niedziela, 17 marca 2019

Lutowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Luty, to miesiąc który dla wielu kojarzy się właśnie z Walentynkami. Ja do tego święta mam stosunek ambiwalentny. Jakoś specjalnie nie celebruje tego dnia. Uważam, że jak się kogoś kocha, to każdy dzień jest dobry aby mu to powiedzieć, czy też okazać. Mój chłopak też tak myśli, tak więc dla nas jest to raczej normalny dzień w roku. 

Jednak zdaje sobie sprawę, że wiele osób celebruje to święto. Sklepy już od połowy stycznia uginają się od czekoladowych serc, a kwiaciarnie 14 lutego przeżywają oblężenie. Nie da się ukryć, że w ostatnim czasie zrobiło się z tego trochę święto komercyjne, jednak fajnie, że mamy te Walentynki, gdyż uważam, że zakochani w sobie ludzie powinni mieć swój dzień w kalendarzu. Być może właśnie tego dnia, ktoś odważy się powiedzieć kocham, czy też pokazać swojej drugiej połowie jak bardzo mu na niej zależy.


Glossybox,  jak co roku zresztą, także poczuł ducha miłości, i swoim pudełeczkiem nawiązał właśnie do tego święta.

Pudełko jest proste, ale bardzo ładne. Ja, większość tego typu pudełek sobie zostawiam. Służą mi potem one do  przechowywania różnych drobiazgów.

To tyle słowem wstępu. Pora przejść do pokazania Wam zawartości.

- NAILS INC - Lakier do paznokci
Pamiętam, że był taki okres kiedy to lakier do paznokci, był prawie w każdym pudełeczku.
Trochę mnie to denerwowało, gdyż niektóre ich kolorki w ogóle niebyły w moim guście. Potem sytuacja uległa zmianie i rzadko kiedy trafiał się jakiś lakier. Nawet mnie to ucieszyło, gdyż moja kolekcja lakierów była na tyle spora, że już nowych naprawdę nie było mi potrzeba. Jednak przyszedł  luty i znów mamy lakier. Nie powiem, że jakoś się z niego bardzo cieszę, chociaż muszę przyznać, że czerwonych lakierów nigdy za wiele. Wiadomo, ten odcień na paznokciach to już klasyka, więc na pewno będę go używać. Mam tylko nadzieję, że za miesiąc nie znajdę kolejnego lakieru w pudełeczku.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £15.


- VITAMASQUES - Maska w płachcie
Maseczki w płachcie, co coś co zawsze jest przeze mnie mile widziane jeśli chodzi o zawartość pudełeczek Glossybox.  Wiadomo, tego typu maseczki raczej do najtańszych nie należą. A przecież tego typu maseczka jest tylko do użytku na raz. Więc z tego kosmetyki naprawdę się cieszę. Maska ma za zadanie odżywić, nawilżyć a także rozświetlić naszą skórę.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £4.99


- LUXIE BEAUTY - Pędzel do makijażu
Z pędzli do makijażu zawsze się cieszę. Wiadomo, że jak ktoś maluje się codziennie to dobrze jest mieć ich więcej. Główną ich zaletą jest wtedy to, że nie trzeba ich za często myć :).  Pędzel przeznaczony jest do nakładania rozświetlacza. Na co dzień bardzo często sięgam po tego typu kosmetyk, tak więc pędzel  na pewno mi się przyda.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £15.


- REGENERATE - Pasta do zębów
Na temat  tego co sadzę o pastach, które co jakiś czas znajduje w pudełeczku Glossybox, już nie raz wam pisałam.  Mimo iż jest to produkt który na pewno mi się przyda, to nie ukrywam, że na jego miejscu chętniej bym widziała jakiś inny kosmetyk pielęgnacyjny. Jak dla mnie tego typu produktów, raczej nie powinno być w tego typu pudełeczkach. Trzeba też zaznaczyć, że lutowe pudełku ma celebrować walentynki. Więc czyżby zespół Glossybox'a sugerował nam abyśmy umyli zęby przed walentynkową randką?! No naprawdę, mogliby się trochę bardziej postarać. Druga sprawa to to, że ta pasta kiedyś już była w pudełeczku, więc naprawdę słabe to, że produkty zaczynają się powtarzać.
Produkt mini (14ml) o wartości £2.50.


- HUDA BEAUTY - Konturówka do ust 
Kosmetyki tej marki ostatnimi czasy robią furorę na rynku. Więc fajnie, że tego typu marki coraz częściej pojawiają się w pudełeczkach Glossybox. Konturówka jest w kolorze Venus, czyli jest to taki typowy nudziak w odcieniu brązu. Nie do końca widzę się w takim kolorze, jednak nie mówię mu nie. Myślę, że pierwsze testy powiedzą mi czy jest to kolor dla mnie. Jakiś czas temu w jednym z pudełeczek była matowa pomadka w płynie tej firmy, której kolor jest bardzo zbliżony do tej konturówki. Tak więc szkoda, że i tym razem trafił mi się kosmetyk w bardzo podobnym odcieniu.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £16.


- MUGLER -  Próbki perfumy 
Perfumy Alien, te oryginalne, należą do moich ulubionych. Jest to zapach który albo się lubi albo nienawidzi. Ja bardzo lubię moce, wyraziste nuty, więc od razu zakochałam się w tych perfumach. Jest to typowo zapach na wieczór, lekko duszący, więc zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie on do gustu. Ja je bardzo lubię, więc myślę, że i ta najnowsza wersja tego zapachu przypadnie mi do gustu. W perfumach mamy wyczuwalne nuty: imbiru, cynamonu, kwiatu pomarańczy wanilię, białą ambrę oraz kwiat tuberozy. 
Fajnie że w Glossybox'ie coraz częściej pojawiają się próbki perfum. Uważam, że jest to dla nas świetny sposób na odkrycie nowych zapachów.  Miło też, że zespół Glossybox pomyślał o naszych facetach, i dodał do pudełka próbkę perfum męskich. Kto wiem, może i nasze drugie połówki odkryją nowy zapach dla siebie.


