czwartek, 14 listopada 2019

Ulubieńcy Książkowi

Witajcie!!
Jesień rozgościła się w Londynie na dobre. Dni coraz krótsze a pogoda za oknem deszczowa. Niestety, jesień w tym roku do najprzyjemniejszych tutaj nie należy. Na pogodę nie mamy jednak wpływu, jedyne co możemy zrobić, to zaakceptować aurę za oknem. Tak więc mimo iż pogoda nie sprzyja spacerom, to wieczory z książką na kanapie i kubkiem gorącej herbaty i tak są  przyjemne i bardzo relaksujące. A czytanie, to be zwątpienia jednak z moich ulubionych czynności  podczas deszczowych dni. Ostatnio udało mi się przeczytać kilak interesujących pozycji. Tak więc jeśli i Wy szukacie czegoś fajnego na długie jesienne wieczory, to zapraszam do zerknięcia poniżej. Może i Wam coś z moich propozycji zainteresuje.
  

Jeżeli będę miał zły dzień, ktoś dziś umrze -  Christian Unge


Tematyka medyczna ostatnio stała się bardzo popularna jeśli chodzi o książki. Osobiście bardo ją lubię i często sięgam po takie pozycje. Lubię poznawać tajniki zawodu lekarzy, dowiedzieć się czegoś nowego, a przecież nikt nie dostarczy nam tylu cennych informacji niż osoba, który sam na co dzień w tym siedzi. Tak więc jak tylko zobaczyłam tę pozycję, wiedziałam, że koniecznie muszę ją mieć. Książka ukazuje szwedzki model funkcjonowania służby zdrowia, jest pełna interesujących anegdot, ciekawostek i wnikliwych przemyśleń. Oczywiście w tego typu pozycjach nie zawsze wszystko jest piękne i kolorowe. Czasem bezsilność człowieka jest tak duża, że łzy same cisną się do oczu, a człowiek jest wdzięczny, że urodził się w kraju gdzie dostęp do medycyna jest znacznie łatwiejszy niż chociażby w Afryce. Osobiście książka bardzo przypadła mi do gustu, i dała mi szerszy obraz na niektóre sprawy związane z medycyną.


Skazane na potępienie - Ewa Ornacka


Bardzo lubię literaturę faktu. Mimo iż nie są to często książki miłe i przyjemne, to mimo wszystko uważam, że warto po nie sięgać. Chociażby po to, aby dowiedzieć się, że świat wokół nas nie zawsze jest piękny i kolorowy, a zło czai się prawie za każdym rogiem. Książki napisane przez dziennikarkę Ewe Ornacką bardzo lubię i cenię. Podoba mi się jej podejście do tematu, wnikliwa analiza, oraz wątki jakie porusza w swoich reportażach czy też książkach. Tym razem Ewa zabiera nas za kraty kobiecego więzienia, gdzie życie toczy się według swoich zasad, a hierarchia odgrywa bardzo ważną rolę. Główną zaletą tej książki jest bez wątpienia to, że mamy tutaj relację z pierwszej ręki. Nic nie jest podkolorowane czy też ubarwione. Narratorka, była więźniarka, pokazuje nam jak wygląda codzienne życie w zakładzie karnym, widzenia z najbliższymi, kwestie porodów kobiet ciężarnych, a także wyjaśnia zagadnienia, które nie dla wszystkich mogą być zrozumiałe, chociażby takie, czym różni się areszt od wiezienia.
Tak więc jeśli interesuje Was ta tematyka, to naprawdę polecam Wam tą pozycję.


Stulecie Winnych - Ałbena Grabowska

„Stulecie Winnych” to powieść, która pochłania bez reszty. Jest w tej trylogii ponadczasowość i uniwersalna prawda. Jest wreszcie wspaniała opowieść o rodzinie, której losy wpisują się w dramatyczne wydarzenia XX wieku. I trzy pary bliźniaczek. Jedna w każdym pokoleniu… Tytułowych Winnych czytelnik poznaje w momencie trudnym – dla samej rodziny, dla ich rodzinnego Brwinowa i dla kraju, którego od ponad wieku nie ma na mapie. Tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej na świat przychodzą pierwsze w rodzinie bliźniaczki. Niestety w chwili narodzin Ani i Mani umiera ich matka. Po kilku miesiącach wybucha najstraszliwsza z dotychczasowych wojen, która dotkliwie zrani Winnych, tak jak setki tysięcy polskich rodzin. Radość z odzyskanej niepodległości trwa zaledwie dwadzieścia lat. 1 września 1939 roku, w pierwszym dniu kolejnej wojny, na świecie pojawiają się kolejne bliźniaczki – córki Mani. Przez długie lata wojenna zawierucha zabiera i oddaje bliskich w najmniej oczekiwanych momentach. A później trzeba poskładać życie na nowo. Bohaterowie zmagają się z powojenną rzeczywistością, z niechcianym ustrojem, ale przede wszystkim z własnymi słabościami. Kolejnym pokoleniom rodziny Winnych będzie dane doświadczyć tego wszystkiego, czego doświadczali Polacy w ostatnich dekadach XX wieku – kryzysu gospodarczego i pustych półek, stanu wojennego i powszechnego zastraszenia, upadku socjalizmu, pierwszych wolnych wyborów, a potem zmagań z trudną rzeczywistością dopiero co odzyskanej wolności.
Za każdym razem, gdy czytelnik ma wrażenie, że wszystko się już układa, że kręte drogi wreszcie się prostują, a ludzie znajdują właściwe ścieżki, przejeżdża czołg historii, siejąc zniszczenie i żłobiąc głębokie koleiny w życiorysach bohaterów. I w tym też leży piękno tej sagi – w nieprzewidywalności.

