sobota, 10 listopada 2018

Kwiecisty Londyn

Witajcie!!
Święta zbliżają się wielkimi krokami. W Polsce pewnie wiele z Was jeszcze o nich nie myśli, jednak w Londynie szaleństwo świąteczne już się rozpoczęło. Półki w sklepach uginają się już od propozycji na świąteczne prezenty, na wystawach sklepowych królują choinki i mikołaje, a ulice już są pięknie przybrane. Zdaję sobie sprawę, że to zdecydowanie za wcześnie, jednak ja bardzo lubię ten świąteczny klimat, więc fajnie, że przez to mogę się nim cieszyć troszkę dłużej.

Ja dzisiaj jednak nie będę zasypywać Was już zdjęciami świątecznego Londynu. Na to jeszcze przyjdzie pora. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak Londyn pięknie rozkwitł ostatnimi czasy. Tak więc jeśli jesteście fanami kwiatów oraz lubicie je w rożnych odsłonach to zapraszam na dzisiejszy post.

 W tym roku na wiosnę bardzo wiele małych jak i dużych sklepów postawiło na dekoracje kwiatowe.
Kiedyś tak piękne kompozycje kwiatowe były wizytówką tylko znanych londyńskich kawiarni. Teraz to się zmieniło i bardzo wiele malutkich sklepików czy też kafejek stawia na tego typu dekoracje. Trzeba przyznać, że robią one wrażenie.


 Nawet pudy, których klientela zwykle nie jest zbytnio wymagająca, postawiły na kwiatowe dekoracje w tym roku. Wiadomo zimne piwo, czy też kieliszek wina w takim otoczeniu smakuje lepiej.


 W tym roku wiosna jak i lato były bardzo udane w UK pod względem pogody.
Przez kilka tygodni cieszyliśmy się naprawdę pięknym słońcem i wysokimi temperaturami (jak na Anglię oczywiście). Tak więc dla wielu z nas były ty idealne warunki na spacery po parkach czy też pikniki na łonie natury. Mieszkańcy Londynu uwielbiają spędzać czas w parkach podczas pięknej pogody.  Nie tylko łapią oni promienie słoneczne, ale jedzą, czytają książki, pracują a niektórzy nawet opalają się w bikini. Powiem Wam, że czasami naprawdę ciężko jest znaleźć skrawek wolnego miejsca na trawie w parku podczas pięknej pogody.


 Kiedy pogoda już nie sprzyja, i pięknych kwiatów w parkach brak, wtedy Anglicy stawiają na kwiaty cięte, którymi przyozdabiają swoje domostwa. W każdym supermarkecie znajduje się stoisko z najróżniejszymi kwiatami czy też bukietami, ale uliczne stragany z kwiatami czy też maleńkie kwiaciarnie także dobrze się mają.


 Bardzo popularne są tematyczne bukiety, których wygląd wpisuje się w daną porę roku.
Tutaj akurat mamy uroczy jesienny bukiecik, który idealnie odzwierciedla  barwy jesieni.


 Uliczne kawiarnie także co jakiś czas wprowadzają zmiany w swoich dekoracjach. Wiadomo, od czasu do czasu trzeba coś urozmaicić aby nie było monotonii.  Ta kawiarnia przez okres wakacyjny postawiła na połączenie kwiatów ciemnych i jasnych, natomiast jak nastała jesień zmienili delikatnie swoją kompozycję na ciemniejszą.

 Wersja jesienna.

Jak możecie zobaczyć, nie tylko restauracje czy kawiarnie dekorują swoje lokale.
Tutaj mamy butki którego wygląd aż zachęca aby do niego wejść.


Pewnie wiele z Was zastanawia się, cóż to za lokal który tak bogato przystroił swoją fasadę.
Myślę, że wielu z Was powiedziałoby, że to pewnie jakaś restauracja. Nic bardziej mylnego!
Ten pięknie wyglądający z zewnątrz lokal to sklep meblarski, który specjalizuje się w tworzeniu mebli na zamówienie. 


 Sami musicie przyznać, że magicznie to wygląda.