Podsumowując całość, muszę stwierdzić, że jestem trochę rozczarowana tą zawartością. Myślała, że lutowe pudełko będzie  zawierało naprawdę wielkie hity kosmetyczne, a tak się niestety nie stało. Uważam, że mogli się bardziej postarać jeśli chodzi o tą walentynkową edycję pudełka. Tak naprawdę to jestem tylko zadowolona z maseczki i pędzla. Lakier też mi się przyda, zwłaszcza na lato, jednak mam ich już tyle, że i bez tego bym się obeszła. Konturówka fajnie jakby była  w innym kolorze, natomiast pastę do zębów przemilczę. Próbki perfum, to fajna sprawa i mam nadzieję, że coraz częściej będę pojawiają się one w Glossybox'ie.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??

sobota, 9 marca 2019

" Mały Poradnik Życia" - Kalendarz

Witajcie!
Już nie raz Wam wspominałam, że uwielbiam wszelakie notesy, notatnik czy też kalendarze. Bardzo lubię robić w nich notatki, zapisywać różne rzeczy, umieszczać w nich swoje przemyślenia czy też refleksje.

Należę także do tych osób, które lubią rozpisać sobie plan dnia, czy też zapisać ważne sprawy do załatwienia. Ułatwia mi to nie tylko codzienne funkcjonowanie, ale także pomaga nie zapomnieć o ważnych sprawach do załatwienia, czy też wydarzeniach która łatwo jest przegapić w codziennym pędzie.

W mojej codziennej organizacji dnia pomagają mi plannery, kalendarze oraz notesy których mam dość sporo.
Kalendarzy ściennych czy też takich do postawienia jest u mnie znacznie mniej. Pewnie dlatego, że rzadko kiedy mogę znaleźć taki, który by mi w pełni odpowiadał. Jednak pod choinka, ku mojemu zaskoczeniu, znalazłam jeden właśnie w takiej formie, i muszę przyznać, że jestem nim zachwycona. Tak więc jeśli jesteście ciekawi jaki to kalendarz tak przypadł mi do gustu to zapraszam do dalszej części postu.


"Kiedy Adam pakował walizki, wyjeżdżając na studia, jego ojciec H. Jackson Brown, Jr. wręczył mu własnoręcznie spisany zbiór rad, spostrzeżeń i przypomnień, które - opublikowane później w trzech tomikach Małego poradnika życia - stały się ulubioną lekturą Amerykanów, a od pewnego czasu również Polaków. 
Przedrukowując na kartkach naszego kalendarza 365 rad i sentencji (również w wersji angielskiej), mamy nadzieję, że pomogą nam one przypomnieć sobie to, o czym chcielibyśmy pamiętać, skłonią do owocowych działań i refleksji lub choćby do uśmiechu.  

Od razu muszę zaznaczyć, że nie jest to jakoś pięknie wydany kalendarz. Swoim wyglądem nawiązuje do tych tradycyjnych, z których codziennie wyrywa się jedną kartkę. Mi tego typu kalendarze kojarzą się z moimi dziadkami. Pamietam, że babcia co roku kupowała właśnie kalendarz tego typu i wieszała go u siebie na ścianie w mieszkaniu, a codziennie zrywanie kartki z kalendarza było jej nieodzownym elementem dnia. Ten kalendarz także można powiesić, albo też postawić (zawiera stojak), jak kto woli. Ja swój postawiłam na szafce nocnej.

Dla mnie w tym kalendarzu nie liczy się jednak wygląd, a piękne sentencje, które każdego dnia przypominają mi, co też w życiu tak naprawdę się liczy i ma znaczenie. To właśnie one sprawiły, że ten kalendarz tak bardzo przypadł mi do gustu. Codziennie wyrywając kolejną kartkę z kalendarza, czuje się tak, jakby ktoś dawał mi kolejną radę jak być dobrym człowiekiem i żyć w zgodzie ze sobą.  



Dodatkowym plusem jest także to, że na każdej stronie kalendarza mamy trochę miejsca na nasze osobiste notatki czy też ważne informacje których nie chcemy zapomnieć. Myślę, że zostało to bardzo dobrze przemyślane. Mały niepozorny kalendarz, idealny na biurko, który nie tylko informuje nas jaką aktualnie mamy datę, kto obchodzi danego dnia imieniny, ale także dający nam codzienną dawkę modrości.

A jak już o mądrościach mowa to chyba czas aby Wam ich kilka przytoczyć:
  • W życiu bywa ślisko. Wszyscy potrzebujemy kochającej dłoni, która nas podeprze. 
  • Słuchaj i obserwuj ludzi, kiedy s a naprawdę wściekli. Wtedy pokazują swoje prawdziwe ja.
  • Pamięta, że dobrzy przyjaciele, dobre zdrowie i dobre małżeństwo nie są dane raz na zawsze.
  • Nigdy nie psuj przeprosin wymówkami.
  • Każdego dnia powiedz coś miłego trzem osobom.
  • Pożyczaj ludziom tylko te książki, z którymi bez żalu możesz się rozstać.
  • Większość osób nie chce, żebyś proponował im rozwiązanie ich problemów. Chcą tylko, żebyś ich wysłuchał.
  • Jesteś tym co robisz, nie tym, co planujesz.
  • Bądź otwarty i dostępny. Następna spotkana osoba może zostać twoim najlepszym przyjacielem.

Bardzo fajne w tym kalendarzu jest też to, że każda z tych myśli jest przetłumaczona na język angielski.
Pozwala nam to nie tylko na codzienne obcowanie z tym językiem, ale także sprawia, że możemy poszerzyć swoją znajomość angielskiego. Jak dla mnie jest to świetny pomysł!