O tej powieści chyba nie muszę się za dużo rozpisywać, ani też jej zbytnio zachwalać.
Myślę, że wielu z Was dobrze ją zna, lub też oglądało serial na podstawie tej książki. Jak dla mnie jest to powieść którą wile naszych rodaków powinno przeczytać. Nie tylko dlatego, że jest świetnie napisana, ale także dlatego, że ukazuje najważniejsze wydarzenia jakie miały miejsce w Polsce. Wraz z bohaterami przechodzimy przez najważniejsze wydarzenia w dziejach naszego kraju. Przez wydarzenia które na wielu polskich rodzinach odbiły swoje piętno, jednak nie da się przejść koło nich obojętnie.  Z całej sagi najbardziej podobały mi się pierwsze dwa tomy. Pewnie dlatego, że ja osobiście bardzo lubię czytać o latach zamierzchłych, i poznawać historie z dawnych czasów.  Tak więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po tą sagę to serdecznie Was zachęcam. Gwarantuje, że pochłonie Was ona bez pamięci.


Złota klatka - Cmilla Lackberg

Pierwsza część nowej serii królowej szwedzkiego kryminału.
Inteligentna i piękna Faye ma wszystko – wspaniałego męża, ukochaną córeczkę i luksusowy apartament w najlepszej dzielnicy Sztokholmu. Jednak pozory mogą mylić... Jej idealne życie to w rzeczywistości desperackie próby zadowolenia Jacka. Dręczona przez mroczne wspomnienia z Fjällbacki, Faye coraz częściej czuje się jak zamknięta w złotej klatce. Nie może pozbyć się wrażenia, że poświęciła swoje ambicje na rzecz mężczyzny, który coraz bardziej się od niej oddala. Kiedy Jack i ich córka Julienne nie wracają z rejsu łodzią, a policja dostrzega w mieszkaniu kałużę krwi, podejrzenie szybko spada na męża Faye. Co przed nią ukrywa? Czy zabił własną córkę? Nic w życiu Faye nie będzie już takie, jak do tej pory.
„Złota klatka” to trzymający w napięciu thriller o determinacji, sile charakteru i brutalnej zemście.

Uwielbiam kryminały Lackber. Sagę o Fjallbace przeczytałam z zapartym tchem. Tym razem autorka poszła trochę w inną stronę i fabułę swojej powieści ulokowało w dużej metropolii. Mamy tutaj wielkomiejskie życie, przepych i bogactwo. Czyli rzeczy których nadaremno szukać w jej poprzednich książkach. Wielu stałych czytelników, przyzwyczajonych do jej poprzedniej narracji, może być trochę rozczarowanych tym, że autorka obrała zgoła inny kurs. Jednak dla mnie jest to zabieg bardzo na plus, pokazujący, że Camilla potrafi osadzić akcję w innych realiach i wyjść z tego obronną ręką.  Książka bardzo dobra, świetnie napisana i jak dla mnie warta uwagi. Jednak spotkałam się też z opiniami, że nie dorównuje jej wcześniejszym pozycjom. Oczywiście zgadzam się z tą opinią, jednak mimo wszystko uważam, że warto tej książce poświęcić chwilę, gdyż fabuła jest świetnie skonstruowana i przemyślana. Osobiście bardzo podobała mi się ta pozycja, i już nie mogę się doczekać jej kolejnej części. 


Zjazd absolwentów - Guillaume Musso

e
Przysypany śniegiem kampus prestiżowej szkoły. Trzej przyjaciele związani tragiczną tajemnicą. Dziewczyna, która znika w nocy. Riwiera Francuska – zima 1992 r.W mroźną noc, gdy kampus liceum zostaje sparaliżowany przez burzę śnieżną, 19-letnia Vinca Rockwell, jedna z najzdolniejszych uczennic w szkole, ucieka z nauczycielem filozofii, z którym ma potajemny romans. Dla nastoletniej dziewczyny miłość oznacza wszystko albo nic. Nikt już nigdy jej nie zobaczy. Riwiera Francuska – wiosna 2017 r. Kiedyś nierozłączni Fanny, Thomas i Maxime – najlepsi przyjaciele Vincy – nie kontaktowali się ze sobą od czasów szkolnych. Spotykają się dopiero na zjeździe absolwentów. Dwadzieścia pięć lat wcześniej, w strasznych okolicznościach, cała trójka uwikłana została w morderstwo popełnione w sali gimnastycznej. Teraz budynek ma zostać rozebrany, a na jego miejscu rozpocznie się budowa. I nic już nie stanie na przeszkodzie, by prawda wyszła na jaw.

Książki Musso należą do jednych z moich ulubionych. Lubie jego styl pisania, narrację, a także to, że potrafi w swoich powieściach łączyć wątki miłosne z kryminalnymi a często także fantastycznymi. W tej książce jednak czegoś mi zabrakło. Myślę, że mój niedosyt spowodowany jest tym, że Musso po napisaniu tylu świetnych książek sam postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Ja porównując tą powieść do jego poprzednich, (a przeczytałam prawie wszystkie które wyszły spod jego pióra), stwierdzam, że ta na tle innych wypada trochę blado. Mamy w książce, co prawda, dobrze skontrowany watek kryminalny, którego rozwiązanie przez czytelnika jest wręcz niemożliwe, zabrakło  mi jednak  w tej powieści szczypty magi do  której tak przyzwyczaił mnie Musso. Mimo wszystko i tak uważam, że książka jest godna polecenia i warta przeczytania. A tym którzy nie znają twórczości tego pisarza radzę sięgnąć także po jego wcześniejsze powieści, gwarantuję Wam, że będziecie nimi oczarowani.


*****

I to tyle jeśli chodzi o moich ostatnich ulubieńców książkowych.
A wy co ciekawego ostatnio przeczytaliście?
Dajcie znać, może i mnie coś zainteresuje.

