyglądającą jak milion dolarów. Dobry poradnik nakreśli nam temat tak, że zaczniemy słuchać swojego wewnętrznego ja, które  podpowie nam, co zrobić aby w danej dziedzinie osiągnąć sukces, który będzie współgrał z naszą osobowością, a przy okazji nie zmieni nas w klonów które będą chodziły po ulicy i wyglądał tak samo. No właśnie, a to niestety jest częstym błąd poradników, które nam mówią, co mamy zrobić aby być szczęśliwym,  co mamy na siebie założyć, aby dobrze wyglądać itd. A przecież każdy z nas jest odrębna jednostką. Inaczej myśli, inaczej wygląda a także  ma inne spojrzenie na otaczające nas sprawy. 
  
"Przez lata nauczyłem się, że najważniejsza w sukience jest kobieta która ma ją na sobie".
                                                                                      Yves Saint Laurent




Tak więc sięgając po książkę Antonimy Semeckiej, w głowie miałam pytanie czy autorka będzie starała się  nam narzucić swoją wizję idealnie ubranej kobiety? Czy też, podzieli się swoimi spostrzeżeniami, ale pozwoli nam samej zadecydować jak chcemy wyglądać. Chyba już wiecie jaka jest odpowiedz na to pytanie :).

Jak już pewnie się domyślacie, książka tak bardzo mnie zachwyciła, że postanowiłam poświęcić jej osobny wpis. A to temu, że naprawdę warto po nią sięgnąć, gdyż jest to jeden z lepszych poradników na temat mody, jaki ostatnio udało mi się przeczytać. Antonina w swojej książce nie próbuje nas przekonać do tego, że tylko kobieta w szpilkach wygląda sexy, albo że każda z nas powinna mieć w swojej szafie zestaw składający się z: białej bluzki, kaszmirowego swetra, małej czarnej, oraz szpilek w kolorze nude. Nie, kochani, tego w tej książce nie ma! I powiem Wam, że jest to chyba jej największym plusem. Przecież nie każdy lubi chodzić w butach na obcasach! Ostatni rozdział książki to także miłe zaskoczenie. Nie ma w nim listy: rzeczy, ubrań czy akcesoriów, które każda dobrze wyglądająca kobieta powinna mieć w swojej garderobie. Nie, kochani, ostatni rozdział jest o 10 rzeczach, których nie musimy robić a ani mieć, aby dobrze wyglądać czy też dobrze się czuć. Bo przecież do każdej dzieciny naszego życia powinniśmy podchodzić indywidualnie. I to jest chyba najlepsze motto tej książki. Nie patrz na trendy, patrz na siebie i wybieraj tylko to, co w głębi serca wydaje Ci się najlepsze dla twojej osoby.

"Kupuj tylko rzeczy, które zamierzasz zatrzymać na zawsze. Ważne, żeby zdawać sobie sprawę z tego czy są trendy: Grą".
  Carine Roitfeld


Obok treści wielkim plusem tej książki jest też szata graficzna. Piękne rysunki oraz zdjęcia powodują, że naprawdę przyjemnie się ją czyta. Myślę, że wszyscy esteci będą zadowoleni tym, jak książka została pięknie wydana.

Podoba mi się też to, że autorka nie ograniczyła się tylko do pokazania nam swojej wizji mody, ale także poprosiła o opinie w tym temacie osoby które są jej bliskie, ale zarazem totalnie od siebie różne. Dzięki temu może zobaczyć, że każda z tych osób patrzy na modę totalnie inaczej. Dla każdej z nich moda ma inny wydźwięk. Mają inne modowe upodobania a także inny styl, ale na pewno jedno ich łączy. Wszystkie te osoby czują się dobrze w tym co noszą na co dzień.

Jeśli i wy macie jakieś dylematy w kwestii ubioru, lub też chcielibyście poszerzyć swą wiedzę w tym temacie, to serdecznie Wam polecam tą książkę. Myślę, że wiele się z nie nauczycie.

 Pozdrawiam i życzę miłej lektury.
:)

piątek, 20 lipca 2018

Czerwcowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Dzisiaj zapraszam Was na  post typowo kosmetyczny, czyli odsłonę pudełeczka Glossybox'a. Jeśli ciekawi Was co znalazło się w czerwcowej edycji tego box'a to zapraszam do lektury.