Zdaje sobie sprawę, że mamy już marzec i pewnie większość z Was już od dawna ma zakupione kalendarze na ten rok.  Postanowiła jednak Wam o nim napisać, gdyż uważam, że jest on naprawdę godny polecenia, i kto wie, być może pod koniec roku wybierając nowy kalendarz skusicie się właśnie na ten. Ja serdecznie Wam go polecam.

Pozdrawiam i życzę udanego weekendu.
:)

sobota, 2 marca 2019

Ulubieńcy kosmetyczni

Witajcie
Ostatnio pisałam o kosmetykach które się u mnie nie sprawdziły.  Jeśli jeszcze ktoś nie czytał to zapraszam tutaj. Dzisiaj natomiast chciałabym się z Wam opowiedzieć kilka słów o produktach które się u mnie sprawdziły, i które na pewno kupię ponownie. Tak więc jeśli chcecie poznać moich ulubieńców kosmetycznych, to zapraszam do lektury.


-BLISTEX - Balsam do ust
Zima to niełatwy czas dla naszych ust. Niskie temperatury oraz wiatry dają się im we znaki. U mnie na ustach w tym okresie królują głownie ochronne pomadki. Jedną z moich ulubionych jest właśnie ta marki Blistex. Nie tylko dobrze nawilża przesuszone usta ale także nadaje im piękny czerwony odcień. Tak więc ochronę i piękny kolor naszych ust mamy zapewniony dzięki jednemu produktowi. Dla mnie to idealne rozwiązanie w tym okresie. Balsam w swoim składzie zawiera olej z pestek winogron, witaminę E, masło shea, wyciąg z jedwabiu a także mikrokapsułki z kwasem hialuronowym. Pomadka na ustach wygląda bardzo ładnie i naturalnie. Może nie jest zbyt trwała, ale przecież to balsam do ust a nie kolorowa matowa pomadka. Dodatkowym jej plusem jest ładny zapach (jak dla mnie jest to zapach oranżady), miska cena (ok. 10zł), oraz  to, że nie powoduje sklejania naszych ust. Jak dla mnie jest to naprawdę dobry produkt za niską cenę. Polecam!


- TOO FACED - Baza pod cienie
Baza pod cienie to mój must have codziennego makijażu. Moje powieki są dość tłuste, więc każde cienie nałożone bez bazy, po kilku godzinach zaczynają się nieestetycznie rolować. W swoim życiu przetestowałam już kilka baz. Niektóre z nich były naprawdę bardzo dobre, a niektóre nie robiły nic. Baza Shadow Insurance od Too Faced należy do tej pierwszej kategorii. Nie tylko pięknie podbija kolor cieni ale także sprawia, że trzymają się one na oku przez cały dzień. Kosmetyk  ma delikatną, kremową konsystencje przez co jej nakładanie jest szybkie i przyjemne. Jak dla mnie jest to jedna z lepszych baz jakie używałam, a makijaż oka prezentuje się nienagannie przez cały dzień, bez konieczności poprawiania go. Produkt naprawdę godny polecenia!

- Burberry - Pomadka do ust
Pomadkę Lip Cover od Burberry znalazłam w jednym z pudełeczek Glossybox. Było to bardzo miłe zaskoczenie, bo i firma dobra  i kolor trafiony (Rosewood). Pomadka, dzięki zawartości olejków, jest bardzo kremowa i bardzo łatwo rozprowadza się na ustach, nie powodując ich wysuszania. W swojej konsystencji przypomina masełko, które dobrze trzyma się ust, jednak podczas aplikacji, ze względu na swoją kremową konsystencję, należy uważać, gdyż łatwo można nią wyjechać poza kontur ust. Po kilku minutach jednak od jej nałożenia ten problem znika, gdyż pomadka tak jakby delikatnie przysychała, więc jest przypadkowe rozmazanie raczej nam nie grozi. Kolor jej też jest bardzo ładny, połączenie czerwieni i brązu daje nam na ustach naprawdę fajny odcień. Na ustach trzymam się także nieźle, jednak trzeba zaznaczyć, że nie jest to pomadka długotrwała. Jak dla mnie kolor, formula i lekkość aplikacji powoduje, że jest to mój wielki ulubieniec i myślę, że niedługo skuszę się być może na jakiś inny jej odcień. Na dodatkowy plus zasługuje także bardzo ładne opakowanie, oraz wytłuczona krata na pomadce, która jest znakiem rozpoznawczym marki Burberry.


- EYEKO -Eyeliner
Eyelinery w pisaku należą do moich ulubionych. Główną ich zaletą jest łatwość aplikacji. Z tym eyelinerem polubiłam się od pierwszeństwo użycia. Jego główną zaleta jest to, że bardzo długo trzyma się na powiekach. Dzięki swojej wodoodpornej formule nie rozmazuje się. Ma bardzo dobrze wyprofilowaną końcówkę, która  nie odkształca się (nawet po kilkomiesięcznym codziennym użytkowaniu), a także to, że bardzo łatwo rysuje się nim kreski. Jest to też kosmetyk bardzo wydajny. Eyeliner mam już dobrych kilka miesięcy, używam go dzień w dzień, i końca nie widać. Fajnie jest także to, że przy codziennym jego użytkowaniu opakowanie nadal wygląda bardzo ładnie i schludnie. Nic się nie starło, jak to często ma miejsce w przypadku innych tego typu produktów. Wiem, że dla niektórych jest to sprawa drugorzędna, jednak ja lubię jak kosmetyki mimo użytkowania nadal wyglądają ładnie.