Pozdrawiam
:)

sobota, 2 listopada 2019

Nowości z Soap & Glory

Witajcie!
Dawno nie pokazywałam Wam moich zakupów kosmetycznych. A to wszystko dlatego, że ostatnio coraz mniej kupuję kosmetyków. Do minimalisty co prawda jeszcze mi daleko, jednak pomału, pomału robię postępy.  Firma Soap & Glory, dla wielu z Was jest pewnie nieznana. Jednak tu, w Wielkiej Brytanii, ich kosmetyki są bardzo popularne i przez wszystkich bardzo lubiane. Ostatnio kilka nowości tej firmy wpadło w moje ręce. Postanowiłam je Wam tutaj pokazać. Kto wie, może i Wy się na coś skusicie. 


Nie ma tego jakoś przesadnie dużo, ale jak już wypominałam powyżej, staram się ograniczać zakupy kosmetyczne.


W okresie świątecznym firma Soap & Glory wypuszcza zawsze kilka zapachów specjalnych, tak zwanych limitowanych. W tym roku mamy serie o zapachy śliwki i cynamonu. Bardzo mnie zainteresowało to połączenie zapachowe, więc zdecydowałam się ma zakup tego małego zestawu, w którego skład wchodzą: żel do mycia oraz masło do ciało. Myślę, że to duo zapachowe idealnie się sprawdzi w czasie zimy.


Jesień i zima to takie pory roku, kiedy to mam ochotę nie wychodzić z wanny. Wiadomo, nic tak nie odpręża i nie rozgrzewa człowieka po ciężkim dniu, jak gorąca kąpiel pełna piany. W tym okresie bardzo często sięgam po różnorakie płyny do kąpieli czy tez kule. Tym razem zdecydowałam się na te Soap & Glory. 
W skład zestawu wchodzą trzy kule do kąpieli:
- Original Pink: rozpieszczająca kula o zapachu róży oraz bergamotki.
- Smoothie Star: relaksująca kula o zapachu wanilii.
-Sugar Crush: rewitalizująca kula o zapachu limonki.

Po mgiełki sięgam zwykle wiosną oraz latem. Teraz co prawda mamy jesień, jednak ja w tych zimniejszych  porach roku używam mgiełek najczęściej kiedy jestem w domu i nie mam ochoty na używanie mocnych perfum. Wtedy taka mgiełka jest świetną alternatywą i w zupełności mi wystarcza.
Zdecydowałam się na trzy o zapachu:
- Fruitigo: nuty grejpfruta, cytryny, pomarańczy oraz dzikiej figi.
- Original Pink:  nuty bergamotki, mandarynki, lawendy oraz bursztynu.
- Miss You Madly: nuty bergamotki, paczuli, mandarynki, kardamonu, frezji, drzewa sandałowego oraz wanilii.


Produkty Soap & Glory wielu kojarzą się tylko z kosmetykami do pielęgnacji ciała. Jednak firma w swojej ofercie ma także kosmetyki kolorowe. Kilka z nim miałam okazję już używać, i muszę Wam powiedzieć, że są one bardzo dobre i naprawdę warte uwagi. Tym razem postawiłam na mini paletę do konturowania twarzy.


W środku paletki mamy: róż w kremie, trzy rozświetlacze: srebrny, złoty oraz brązowy, a także bazę minimalizującą pory oraz matująca. Wszystko to jest zamknięte w bardzo ładnym i solidnym opakowaniu, które posiada także duże lusterko. Jak dla mnie jest to fajny, poręczny zestaw który nie zajmuje dużo miejsca, a który mieści w sobie wszystko co potrzebuje do wykonturowania twarzy.


****

I tak przedstawiają się moje zakupy. Nie ma tego zbyt wiele, jednak jak dla mnie wystarczająco.

A Wy znacie markę Soap & Glory?
Jeśli tak to dajcie znać jacy są Wasi ulubieńcy z  tej firmy.

Pozdrawiam i do następnego.

sobota, 26 października 2019

Wrześniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Z lekkim poślizgiem przychodzę do Was z zawartością wrześniowego pudełeczka.
Jeśli jesteście ciekawi czy tym razem zaskoczył mnie zespół Glossybox'a to zapraszam do lektury.

- DELHICIOUS BODY - Peeling do ciała.
Uwielbiam używać peelingów do ciała. Zwykle sięgam po te w kremie, gdyż najłatwiej mi się ich używa. Solne czy też cukrowe należą do moich ulubionych. Kilka razy miałam też te kawowe, i mimo iż całkiem dobrze się one u mnie sprawdziły, to wizja mycia wanny po użyciu tego kosmetyku już taka kusząca nie była. Tak więc z tym peelingiem, obawiam się, że może być tak samo.Kosmetyk w swoim składzie zawiera: czarną herbatę Assam, witaminę E, olej migdałowy a także sól i cukier. Produkt jest w 100% naturalny, tak więc weganie będą z niego zadowoleni.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £7.95.

- CAREX - Żel antybakteryjny.
Firma Carex jest mi bardzo dobrze znana, gdyż od lat używam iż mydeł do rąk, czy też właśnie tych żeli antybakteryjnych. Jest to produkt niezbędny w mojej torebce, gdyż mieszkając w wielkim mieście i korzystając na co dzień z komunikacji miejskiej, bardzo się przydaje. Zwłaszcza gdy chcemy odświeżyć nasze dłonie, czy też pozbyć się z nich zarazków. Bardzo lubię te żele, bo naprawdę super działają, szybko wysychają, a seria FUN Edition dodatkowo jeszcze ma fajne zapachy. Tego truskawkowego jeszcze nie miałam okazji używać (aktualnie mam ten o zapachu gumy balonowej), tak wiec super, że właśnie ta wersja zapachowa do mnie trafiła.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £1.55.

- MAYY - Puder bananowy.
Puder bananowy już od dawana święci triumfy na rynku kosmetycznym. Miałam ich już kilka i zawsze super się one u mnie sprawdzały. Jak będzie z tym, nie wiem, gdyż jest to dla mnie totalnie nowa marka, z którą jeszcze się nie spotkałam. Mam jednak nadzieję, że będzie tak samo dobry jak wszystkie pozostałe które miałam okazję używać.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £15.