 - GATINEAU - Ujędrniający żel do skóry szyi i dekoltu
Bardzo częstym błędem popełnianym w pielęgnacji jest to, że często zapominamy o dbaniu o skórę szyi.
Zwykle ograniczamy się do nakładania kremu na twarz, balsamu na ciało, a reszta idzie w zapomnienie. Powiem Wam, że i mi kilka razy zdarzyło się zakończyć swoją poranną czy też wieczorną pielęgnacje na linii żuchwy. Obecnie staram się już tego błędu nie popełniać, i z taką samą troską jak o skórę twarzy, dbać o szyję oraz dekolt. Nie wiem, czy wiecie, ale to właśnie na szyi widać najbardziej upływ czasu. Dzieję się tak między innymi  dlatego, że często traktujemy naszą szyję po macoszemu.
Tak więc pamiętajcie, aby w codziennej pielęgnacji, nie pomijać tego fragmentu naszego ciała.
Obecnie na rynku coraz częściej pojawiają się kosmetyki, przeznaczone stricte do szyi, i właśnie jeden z nich znalazłam w ostatnim pudełeczku Glossybox.
Kosmetyki firma Gatineau do tanich nie należą, więc dużo po nim oczekuję, jednak czy zobaczę efekty, ciężko powiedzieć, gdyż moja szyja czy też dekolt są w dość dobrej kondycji. Żel ma za zadnie wzmocnić naszą skórę, a także ją ujędrnić i delikatnie napiąć.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £49. Tak więc sami widzicie, że są to kosmetyki tej firmy należą do tych z wyższej półki.


- LARITZY - Bronzer w sztyfcie do konturowania
Z tego typu kosmetykami mam zwykle problem, gdyż forma sztyftu nie bardzo mi pasuje. 
Zwykle wolę sięgać po tego typu produkty w kamieniu, gdyż tak łatwiej mi się je po prostu  nakłada. A w razie jakiegoś małego potknięcia, łatwiej jest mi też taki kosmetyk rozetrzeć pędzlem. Z kosmetykami w kremie, w moim przypadku jest tak, że zdarza mi się nimi zrobić nieestetyczną plamę na twarzy. I wtedy aby nie zrujnować sobie całego makijażu muszę nieźle się natrudzić, aby uratować swój make-up.Wiem, że kosmetyki w tej formie idealnie sprawdzają się latem, gdyż są znacznie trwalsze, jednak ja, jak nie muszę, to po nie raczej nie sięgam. W tym przypadku na pewno jednak sięgnę po niego tylko po to, żeby poćwiczyć jego nakładanie. W końcu praktyka czyni mistrza. Może wreszcie się przekonam i polubię kremowe kosmetyki do makijażu. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £18.


- NIP+FAB - Glikolowy scrub do twarzy
Tego kosmetyku jestem naprawdę ciekawa. Pewnie dlatego, że zawiera 3% kwasu glikolowego, a także kwas salicylowy.  A jak wiadomo, większość kosmetyków z kwasami naprawdę działa. Scrub ma za zadanie oczyścić, rozjaśnić oraz przywrócić naszej cerze młodzieńczy wygląd. Dodatkowo pięknie pachnie grejpfrutem, co mi osobiście bardzo odpowiada, gdyż ja lubię nuty owocowe w kosmetykach. Powodują one, że od razu nabieram większej ochoty do działania. 
Pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 75ml kosztuje £9.95. W pudełeczku natomiast znalazłam opakowanie o wielkości 50ml.


-MONU - Chłodzący żel po oczy 
Po chłodzące kosmetyki lubię sięgać zwłaszcza latem. Wszelakie lekkie, chłodzące balsamy do ciała, powodują, że po upalnym dniu moje ciało zyskuje trochę orzeźwienia. Jeśli chodzi jednak o chłodzące kremy pod oczy to sięgam po nie przez cały rok. Nic tak rano nie otwiera oka (no może poza kostkami lodu) jak dobry chłodzący kosmetyk pod oczy.  Żel ma za zadanie usuwać wszelkie opuchnięcia, worki pod oczami a także ciemne podkówki, które często pojawiają się po nieprzespanej nocy, oraz dodatkowo ma nawilżyć delikatną skórę wokół oczu. Żel w swoim składzie zawiera arnikę, witaminę C oraz żeń-szeń oraz pozbawiony jest wszelakich parabenów. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £24.95


- NOVEX MYSTIC BLACK - Maska do włosów
Osobiście z włosami nie mam problemów, a moja pielęgnacja ogranicza się do szamponu i różnych odżywek. Po maski oczywiście sięgam, ale nie robię tego regularnie. Latem jednak  moje włosy częściej wystawiane są na słońce, a wiadomo, że promienie UV raczej żadnym włosom  nie służą, tak więc maseczka na pewno mi się przyda. Producent obiecuje, że po jej użyciu włosy będą odżywione, nawilżone oraz lśniące.
Dodatkowym jej plusem jest  także mała pojemność (100g) która  wyjazdy będzie jak znalazł.
Kilogramowe opakowanie tej maseczki kosztuje £19.20. W pudełeczko znalazła się natomiast próbka o pojemności 100g.