- REVLON - Podkład
Jest to pierwszy podkład tej marki jaki miałam okazję używać. Słyszałam, że podkłady Revlonu mają wiele zwolenniczek, jednak większość zwykle wychwala ten z serii Colorstay. Ja jednak skuszona promocją zdecydowałam się na Youth Fx i nie żałuję, gdyż okazał się on rewelacyjny. Podkład ma średnie krycie, które mi osobiście bardzo pasuje gdyż moja cera jest w dobrej kondycji. Jeśli jednak ktoś posiada więcej niedoskonałości na twarzy, bez problemu może nałożyć jego kolejną warstwę, co spotęguje krycie, jednak nie spowoduje to tzw. efektu maski na naszej twarzy. Podkład świetnie się trzyma, bardzo dobrze się rozprowadza, mimo iż jego konsystencja jest dość gęsta w porównaniu do innych podkładów jakie miałam okazję używać. Szybko stapia się z naszą skórą, i co chyba najważniejsze, wygląda na niej bardzo naturalnie. Jego dodatkowym plusem jest także to, że posiada SPF 20.  Jest to chyba póki co najlepszy podkład drogeryjny jaki do tej pory używałam, i mimo iż często lubię zmieniać i testować nowe podkłady, to do tego na pewno wrócę, gdyż naprawdę bardzo polubiłam się z tym kosmetykiem.

I to tyle jeśli chodzi o moich ulubieńców kosmetycznych. Jak pewnie zauważyliście, wszystkie kosmetyki raczej wpisują się  w tzw. kolorówkę. Nie ma ich co prawda za wiele, jednak postanowiłam się skupić tutaj tylko na tych, które na pewno jeszcze zakupię ponownie, gdyż uważam że są one świetne i naprawdę warte uwagi.

A Wy znacie te kosmetyki?
Jeśli tak, to dajcie znać co o nich sądzicie.
Jestem ciekawa czy podzielacie moje zdanie na ich temat.

Pozdrawiam.
:)

czwartek, 7 lutego 2019

Styczniowy Glossybox

Witajcie.
Moje noworoczne postanowienie aby częściej bywać  na blogu i tworzyć posty, póki co, udaje mi się realizować. Mimo iż na co dzień zajęć mi nie brakuje, a posty tworze najczęściej etapami, to cieszę się, że udaj mi się trwać w tym postanowieniu. Mam nadzieję, że nadal będę tak wytrwała i systematyczna. Trzymajcie kciuki. 

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać zawartość styczniowego  Glossybox. Tak więc tych którzy lubią  podpatrywać co też znajduje się w comiesięcznym pudełeczku, serdecznie zapraszam do dalszego czytania.  

- AVANT -Krem nawilżający z kwasem hialuronowym na noc
Bardzo lubię kiedy w pudełeczku znajdują się kosmetyki pielęgnacyjne z górnej półki, a ten kosmetyk bez wątpienia do tej kategorii się zalicza. Sami musicie przyznać, że £98 za krem na noc to całkiem sporo. Miejmy nadzieję, że ta cena będzie odzwierciedlać jego  działanie :). Krem w swoim składzie  zawiera kwas hialuronowy którego zadaniem jest nawilżenie dogłębnie naszej skóry. Ale to nie wszystko. Krem także ma wyrównać jej koloryt oraz zniwelować drobne zmarszczki, a także ogólnie poprawić wygląd naszej cery. Można stosować go nie tylko na twarz ale także okolice oczu, co wydaje mi się fajnym rozwiązaniem. Naprawdę wiele oczekuje od tego kosmetyku i mam nadzieję, że te moje oczekiwania zostaną spełnione. Niestety na jego testowanie przyjdzie mi jeszcze chwilkę poczekać, gdyż obecnie stosuje inne kremy, i chce je po prostu skończyć zanim otworze kolejny.
Produkt pełnowymiarowy (50ml) o wartości £98


- BATISTE - Suchy szampon
Suche szampony od Batiste bardzo lubię i często po nie sięgam. Uważam, że są to jedne z lepszych suchych szamponów na rynku. Jednak ostatnio moja miłość do tej marki została zachwiana. A wszystko to przez ich suchy szampon z odżywką, który to okazał się wielkim niewypałem. Pisałam o nim tutaj klik. Jak będzie z tym produktem nie wiem, bo jeszcze nie miałam okzji go używać. Szampon jest  przeznaczony stricte do włosów słabych i zniszczonych, przez co w swoim składzie ma keratynę której zadaniem jest właśnie odżywienie naszej czupryny. Mam nadzieję, że ten produkt się sprawdzi i nie powędruje od razu do kosza, jak to miało miejsce przypadku tego szamponu  z odżywką. 
Mini produkt (50ml) o wartości £1.5


- WILKINSON - Nożyki do brwi
Pierwszy raz jak zobaczyłam ten produkt to pomyślałam: Boże, czegoż to ludzie nie wymyślą! 
Produkt z wyglądy przypomina małą brzytwę której zadaniem jest usunięcie niechcianych włosków z naszego łuku brwiowego, oraz nadanie naszym brwiom odpowiedniego kształtu. Dla mnie jest to totalna nowość, której jeszcze nigdy nie miałam okazji używać. Czy się sprawdzi? Zobaczymy. Mam też nadzieję, że używanie tego urządzenia będzie proste i bezpieczne, gdyż naprawdę nie mam ochoty chodzić z ogoloną brwią przez kolejnych kilka tygodni.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £3.99


- HASK - Odżywka do włosów
W tym miesiącu w pudełeczku Glossybox można było otrzymać jedną z czterech odzywek do włosów. Mi akurat trafiła się ta z olejem arganowym. Mimo iż na opakowaniu napisane jest, że jest to odżywka do włosów, to myślę, że produkt raczej bardziej można zaliczyć do maseczek, gdyż należy go trzymać na włosach aż 10 minut. Kosmetyk ma za zadanie głęboko odżywić nasze zniszczone i suche włosy, a także sprawić, że będą one wyglądały na zdrowsze i bardziej lśniące.
Produkt pełnowymiarowy (50ml) o wartości £2.45