- MITCHELL AND PEACH - Perfumy.
Perfumy zawsze są przeze mnie mile widziane jeśli chodzi o zawartość pudełeczek Glossybox. Oczywiście nie zawsze zapach jest trafiony, jednak ja bardzo lubię testować nowości w tej dziedzinie, tak więc zawsze się cieszę, kiedy widzę jakąś próbkę perfum których jeszcze nie znam. Tym razem w moje ręce trafił zapach Flora No.1, firmy o której jeszcze nigdy nie słyszałam. Są to perfumy specyficzne, które nie każdemu przypadną do gustu. Jest to mieszanina woni kwiatów z ziołami. Mamy tam zapach kwiatów róży, peoni, lawendy oraz ylang-ylang. Mi osobiście ten zapach przypomina trochę wodę kolońską.
Próbka którą otrzymałam jest dość duża, szkoda tylko, że buteleczka nie ma atomizera, co na pewno znacznie ułatwiłoby ich używanie.
Wersja mini (15ml) o wartości £29.75.

- COLGATE -Węglowa pasta do zębów.
Tutaj za dużo chyba nie muszę się rozpisywać. Już nie raz poruszałam temat tego typu kosmetyków w pudełeczkach Glossybox. Oczywiście jest to produkt który się przyda i który na pewno wykorzystam. Nie ukrywam jednak, że na jego miejsce wolałabym otrzymać coś innego. Nie będę jednak psioczyć, gdyż w tym miesiącu zawartość Glossybox'a składa się aż z sześciu produktów. Tak więc uznajmy, że pasta jest tym produktem dodatkowym.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £4.

- PALMERS - Maska do włosów.
Bardzo lubię kosmetyki tej firmy, czy to do ciała czy to do włosów. Świetnie się u mnie sprawdzają, dobrze działają i do tego mają przystępna cenę. Produkt przeznaczony jest do włosów suchych oraz zniszczonych, moje co prawda takie nie są, jednak dodatkowa porcja nawilżenia czy też odżywienia im się przyda. Zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy to nasze włosy wystawione są na niskie temperatury, czy też wiatr lub deszcz.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £2.49.


****
Jeśli chodzi o zawartość to jestem z niej zadowolona, jednak szału nie ma. Owszem są to produkty które mi się przydadzą, i które na pewno zużyję, jednak brakuje mi tutaj jakiegoś wielkiego  WOW! Nie ma jednak co narzekać, trzeba się cieszyć z tego co jest, a za plus uznać to, że nic się nie zmarnuje, gdyż jak już wspomniałam, raczej wszystkie kosmetyki z tego pudełeczka wykorzystam.

A Wy co sądzicie o tej zawartości ??

niedziela, 13 października 2019

Nowości Książkowe

Witajcie!
Jesień od zawsze kojarzy mi się z ciepłą herbatą, kocem i czytaniem książek.  Wiadomo, dni są krótsze, wieczory coraz dłuższe i jakoś trzeba wypełnić sobie ten czas. Ja w tym okresie zwykle stawiam na czytanie, gdyż nic tak mnie nie relaksuje jak dobra książka. Mimo iż od kilku lat jestem posiadaczką Kindla, i naprawdę nie żałuje jego zakupu, to i tak często sięgam po książki w formie tradycyjnej.  Ostatnio poczyniłam małe zakupy książkowe, bo jak już wspomniałam, jesień sprzyja czytaniu, i postanowiłam się z Wami nimi podzielić, kto wie, może i Wy właśnie jesteście w trakcie poszukiwań lektury na jesienne wieczory. Tak więc jeśli jesteście ciekawi na jakie pozycje się skusiłam to zapraszam do dalszej części postu.


Stosik może nie wygląda imponująco, jednak kolejna partia książek już jest w drodze. Tak więc moja domowa biblioteczka na pewno jeszcze się powiększy.


„Duchowa prostota. Jak mieć więcej, mając mniej." - Courtney Carver 
Poznaj siłę, która może odmienić Twoje życie.Napisany przez niezwykłą kobietę poradnik, który pomaga innym zdobyć więcej przestrzeni, czasu i… miłości. Czy minimalizm jako postawa życiowa może poprawić stan zdrowia, pomóc zbudować trwalsze i głębsze relacje oraz rozładować stres? Wciąż do czegoś dążymy – każdego dnia poddajemy się presji, by dłużej pracować i więcej posiadać. Dla Courtney Carver ten ciągły wyścig musiał się zakończyć, gdy zdiagnozowano u niej stwardnienie rozsiane. Stres był jak oliwa dolewana do ognia – nagle stało się jasne, że musi wyzbyć się fizycznego i psychicznego bałaganu, który potęgował jej chorobę i złe samopoczucie. Carver pokazuje, jak realizować praktyczny minimalizm, by posiadając mniej, zyskać więcej przestrzeni, czasu i miłości! Pozbywanie się zbędnego bagażu pomaga jej zdaniem wprowadzić w życie światło i harmonię. Jej znany na całym świecie Project 333 zakłada ograniczenie liczby ubrań do 33 sztuk i noszenie ich naprzemiennie przez trzy miesiące. Efekty tej akcji otworzyły oczy tysiącom ludzi i zrewolucjonizowały ich szafy.

Należę do tych osób które bardzo lubią czytać poradniki. Te o rozwoju,  minimalizmie czy też zmianie swojego otoczenia, należą do moich ulubionych. Zdaje sobie sprawę, że większość informacji w nich jest powielanych, jednak ja w tym gąszczu wiadomości i tak zawsze znajdę coś, czego nie było w innej książce o tej samej tematyce. Minimalizmem  interesuje się już od dawna i staram się wcielać go codziennie w moje życie. Jak mi idzie? Niestety muszę przyznać, że do ideału w tej dziedzinie jeszcze mi daleko. Jednak uważam,  że wolny krokiem także można dojść do celu, a tego typu książki tylko mi to ułatwią.