Podsumowując, z zawartości jestem bardzo zadowolona, i wszystkie kosmetyki z wielką przyjemnością przetestuje. Jeśli jednak miałabym wybrać topową trójkę, to na pewno byłby to: krem na szyje i dekolt, scrub do twarzy oraz żel pod oczy.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??

środa, 18 lipca 2018

Królowa Elżbieta II Prywatnie i Służbowo

Witajcie!!
Życie królowej Elżbiety II do najłatwiejszych nie należy. Każdy dzień podlega odpowiedniemu harmonogramowi. Odpisywanie na listy, zapoznawanie się z dokumentami rządowymi czy też umówione spotkania to jej codzienność. Chwile wolne od pracy zdarzają się, oczywiście, jednak nie są tak częste jakby królowa sobie życzyła. Wiadomo, urzędowanie na takim stanowisku jest pełne wyrzeczeń i obowiązków.

Do najczęstszych obowiązków Królowej należą spotkanie, przyjęcia czy też tak zwane garden party. Wiadomo, że część z tych obowiązków biorą na siebie pozostali członkowie Windsorów, jednak są spotkania, na których królowa osobiście musi się pojawić.  W ciągu roku przez pałac Buckingham przewija się około 50 tysięcy osób, a na coroczną herbatkę w pałacowych ogrodach zapraszanych jest około 8 tysięcy ludzi. Oczywiście ta ogromna liczba osób nie jest zapraszana na raz. Zwykle tego typu impreza podzielona jest na szereg mniejszych, co znacznie ułatwia jej organizację.Jednak za każdym razem tego typu wydarzenie to wielki sprawdzian dla służby pałacowej.

Królowa Elżbieta II Swoich gości w Londynie najczęściej przyjmuje w w pałacu Buckingham. Stół na 120 osób przy którym odbywają się oficjalne przyjęcia ustawiony jest w kształt podkowy, a przy jego zastawianiu pracuje sztab ludzi. Porcelana, sztućce oraz kryształowe kieliszki muszą lśnić, a wszystko musi być przygotowane perfekcyjnie. Wszystko ustawiane jest pod linijkę, a cała zastawa musi być ustawiona w tej samej odległości od siebie, tyczy się to nawet krzeseł. Zwiedzając pałac Buckingham widziałam to dzieło na własne oczy,  rzeczywiście sala oraz stół robią wielkie wrażenie. 



Pracę lokajów podczas przyjęć synchronizuje sygnalizacja świetlna. Czerwone światło oznacza czekać, żółte przygotować się, a zielone, że można już podawać dania. Menu podczas takich uroczystości jest bardzo wykwintne, a goście usadzani są według specjalnego klucza. Królowa podczas pierwszego dania rozmawia z osobą siedzącą po jej prawej stronie. Podczas drugiego z osobą siedzącą po jej lewej, a podczas deseru z obojgiem.  Zwykle podczas tego typu przyjęć Elżbieta wygłasza przemówienie którego długość nie przekracza 7 minut. Honorowy gość także zabiera głos.

 Jednak becie królową to nie tylko obowiązki. Nawet takiej osobowości zdarzają się dni wolne od pracy, które Elżbieta najczęściej spędza w swoich prywatnych zamkach czyli w Sandringham i Balmoral. Tutaj panuje już nieco swobodniejsza atmosfera. Na co dzień nosi się ubiór sportowy, a główne zajęcia rodziny królewskiej to spacery, polowanie oraz łowienie ryb. Królowa podczas tych wolnych dni z pasją oddaje się swoim zwierzętom teraz głownie koniom i gołębiom. Kiedyś hodowała psy rasy corgi, niestety niedawno ostatni z rodziny jej czworonogów odszedł, co królowa z wiadomych względów bardzo przeżyła, gdyż była wielką miłośniczką tej rasy. Wystąpiła nawet z nimi na okładce gazety.




Tak więc jak widzicie bycie królową wcale łatwe nie jest.
Nakazy, zakazy a także kalendarz wypełniony po brzegi powoduje, że raczej nie każdy w dzisiejszych czasach, chętnie objął by takie stanowisko.


*****

Pozdrawiam
:)