- -417 - Żel do mycia twarzy 
Tego typu kosmetyki bardzo lubię otrzymywać w pudełeczku, bo wiadomo zawsze się one przydadzą.
Produkt w swoim składzie zawiera minerały z morza martwego, ekstrakty roślinne (olejek jojoba, olejek z pestek winogron) oraz witaminy A, B, E, F, H, a także naturalne mikrocząsteczki luffy, które skutecznie usuwają zanieczyszczenia oraz martwe komórki skóry. Żel ma nadać naszej skórze promienistość oraz przyspieszyć mikrocyrkulację i zapewnić dogłębne oczyszczenie. Produkt wolny od parabenów i olejów mineralnych.
Mini produkt (100ml) o wartości £13.30
 

I to tyle jeśli chodzi o zawartość styczniowego box'a.
Najbardziej jestem zadowolona z kremu oraz żelu do mycia twarzy, jednak resztę produktów także z miłą chęcią przetestuję. Bardzo ciekawa jestem jak się sprawdzą te nożyki do brwi,  i czy produkt naprawdę okaże się przydatny, czy też będzie to bezużyteczny bubel który od razu powędruje do kosza. Maska do włosów także mi się przyda, a mini szampon, jeśli się oczywiście sprawdzi, będzie idealny na wyjazdy.
Ogólnie rzecz biorąc jestem z tego pudełeczka zadowolona.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??
Dajcie znać.

Pozdrawiam.
:)

sobota, 2 lutego 2019

Ulubieńcy Ksiązkowi

Witajcie
Zima w pełni, wieczory długie, za oknem zimno, wietrznie i mroźno.
Dla mnie w taki dni najlepszym relaksem jest zaszycie się w łóżku z ciepłą herbatą i dobrą książką. 
Ostatnio kilka świetnych pozycji udało mi się przeczytać, i postanowiłam podzielić się z Wami moją opinia na ich temat. Być może niektórzy z Was szukają dobrych powieści na ten zimowy czas, tak wiec zachęcam do dalszego czytania. Któż to wie, być może któraś z poniższych pozycji tak przypadnie Wam do gustu, że postanowicie po nią sięgnąć. Ja z mojej strony mogę Wam zagwarantować, że czas poświęcony na czytanie tych książek na pewno nie uznacie za zmarnowany.

"Idealne życie" - Minka Kent

Autumn Carpenter patrzy. Każdego dnia obserwuje życie McMullenów.
Z zazdrością przygląda się idealnej rodzinie wychowującej troje pięknych dzieci. Każde urodziny, każda podróż, każdy dzień – Autumn zawsze jest z nimi. Tyle że nikt o tym nie wie. Nikt nie podejrzewa, że coś w tej rodzinie należy do niej.Pewnego dnia okoliczności zmuszają ją do podjęcia ryzykownej decyzji. Musi jeszcze bardziej zbliżyć się do rodziny McMullenów. Wtedy zdaje sobie sprawę, że pozory mylą. Idealne życie to mrzonka, rodzin bez skazy nie ma. A piękni ludzie skrywają najbrzydsze sekrety. 

Bardzo wiele osób porównuje tą książkę do "Dziewczyny z pociągu", czy też "Za zamkniętymi drzwiami". Obydwie książki miałam okazję czytać i rzeczywiście, fabuła  "Idealnego życia" ma bardzo wiele wspólnych elementów. Uważam jednak, że nie dorównuje ona tamtym powieściom. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest to kiepska książką, bo tak nie jest. Akcja rozwija się powoli, jednak nie ma się wrażenia, że stoi się w miejscu. Wątek powieści jest  przestawiony z perspektywy dwóch osób, co tylko dodaje tej książce uroku, gdyż pozwala lepiej poznać głównych bohaterów, ich myśli i spostrzeżenia. Ciekawy jest także temat mediów społecznościowych, który w tej książce odgrywają znaczącą rolę. Właśnie na przykładzie tej książki dobrze widać, że nasze idealne życie które pokazujemy w sieci często odbiega bardzo od prawdziwych realiów. Podsumowując książka warta przeczytani, a jej zakończenie niczego sobie. Polecam!

"Polskie morderczynie" - Katarzyna Bonda

Książka która pokazuje, że nic nie jest czarno-białe, w każdym z nas jest agresja, a bariera pomiędzy nami a bohaterkami tej książki jest płynna. Pomysł napisania książki zrodził się kilka lat temu, kiedy jej autorka, Katarzyna Bonda, pracowała jako sprawozdawca sądowy w jednym z ogólnopolskich dzienników. Przed warszawskim sądem toczyło się właśnie kilka procesów kobiet oskarżonych o zabójstwo. Media wykreowały ich wizerunek - złych, zdegenerowanych, pozbawionych ludzkich uczuć, bezlitosnych bestii w ludzkiej, często pięknej, skórze. Pochodzą z różnych domów, zabiły z różnych motywów, mają odmienne osobowości, wiek i wygląd zewnętrzny. Autorka, szukając odpowiedzi na nurtujące ją pytania - Jak to możliwe, że te kobiety wzięły udział w tak brutalnych zbrodniach, same zabiły albo wszystko ze szczegółami zaplanowały, a do wykonania morderstwa posłużyły się rękami mężczyzn? Jakie są? Dlaczego? Co wyróżnia je spośród innych kobiet? Skąd wzięła się ich agresja? - przeprowadziła w ciągu dwóch lat wiele kilkugodzinnych wywiadów z każdą z bohaterek tej książki. Zbrodnia podzieliła ich życie na dwie części. I tak też autorka starała się pokazać morderczynie. Nie chce ich usprawiedliwiać, wybielać, udowadniać, że nie ma w nich zła. Postanowiła dać prawo wypowiedzi każdej z nich. Wiele z tych kobiet po raz pierwszy udzieliła wywiadu, którego odmawiały dziennikarzom latami. Mówią o różnych aspektach życia kobiety: miłości, macierzyństwie, pieniądzach, marzeniach, śmierci... Ich zbrodnie zaś poznajemy z rozdziałów sporządzonych na podstawie akt sądowych, które autorka przeczytała i na ich podstawie wszystkie historie starała się opisać rzetelnie i bez emocji. 