„Żyj przytulnie. Magia codziennych przyjemności." - Melissa Alvarez
Czym jest przytulność? To wszystko, co sprawia, że czujesz się błogo i bezpiecznie. Przytulne życie zależy przede wszystkim od twojego nastawienia, dzięki któremu wnosisz ciepło, miłość, przyjaźń i dobre samopoczucie do swojego domu, pracy i codzienności.  Wprowadź przytulność w każdą sferę swojego życia, korzystając z inspirujących wskazówek Melissy Alvarez i dowiedz się, jak: ocieplić przestrzeń materialną wokół siebie, przywiązywać się bardziej do ludzi, a mniej do przedmiotów, tworzyć i pielęgnować głębokie relacje bez poczucia poświęcania się dla innych, zwolnić tempo i osiągnąć pożądany poziom komfortu, wprowadzić ciepło i empatię do każdej sfery życia.  Odkryj sztukę przytulnego życia i celebruj je każdego dnia!

Relaks jest dla mnie bardzo ważny. Na co dzień moje życie jest dość intensywne i dużo się w nim dzieję. Tak więc chwile kiedy to mogę odetchnąć i się zrelaksować są do mnie bardzo ważne. Oczywiście nie mam z tym problemu, gdyż ja ogólnie lubię sobie sprawiać przyjemność i dbam o to aby w tym pedzie dnia codziennego znaleźć chwilę na wyciszenie i naładowanie akumulatorów, jednak stwierdziłam, że ta książka jeszcze bardzie pomoże mi zadbać o tą sferę życia. A przecież wiadomo, że jesień to nie tylko czytanie, ale także rozpieszczanie i dbanie o siebie.


„Japoński przepis na stuletnie życie"- Junko Takahaski
W Japonii żyje najwięcej stulatków na świecie. Zaskakująca jest nie tylko liczba seniorów, ale przede wszystkim ich kondycja fizyczna i psychiczna. W książce poznamy sposoby wiekowych Japończyków na zachowanie sprawności i dobrego zdrowia. Co jedzą? Jak długo śpią? W co wierzą? Co sprawia, że cieszą się życiem wyjątkowo długo? Poznajcie Japoński przepis na stuletnie życie!  Mieko Nagaoka (102 lata) ustanowiła niedawno rekord w pływaniu stylem dowolnym na 1500 metrów w kategorii stulatków. Hidekichi Miyazaki w wieku 105 lat wziął udział w biegu na 100 metrów i marzy, żeby pobiec z Usainem Boltem. Z kolei doktor Shigeaki Hinohara (żył 105 lat), zwany najbardziej zajętym japońskim stulatkiem, kalendarz wizyt miał wypełniony na dwa lata do przodu. Poznajemy także stuletnią fotografkę Tsuneko Sasamoto, której motto brzmi: „Na naukę nigdy nie jest za późno”. Co jedzą, jak żyją, pracują, rozwijają swoje życie zawodowe, wypoczywają? Z kim się spotykają, kogo kochają lub nienawidzą? Krótko mówiąc: jak wyglądało i wygląda życie sędziwych mieszkańców tego odległego kraju, od których z pewnością możemy wiele się nauczyć, aby poprawić jakość swojego życia. 

Styl życia Japończyków od zawsze mnie fascynował. To jak dobrze wyglądają mimo swojego wieku, bardzo długo zachowują sprawność umysłową, duchową czy też cielesną, zawsze wzbudzał we mnie podziw. Być może wielu z Was powie, że to geny, i zapewne tak trochę jest, jednak ja osobiście wierzę, że ich styl bycia oraz odżywianie mają w tym bardzo duży udział. Tak więc myślę, że będzie to fascynująca lektura, dzięki której wprowadzę zmiany nie tylko w swojej diecie, ale także zacznę patrzeć inaczej na pewne aspekty dnia codziennego.


„Niewyjaśnione okoliczności" - Dr. Richard Shepherd
Czołowy brytyjski praktyk medycyny sądowej, dr Richard Shepherd, poświęcił swoją karierę zawodową odkrywaniu tajemnic śmierci. Gdy ktoś umrze śmiercią gwałtowną lub z niewyjaśnionych przyczyn, zadaniem dr. Shepherda jest ustalić przyczynę zgonu. Każda sekcja zwłok to swego rodzaju zagadka kryminalna – a dr Shepherd przeprowadził ich w swoim życiu prawie 25 tysięcy. Dzięki swoim umiejętnościom, oddaniu i wnikliwości dr Shepherd jest w stanie odpowiedzieć na jedno z najtrudniejszych pytań: jak doszło do śmierci danej osoby? Czy chodzi o seryjnego mordercę, czy o katastrofę naturalną; o zabójstwo doskonałe, czy o podejrzany wypadek – dr Shepherd nigdy nie zakłada niczego z góry, zawsze za to dąży do odkrycia prawdy. Wprawdzie był zaangażowany w najgłośniejsze sprawy, takie jak masakra w Hungerfordzie (1987), morderstwo Rachel Nickell (1992), a nawet śledztwo w sprawie wypadku księżnej Diany (1997) oraz ataku na World Trade Center (2001), lecz często to mniej głośne sprawy okazują się najbardziej zagadkowe, intrygujące, a nawet dziwaczne. Dowody przedstawione przez dr. Shepherda – zarówno w świetle jupiterów, jak i poza mediami – doprowadziły do skazania morderców, uniewinnienia osób fałszywie oskarżonych, a nawet do zaskakującego ponownego otwarcia dawno zamkniętych spraw. Jednakże życie w cieniu śmierci, bycie naocznym świadkiem najgorszych okropieństw, co jakich zdolny jest człowiek, miało swój koszt. Dr Shepherd uczciwie opowiada, jaką cenę przyszło zapłacić jemu samemu i jego bliskim. „Niewyjaśnione okoliczności” to fascynująca autobiografia, relacja nietuzinkowego człowieka, unikalny wgląd w niezwykły zawód, a przede wszystkim przejmujący i niosący otuchę testament tych, których życie zakończyło się przedwcześnie. 