Jest to jednak z tych książek która wbija czytelnika w fotel. Tak więc jeśli ktoś ma słabe nerwy i nie lubi czytać o przemocy i ludzkim nieszczęściu, to powinien tą pozycję omijać z daleka. Książka świetnie napisana, pozwalająca zabrać głos osobom, które przed laty dopuściły się okropnych czynów. Czytając historie osób przedstawionych w tej książce, czasami odnosi się wrażenie, że ta delikatna i czuła osoba nie mogłaby przecież popełnić takiego strasznego czuny. Jednak rzeczywistość okazała się inna, ponieważ każda z bohaterek przedstawionych w tej książce, w pewnym okresie swojego życia popełniła straszną zbrodnią, jaką jest zabicie drugiego człowieka. Czasem był to akt bestialski, pozbawiony człowieczeństwa, a  czasem wręcz akt obrony. Jedno jest pewne, dobrze jest przeczytać tą książkę, tylko po to, aby sobie uświadomić, że czasem za tego typu historiami kryje się wołanie o pomoc. A osoba która zabiła nie zawsze musi być do końca winna temu co się stało. Powiem Wam, że kilka historii tak mnie poruszyło, że bardziej było mi żal i szkoda tych przysłowiowych morderczyń niż ich ofiara. Naprawdę świetna książka!

"Ostatni ślad" - Charlotte Link 


Oczekująca na samolot do Gibraltaru Elaine Dawson nie bardzo wie, co począć, gdy z powodu mgły zostają odwołane wszystkie loty. Zagubiona na ogromnym lotnisku Heathrow przyjmuje zaproszenie młodego, atrakcyjnego mężczyzny, by przenocować w jego domu. Opuszcza z nieznajomym halę odlotów i od tego momentu znika po niej wszelki ślad. Policja szybko umarza śledztwo, wychodząc z założenia, że młoda kobieta wykorzystała pierwszą nadarzającą się okazję, by uwolnić się od kalekiego, zgorzkniałego, despotycznego brata, którym musi się opiekować oraz nudnego życia w malutkim, prowincjonalnym miasteczku. Pięć lat później dziennikarka Rosanna Hamilton, pisząca serię artykułów o tajemniczych zniknięciach, ponownie powraca do zapomnianej już sprawy Elaine Dawson. Nagle natrafia na informacje, z których wynika, że Elaine żyje. Podążająca śladem dziewczyny dziennikarka sama nagle staje w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa… 

Bardzo lubię powieści Link, pewnie dlatego, że do końca trzymają w napięciu, a ich zakończenie jest zawsze zaskakujące. Z tą książką nie było inaczej. Każda przewrócona kartka coraz bardziej komplikowała fabułę i miało się wrażenie, że od rozwiązania zagadki znów oddaliliśmy się o lata świetlne. Trzeba przyznać, że autorka po mistrzowsku łączy wątki kryminalne z psychologiczno-obyczajowymi, których w tej powieści nie brakuje. Tak więc, jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Link, to naprawdę zachęcam. Gwarantuję Wam, że ciężko będzie Wam się od nich oderwać.


A Wy co aktualnie czytacie??
Dajcie znać, być może Wasze czytelnicze propozycję i mnie zachęcą do sięgnięcia po nie.

Pozdrawiam
:)

niedziela, 27 stycznia 2019

Buble kosmetyczne

Witajcie!
Buble kosmetyczne raczej rzadko mi się trafiają. Dzieje się tak dlatego, że przed zakupem nowego kosmetyku, staram się, przeczytać kilka rzetelnych recenzji na jego temat. Czasami jednak zdarza się tak, że lubiąc jakąś firmę kosmetyczną, sięgam w ciemno po ich nowy produkt, wierząc, że skoro od lat używam ich kosmetyków i sobie je bardzo cenię, to przecież i z tym nowym pewnie się polubię. Niestety, często gęsto firmy bazują na swej dobrej początkowej renomie, wypuszczają na rynek produkt, który okazuję się być totalnym niewypałem. Jest to trochę tak, jak z dobrym filmem który zbiera świetne recenzje, więc reżyser idąc za ciosem tworzy część drugą, która okazuje się być totalną klapą.  I tak trochę jest z kosmetykami o których chcę Wam dzisiaj powiedzieć. Mimo iż są to firmy których kosmetyki goszczą u mnie od kilku dobrych lat, i które bardzo lubię, to niestety te o których dzisiaj Wam opowiem okazały się takimi niewypałami, że na pewno do nich już nie powrócę. 