Ta książka najprzyjemniejsza pewnie nie będzie, jednak ja lubię ciężkie tematy. Uważam, że człowiek powinien poszerzać swoją wiedzę w każdej dziedzinie, gdyż nigdy nie wiadomo jakie informacje nam się w życiu przydadzą. Ja pozycję medyczne bardzo lubię, jednak o pracy patologa sądowego wiem mało, więc myślę, że ta książka znacznie przybliży mi ten zawód, który być może najprzyjemniejszy nie jest, jednak na pewno jest bardzo ciekawy, no i przydatny. Tak więc już nie mogę się doczekać kiedy zacznę zagłębiać się w tą lekturę.



„Tatuażysta z Auschwitz" - Heather Morris
Bestsellerowa oparta na faktach powieść na miarę „Chłopca w pasiastej piżamie” i „Listy Schindlera”.
Lale Sokołow trafił do Auschwitz w 1942 roku jako dwudziestosześciolatek. Jego zadaniem było tatuowanie numerów na przedramionach przybywających do obozu więźniów. Naznaczanie ich. Pewnego dnia w kolejce stanęła młoda przerażona dziewczyna – Gita. Lale zakochał się od pierwszego wejrzenia. I obiecał sobie, że bez względu na wszystko uratuje ją. Wykorzystał swoją pozycję nie tylko, by jej pomóc. W obozie po raz pierwszy rozmawiali, flirtowali, wymienili pocałunki. Ich uczucie przetrwało nazistowskie piekło: po wyzwoleniu odnaleźli się, pobrali i spędzili razem resztę życia. Lale Sokołow zdecydował się opowiedzieć swoją historię dopiero po śmierci Gity. To łamiąca serce, a jednocześnie pełna otuchy opowieść. Opowieść, która daje siłę nawet w najmroczniejszych czasach. Niesamowita historia miłosna niezwykłego człowieka i apoteoza człowieczeństwa. 


Już w czasach licealnych bardzo interesowałam się tematyką drugiej wojny światowej i Auschwitz. Tym bardziej, że jako dorosła kobieta odkryłam, że mój pradziadek zginął w tym obozie. Powiem Wam, że moment kiedy zobaczyłam jego nazwisko na liście ofiar wstrząsnął mną dogłębnie.  Mimo iż tematyka masowych mordów na ludziach nie jest łatwa, to uważam, że o historii należy pamiętać, chociażby przez wzgląd na ludzi którzy ponieśli taką bezsensowną i okrutną śmierć. Bardzo jestem ciekawa tej książki, i już wiem, że pewnie nie jedna łza się poleje podczas jej czytania.


****

A Wy znacie którąś z tych pozycji?
Daj znać, lub też podzielcie się swoimi  czytelniczymi odkryciami.

Pozdrawiam.
:)

niedziela, 29 września 2019

Ulubieńcy Kosmetyczni

Witajcie!
Dzisiaj zapraszam Was na post o moich ulubieńcach kosmetycznych. Nie ma ich co prawda wiele, jednak są to takie produkty, do których na pewno jeszcze wrócę, i które kojarzą mi się z tegorocznymi wakacjami. Tak więc jeśli jesteście ciekawi co też w te wakacje skradło moje serce to zapraszam do lektury.


- AVON - Żel pod prysznic.
Już nie raz Wam wspominałam, że jeśli chodzi o produkty do mycia ciała, to nie lubię za bardzo w tej kwestii przepłacać. Uważam, że tanie wersje tych produktów także świetnie się sprawdzają, a wybór ich wariantów zapachowych jest tak duży, że każdy znajdzie coś dla siebie. Żele marki Avon stosuje od dawna. Są tanie, łatwo dostępne i naprawdę mają bogatą ofertę zapachową. Ostatnio zakochałam się w tym o zapachu zielonej herbaty i werbeny. Jest to idealny produkt na lato, gdyż nie tylko świetnie odświeża ale także delikatnie pobudza.  Super sprawdzi się też podczas porannego prysznica, kiedy to potrzebujemy pobudzenia, lub też po intensywnym wycisku na siłowni. Ja pokochałam go głównie za zapach, który mi osobiście przypomina jakieś perfumy, których nazwy niestety nie mogę sobie teraz przypomnieć. Na plus zasługuje także konsystencja, która nie jest za gęsta ani za wodnista. Produkt także dobrze się pieni, nie wysusza skóry no i co najważniejsze, jest tani. Jeśli jeszcze nie miałyście okazji go używać, to polecam!
Cena regularna to 12 zł, często jednak można kupić ja na promocji znacznie taniej.


-ORIFLAME - Tusz do rzęs.
Kiedyś kosmetyków tej marki używałam bardzo często, gdyż byłam ich konsultantką. Teraz niestety mam utrudniony do nich dostęp, jednak nadal uważam, że ta marka ma naprawdę świetne produkty. Maskarę The One, Wonder Lush znalazłam w jednym z pudełeczek Glossybox. Bardzo się z niej ucieszyłam, gdyż stwierdziłam, że fajnie będzie przetestować coś z tej marki, po tylu latach nie używania jej. Po pierwszym użyciu wiedziałam już, że ten tusz zostanie moim ulubieńcem.  Zacznijmy od szczoteczki która  mimo iż jest dość mała i silikonowa, to bardzo dobrze rozprowadza tusz nawet na krótkich i rzadkich rzęsach. Dodatkowo pięknie wydłuża, rozdziela i podkręca rzęsy. Pogrubienie rzęs może nie jest za wielkie, jednak dzięki temu, że produkt tak dobrze rozdziela włoski, ma się wrażenie, że jest ich znacznie więcej. Wielkim plusem jest też to, że tusz się nie kruszy, nie osypuje ani nie rozmazuje. Powiem Wam, że ja jestem zachwycona tym produktem i jest to jeden z lepszych, jak nie najlepszy tusz, jaki ostatnimi czasy używałam.
Cena: 39,90 zł.


-ESTEE LAUDER - Pomadka Pure Color Love
Ta pomadka królowała na moich ustach prawie przez całe wakacje. Prawie się z nią nie rozstawałam. Mój odcień to Wild Poppy, to taki delikatny róż wpadający w czerwień. Idealny kolor na co dzień jak i na wieczór. Pomadki z tej serii mają różne wykończenie, moja jest akurat ultra kremowa, przez co bardzo komfortowo nosi się na ustach, super się rozprowadza i w ogóle ich nie przesusza. Dzięki zawartościom olejków: z granatu, mango i owoców acai, nasze usta są nie tylko nawilżone, ale także odżywione, no i dodatkow pięknie pachną wanilią. Kolor delikatnie wżera się w usta, utrzymuje się na nich dość dobrze, lecz nie jest to pomadka z tych, które przetrwają w nienaruszonym stanie przez cały dzień. Nie jest to dla mnie jednak wielkim problemem, gdyż nakładanie tej pomadki, dzięki swej kremowej konsystencji, jest tak przyjemne, że chce się to robić prawie non stop. Dodatkowo podczas każdej aplikacji zapewniam swoim ustom nawilżenie, tak więc jak dla mnie używanie jej to sama przyjemność.
Cena: 108 zł.


- CALVIN KLEIN -  CK One Gold
Ta woda toaletowa to zapach moich tegorocznych wakacji. Delikatny, świeży idealny na co dzień i świetnie komponujący się z upalnym dniem. Pewnie jak większość z Was wie, jest to zapach unisex, jednak w moim związku tylko ja po niego sięgałam. Jest to zapach świeży który w swoim składzie ma: figę, bergamotkę, szałwię, kwiat neroli, jaśmin, fiołek, a także wetywerię i paczulę. Jak dla mnie jest to kompozycja idealna na wakacje. Po wykończeniu tego flakonu myślę, że jeszcze nie raz kiedyś do niego wrócę.
Cena:150 zł (50 ml).


- BIELENDA - Odżywka do paznokci
Moje paznokcie do najmocniejszych nie należą. Staram się o nie dbać jak mogę, jednak niestety są one dość słabe, kruche i do tego jeszcze się rozdwajają. Stosowałam różne odżywki, jednak nie zawsze się one u mnie sprawdzały. A jeśli już nawet działały, to tylko przez chwilę, potem problem i tak wracał. Działo się tak do momentu, aż odkryłam to cudo od Bilendy. Odżywka wzmacnia płytkę paznokcia, dzięki czemu nie łamią się one ani nie rozdwajają.  Słyszałam, że wiele osób narzeka na kolor jaki ta odżywka pozostawia na paznokciach (jest to biel, fiolet albo róż, wszystko zleży od kąta padania światła). Mi on osobiście w ogóle nie przeszkadza. Moje paznokcie po nałożeniu jej prezentują się bardzo ładnie i wyglądają na znacznie zdrowsze. Produkt nie zawiera także formadehydu, co jest jego chyba największą zaletą. Mimo całej swej wspaniałości, produkt ma także jeden mały minus. Jest nim to, że odżywka dość szybko się ściera. Tak więc po kilku dniach, należy zmyć starą warstwę i nałożyć nową.  Jak dla mnie jest to jednak mały minus w porównaniu do wszystkich plusów jakie ta odżywka ma.
Cena: 12-15 zł.


I to tyle jeśli chodzi o moich ulubieńców kosmetycznych. Jeśli i Wy znacie te produkty to podzielcie się swoimi odczuciami na ich temat. Jestem ciekawa, czy i Wasze serca skradły te produkty.

Pozdrawiam.
:)

sobota, 21 września 2019

Sierpniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!!
Dzisiaj zapraszam Was na przegląd sierpniowego Glossybox'a. Pudełeczko (dokładnie tak jak ja) w sierpniu obchodziło swoje urodziny. Tak więc jeśli chcecie się dowiedzieć jakie też dobroci zafundował nam zespół Glossybox na swoje urodziny to zapraszam do czytania.

- BANG BEAUTY - Eyeliner.
Eyeliner to podstawa mojego makijażu. Jest to kosmetyk po który sięgam prawie codziennie. Więc nie muszę Wam chyba pisać, że ten kosmetyk bardzo mnie ucieszył. Tym bardziej, że jest on, naprawdę super. Eyeliner jest wodoodporny, szybko wysycha. Jego końcówka wyglądem przypomina cienki pisak, co dla mnie jest bardzo ważne, gdyż ja tylko takie eyelinery preferuje, i do tego jest odpowiednio długa, przez co rysownie kreski na powiece staje się bardzo łatwe. Kolejnym jego plusem jest bardzo ładne opakowanie, które dla mnie także ma znaczenie, ponieważ ja po prostu lubię używać kosmetyków które ładnie wyglądają.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £15.75.


- BEAUTYPRO - Płatki pod oczy.
Jestem już w takim wieku, kiedy tego typu kosmetyki coraz częściej goszczą w mojej łazience. Niestety skóra w okół oczy starzeje się bardzo szybko. Ja i tak nie mam powodów do narzekania, jednak i tak nie zwalnia mnie to z obowiązku dbania o nią. Tak więc tego typu produkty pod oczy zawsze mnie cieszą, z chęcią testuje nowe, ciągle szukając tych, które zostaną moimi ulubieńcami w tej dziedzinie. Płatki zawierają w swoim składzie ekstrakt z zielonej herbaty, aloes a także kolagen. Ich zadaniem jest nie tylko rozjaśnienie skóry pod oczami, ale także wygładzenie drobnych linii i zmarszczek, oraz usunięcie wszelkich opuchnięć i sprawienie, że nasze spojrzenie będzie wyglądało na wypoczęte i  pełne blasku.
Wersja podróżna (1 zestaw płatków) o wartości £1.65.