BATISTE - Suchy szampon z odżywką
Obietnica producenta:
Suchy szampon i odżywka Batiste Vanilla&Passionflower jest polecany do pielęgnacji włosów suchych, farbowanych i kręconych. Wanilia i marakuja tworzą słodko-owocową mieszankę zapachową.
  • Natychmiastowo odświeża włosy
  • Unosi je u nasady
  • Zwiększa ich objętość
  • Odżywia je na całej długości
  • Nadaje im miękkość i gładkość
  • Ma słodki zapach
  • Jest niewidoczny na włosach

 Moja opinia:
Producent obiecuje nam wiele, a tak naprawdę otrzymujemy produkt który nie robi nic na naszych włosach. 
Moja przygoda z suchymi szamponami tej marki zaczęła się dobrych kilka lat temu. Pamiętam, że od pierwszego użycia byłam zachwycona tymi produktami. Testowałam różne wersje zapachowe, i za każdym razem byłam zachwycona. Oczywiście spośród wszystkich produktów Batiste miałam swoich ulubieńców (suchy szampon dodający objętości), jednak tak naprawdę wszystkie ich wersje spełniały moje oczekiwania i mi bardzo pasowały. Kiedy zobaczyłam, że firma Batiste wypuściła suchy szampon z odżywką, stwierdziłam, że kupię go w ciemno, przecież do tej pory nie zawiodłam się  na ich produktach. Pełna nadziei, że wreszcie mam produkt który nie tylko pozwoli przetrwać moje fryzurze dodatkowy dzień bez mycia, ale także będzie pielęgnował moją czuprynę. Nic bardziej mylnego. Ten produkt to totalna porażka, nie robi nic. Moje włosy po jego użyciu wglądają gorzej niż przed. Zero odświeżenia,  uniesienia, nic. Dawałam mu szansę kilka razy i za każdym razem było coraz gorzej. Włosy po zastosowaniu tego produktu wyglądały, jakby przez tydzień niebyły myte. A po jego użyciu jedyne na co miałam ochotę, to wsadzić głowę pod kran i zmyć ten nieszczęsny kosmetyk z włosów. Naprawdę szkoda pieniędzy na ten kosmetyk.



MAKEUP REVOLUTION _ Focus & Fix Baza pod cienie
 Obietnica producenta:
Rozświetlająca baza pod cienie do powiek, przeznaczona do każdego rodzaju cieni.
Baza utrzymuje cienie na powiece przez cały dzień.
Zapewnia świeży wygląd makijażu oczu, a także podbija kolor cieni oraz zapobiega ich rolowaniu w załamaniu powieki.
  • utrwala,
  • rozświetla,
  • poprawia wygląd makijażu oczu
  • łatwa w aplikacji,
  • wzmacnia kolor cieni,
  • zapobiega rolowaniu się cieni.  
 
Moja opinia:
W przypadku tego kosmetyku producent także obiecuje wiele, a tak naprawdę otrzymujmy produkt który nijak ma się do tych obietnic. Ja od baz pod cienie nie wymagam dużo. Jedyne czego oczekuję to to, żeby cienie nałożone na nią się nie rolowały. Niestety makijaż oka wygląda ładnie tylko przez chwilę, a następnie wszystko zaczyna się rolować, cienie znikają z oczu, a cały makijaż wygląda brzydko i nieestetycznie. Ja od tego typu kosmetyków wymaga przede wszystkim trwałości. Moje powieki są dość tłuste, więc baza pod cienie to u mnie podstawa makijażu. Moje oczekiwania w przypadku tego kosmetyku nie zostały jednak spełnione, i wiem na pewno, że więcej już po niego nie sięgnę. 
 
 
I tak przedstawiają się moje buble kosmetyczne. Mimo iż obie firmy kosmetyczne bardzo lubię i wśród ich kosmetyków mam swoich wieloletnich ulubieńców, to niestety z tymi kosmetykami muszę się pożegnać. Bez żalu wędrują one do kosza.  Szkoda, że okazały się one takim niewypałami. Jedyny mały plus tej całej sytuacji jest taki, że nie kosztowały one wiele.


A Wy znacie te produkty? 
Jeśli tak, to czekam na wasze opinie.
 
Pozdrawiam
:)

niedziela, 20 stycznia 2019

Prezenty świąteczne - cz. II

 Witajcie!!
Dzisiaj kolejna odsłona moich świątecznych prezentów. Tak więc jeśli jesteście ciekawi czym Mikołaj mnie obdarował, to zapraszam do czytania.  Być może dla wielu z Was ten post okaże się inspiracją, albo też podsunie Wam pomysł, co też kupić najbliższym na urodzimy, imieniny czy też inną okazję.


Tak jak już Wam wspominałam, kosmetyki należą do jednych z moich ulubionych upominków.
Patrząc na prezenty które znalazłam pod choinką muszę przyznać, że ktoś tu mnie bardzo dobrze zna.
Kosmetyków Clarinsa używam od dawna i bardzo sobie je cenię. Tak więc zestaw który otrzymałam naprawdę mnie ucieszył.


W skład zestawu wchodzą: serum do twarzy, olejek do ust oraz, emulsja do mycia twarzy, a także kosmetyczka.


Kolejny zestaw kosmetyczny jest z  firmy Baylis & Harding a w jego skład wchodzą: żel pod prysznic, kremowe mleczko do kąpieli oraz balsam. Wszystkie one pięknie pachną mandarynką oraz grapefruitem, tak wiec myślę, że zostawię je sobie na cieplejsze miesiące.


Zimą aromatyczne kąpiele to coś, czego sobie nie odmawiam. Uważam, że nic tak dobrze nie relaksuje po ciężkim dniu, jak zanurzenie się w wannie pełnej piany. Tak więc ten zestaw był strzałem w dziesiątkę. Kokosowe kule do kąpieli (Marks & Spencer) sprawdzą się u mnie idealnie gdyż uwielbiam tego typu rzeczy. Kolejny kosmetyk także umili mi zimowe kąpiele, a także pozwoli pozbyć się napięcia po ciężkim dniu. Firma Neal's Yaed Remedies  jest pionierem w produkcji kosmetyków naturalnych, a w swoich produktach używa przede wszystkim składników roślinnych. Emulsja do kąpieli którą otrzymałam zawiera w sobie minerały z wodorostów a także ekstrakt  z arniki, cytryny,  sosny, jałowca oraz lawendy. Jej zapach jest typowo ziołowy, co mi osobiście nie przeszkadza, gdyż ja lubię tego typu zapachy w kąpieli. Działają one na mnie bardzo relaksująco i odprężająco.  Kosmetyk został stworzony z myślą o osobach przemęczonych, tak więc myślę, że po ciężkim dniu, przyniesie mi on niesamowite  ukojenie.