- HUDA BEAUTY - Błyszczyk do ust.
Ostatnio błyszczyki do ust rzadziej goszczą na moich ustach. Chyba weszłam w ten etap życia, kiedy to uważam, że pomadki bardziej do mnie pasują. Jednak temu produktowi nie mówię nie. Błyszczyk ma metaliczne, lustrzane wykończenie, które bardzo ładnie wygląda na ustach. Można go stosować zarówno solo jak i na pomadkę. Mimo iż produkt ma formę błyszczyku to na ustach w ogóle się nie klei i jest wręcz niewyczuwalny.  Kolor który mi się trafił to Angelic, jest to odcień delikatnie różowy ze złota poświatą.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £17.

- IMPERIAL LEATHER- Pianka do mycia.
Pianki do mycia ciała ostatnimi czasy robią furorę na rynku kosmetycznym. Nie dziwię się, gdyż produkt którym możemy się umyć, jaki i użyć go jaki pianki do golenia, jest naprawdę świetnym rozwiązaniem. Ja sama jestem zwolenniczką tego typu produktów. Pianka w swoim składzie zawiera naturalne oleje, między innymi olejek kokosowy, a także wyciąg ze złotego bursztynu. Jest to oczywiście trochę lanie wody przez producenta, gdyż skład tej pianki aż taki rewelacyjny nie jest. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo przyjemnie się jej używa, i do tego pachnie bardzo ładnie. Mi jej zapach kojarzy się z jakimiś perfumami, których nazwy w tym momencie nie mogę sobie jednak przypomnieć.
Wersja podróżna (75ml) o wartości: £2.


- FURR. - Zalotka.
Powiem Wam szczerze, że ja jakoś rzadko sięgam po tego typu produkty. Pewnie dlatego, że moje rzęsy są w dość dobrej kondycji, ładnie się wywijają, więc w sumie nie potrzebują tego typu gadżetów.  Tak więc czy będę używać tej zalotki? Nie wiem. Myślę, że wypróbuję ją i zobaczę czy będzie widać jakiś efekt na moich rzęsach. Kto wie, może zobaczę tak spektakularnie wywinięte rzęsy, że zostanie ona ze mną już na zawsze :). Dodam jeszcze, że zalotka jest naprawdę ładnie wykonana i jest w kolorze różowego złota.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £15.


 ****

Zawartość jak dla mnie na plus. No może tylko zalotkę wymieniłabym na coś innego. Reszta kosmetyków jak najbardziej przypadła mi do gustu, i już wiem, że kilka z tych produktów trafi na pewno do moich ulubieńców kosmetycznych.

Pozdrawiam.
:)

niedziela, 15 września 2019

"Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" - Dale Carnegie cz. III

Witajcie!
Relacje międzyludzkie to coś, co w ostatnich latach bardzo kuleje. Rozwój technologi znacznie się do tego przyczynił. Obecnie każdy woli wysłać SMS-a czy też zadzwonić, niż się spotkać i porozmawiać w cztery oczy. A przecież takie spotkanie to nie tylko rozmowa, to także uścisk dłoni, przytulenie, czy też uśmiech na twarzy. Tego nie da się wykonać przez słuchawkę telefonu. Nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach słowo przyjaciel straciło trochę na wartości. A przecież tak nie musi być. Warto czasem popracować nad tym, aby odbudować zerwane więzi, czy też wyjść do ludzi i poznać kogoś nowego. Tak więc jeśli chcecie poprawić swoje relację z innymi to zapraszam Was na dzisiejszy wpis, jak i odsyłam Was do poprzednich moich postów na ten temat.



"Umiejętność nawiązywania kontaktów z ludźmi jest takim samym towarem, jak kawa czy cukier. I za tę umiejętność zapłacę więcej niż za każdą inną pod słońcem."
                John D. Rockefeller

Umiejętność nawiązywania kontaktów z ludźmi jest bardzo ważna. Nie tylko pomaga nawiązywać nowe znajomości, ale także powoduje, że nasze życie staje się łatwiejsze. Przecież dobre słowo, czy też szczery uśmiech, niejednemu z nas otworzyły niejedne "drzwi" czy też pomógł załatwić nie wykonalną sprawę na przykład w urzędzie.  Trzeba jednak pamiętać, że aby zjednać sobie ludzi, musimy być na nich otwarci, życzliwi i przede wszystkim słuchać tego, co do nas mówią.  

Można zdobyć więcej przyjaciół w ciągu dwóch miesięcy po prostu interesując się innymi ludźmi niż w ciągu dwóch lat próbując zainteresować innych ludzi sobą. 

Jeśli chcemy zdobyć przyjaciół, powinniśmy zacząć od robienia różnych rzeczy dla innych ludzi. Rzeczy, które wymagają czasu, wysiłku, bezinteresowności i uwagi. Niestety mam wrażenie, że ta cecha wymiera w ludziach. Obecnie prawie każdy chce coś ugrać na nowej znajomości. Nie rzadko podczas pierwszego spotkanie między dwojgiem ludzi padają pytania typu: ile zarabiasz, gdzie pracujesz, gdzie mieszkasz. W mojej opinie te pytania mają na celu sprawdzenie czy nasza sytuacja materialna jest na tyle wysoka, że warto wejść z nami w bliższą relację, bo kto wie, może kiedyś ta druga osoba na tym skorzysta. Jeśli tylko słyszę takie pytanie na początku jakiejkolwiek znajomości, to od razu taka osoba traci u mnie na starcie. Przecież w życiu to nie grubość portfela określa, czy jesteśmy ludźmi wartościowymi, czy też nie!

Tak więc jeśli chcesz, by lubili Cię inni, jeśli chcesz nawiązać naprawdę szczerą przyjaźń, jeśli chcesz pomóc innym i jednocześnie sobie, miej zawsze w pamięci tą zasadę: Okazuj ludziom szczere zainteresowanie.

 Pozdrawiam
:)