Zestaw do pielęgnacji rąk (The White Company London) to coś, co na pewno mi się przyda. Zwłaszcza zimą trzeba pamiętać o regularnym kremowaniu, gdyż ta pora roku potrafi być naprawdę bezlitosna dla naszych dłoni. Zwłaszcza kiedy na dworze są minusowe temperatury a my zapomnieliśmy rękawiczek. W Anglii co prawda zima jest znacznie łagodniejsza niż w Polsce, ale zimny wiatr który często u nas gości, także potrafi nieźle dać w kość naszym dłoniom. Tak więc zestaw do pielęgnacji dłoni na pewno mi się przyda. W skład zestawu wchodzi mydełko w płynie oraz krem do rąk, który także może być używany jako balsam. Ich zapach także jest bardzo interesujący, gdyż pachną one jeżyną, rabarbarem i grapefruitem. Powiem Wam, że z takim połączeniem zapachowym w kosmetykach jeszcze się nie spotkałam.


Kubki to coś, co bardzo lubię kupować. Czasem nawet specjalnie omijam w sklepie dział z tego typu rzeczami, bo wiem, że na pewno z jakimś wyjdę, a naprawdę w mojej kuchni jest ich już sporo. Tak więc cieszę się, że moja ochota posiadania kolejnego kubka została zaspokojona, a ja nie mam wyrzutów sumienia, że wróciłam z zakupów z kolejnym tego typu nabytkiem :). Kubek który otrzymałam idealnie wpisuje się w klimat świąteczny, a do tego jest w koty, co już mnie w ogóle rozczula, bo wszystko co z motywem kota, bardzo  mnie przyciąga. Święta to też okres, kiedy wszystkie diety na których jesteśmy, odchodzą w zapomnienie. Ja w tym okresie także pozwalam sobie na więcej, jeśli chodzi o jedzenie. Oprócz pysznych świątecznych potraw, słodycze także są na liście rzeczy po które chętnie sięgam. Szampańskie trufle (Charbonnel et Walker) wręcz uwielbiam. Mogłabym je jeść cały czas. Więc bardzo się cieszę, że znalazłam je pod choinką. Ktoś tu mnie bardzo dobrze zna i wie co lubię :).


Kalendarze, czy też notatnik to rzeczy które bardzo lubię kupować i robię to nagminnie. Mam ich dość sporo i ciągle mi ich przybywa. Zwykle są to kalendarze w których mogę robić notatki czy też zapisywać różne swoje myśli. Jednak te ścienne, czy też do postawienia, także bardzo lubię. Więc cieszę się, że w tym roku Mikołaj i o takim prezencie pomyślał. Ja dostałam kalendarz Mały poradnik życia, który naprawdę mnie zachwycił, gdyż nie tylko ma miejsce na notatki, ale także bardzo fajne sentencje na każdy dzień roku.  Mój chłopak natomiast otrzymał kalendarz koci, w którym zawarte jest mnóstwo zagadek, kawałów a także wiele przydatnych informacji na temat naszych małych pupili.


Kolejnym prezentem jaki otrzymałam to skórzana portmonetka (Caroline Gardner), która może służyć jako portfel czy też  holder na karty kredytowe. Jak już Wam wspominałam, biżuteria to coś co bardzo lubię otrzymywać. Najwidoczniej Mikołaj ma bardzo dobrych informatorów, bo i tym razem kilka biżuteryjnych prezentów znalazło się pod choinką. Motyw gwiazdy od zawsze mi się bardzo podobał, więc bransoletka z gwiazdami bardzo przypadła mi do gustu, gdyż idealnie oddaje  mój styl.


I kolejna bransoletka (Susan Wainwringht), która także skradła moje serce. Piękna, delikatna, taka moja.


Nadal pozostajemy w temacie biżuterii, jednak tym razem mamy łańcuszek (Swarovski). Zdjęcie nie oddaje jego piękna. Są to dwa serca, które jedno przechodzi w drugie. Bardzo jest to fajnie pomyślane i pokazuje, że dwa serca mogą być jednością. Jest to o tyle wyjątkowy prezent, gdyż dostałam go od mojego chłopaka.


Torebka (Dune) to prezent od mojej koleżanki. Jeśli kogoś dobrze się zna, to tego typu prezenty zawsze są trafione w sedno. Myślę, że będzie mi długo służyła. 


Słodycze czy też alkohol to zawsze dobry pomysł na prezent. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie do końca wiemy co podarować drugiej osobie. Czekoladki czy bombonierka, zawsze się sprawdzą się jeśli chodzi o kobiety, a dobry trunek złożony na ręce mężczyzny myślę, że spotka się z wielką aprobatą.  Ja, jak co roku zresztą, zawsze zostaję hojnie obdarowana różnymi słodyczami. Oczywiście było tego znacznie więcej niż na zdjęciu. Jednak część już została przeze mnie zjedzona.


Alkohol jak już wspominałam, zawsze sprawdza się jako prezent (oczywiście mam na myśli tutaj osoby pełnoletnie :)).
Ja w tym roku dostałam kilka butelek wina (nie jestem tu wstanie pokazać ich wszystkich) oraz koniak. Tak więc mój barek jest zapełniony na następne kilka miesięcy.

I to wszystkie prezenty jakie znalazłam pod choinką.  Wszystkie idealnie wpasowały się w mój gust i ze wszystkich jestem bardzo zadowolona. Oczywiście w tym miejscu, chciałabym wszystkim serdecznie podziękować za te wspaniałe podarunki. Wychodzi na to, że wile osób bardzo dobrze mnie zna i wie, co mi może sprawić radość. Jeszcze raz bardzo dziękuję.

A Wy co ciekawego znaleźliście pod choinką?

Pozdrawima
:)