 Muszę dodać, że tego typu kwiatowe aranżacje są specjalnie projektowane przez znanych kwiaciarzy londyńskich, dla których kwiaty to cały świat.


Mam nadzieję, że tego typu dekorację, będą coraz bardziej popularne.
Wiadomo, wszystko idzie do przodu i obecnie aby przyciągnąć klientów nie wystarczy mieć tylko ładną dekorację w oknie wystawowym.  Teraz, także sklep z zewnątrz musi pięknie wyglądać. A jeśli nawet nie wejdziemy do niego aby coś kupić to i tak fajnie jest móc przejść koło tak pięknie wyglądającego sklepu i nacieszyć oko.

Pozdrawiam
;)

niedziela, 4 listopada 2018

Angielska Kuchnia cz. I

Witajcie!
Chyba nie ma na świecie osoby która nie lubi jeść. 
Smakowanie nowych potraw, odkrywanie nowych smaków to coś, co naprawdę sprawia mi wielką przyjemność. Uważam, że biesiadowanie w miłym towarzystwie, przy smacznym jedzeniu i kieliszku dobrego wina to wielka rozkosz nie tylko dla podniebienia, ale także dla naszego ducha. Jeśli chodzi o kuchnie świata to najbardziej smakuje mi jedzenie włoskie, no i z wiadomych względów polskie. Jednak muszę przyznać, że dobrym amerykańskim hamburgerem też nie pogardzę. A jak to jest z angielskim jedzeniem u mnie?  Lubię, nie gardzę, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie należy ono do najbardziej wyszukanych. Tak więc chyba czas się rozprawić z tą angielską kuchnią, i sprawdzić jak to z nią naprawdę jest.

Na wstępnie trzeba zaznaczyć, że Anglicy przez długi czas uważali jedzenie bardziej za konieczność życiową, niż przyjemność samą w sobie. Tak więc już choćby z tego względu nie przykładali się zbytnio do kuchni. Obecnie się to troszkę zmieniło, jednak nadal w kuchni króluje u nich prostota.  Zwykle ich posiłki składają się raczej z prostych i szybkich dań, których przyrządzenie nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku.

Jeśli chodzi o klasyki angielskiej kuchni, to jako pierwsze nasuwa mi się tutaj ich tradycyjne angielskie śniadanie, które notabene znane jest już na całym świecie. Pewnie większość z was wie co też składa się na takie śniadanie, jednak dla tych co nie wiedzą powiem, że Anglicy na śniadanie jedzą jajka sadzone na boczku, smażone kiełbaski, pomidory z grilla, pieczarki oraz fasolkę w sosie pomidorowym. Wszystko to razem ląduje na jednym talerzu tworząc pożywny i sycący posiłek który daje im energie na cały dzień. Oczywiście obecnie nie każdy anglik ma czas rano aby przygotować sobie takie śniadanie, jednak w pubach, czy też ulicznych kafejkach jest to obowiązkowa pozycja która ma wielu swoich zwolenników, i którą ja sama bardzo lubię. Dodam jeszcze, że tego tupu posiłek w wielu miejscach serwowany jest przez cały dzień, nie tylko rano.

 English Breakfast

Jeśli chodzi o dania obiadowe to tutaj także jest pożywnie i czasem dość tłusto. My, Polacy, obiad jemy zwykle w poprze popołudniowej. Anglicy natomiast wtedy jedzą lunch, który często spożywają w pracy i składa się on zwykle z jakiejś sałatki albo też kanapki. Posiłek nazywany przez nich obiadem jedzą dopiero wieczorem, po przyjściu do domu, zwykle miedzy 18 a 19 godziną. Tak więc najbardziej sycący posiłek (nie licząc angielskiego śniadania), jedzą oni dopiero wieczorem w gronie rodzinnym. Na obiad zwykle podają pieczone kiełbaski z pure ziemniaczanym oraz zielonym groszkiem, Cottage Pie (placek składający się z wołowiny z dodatkami zapiekany pod warstwą tłuczonych ziemniaków), a także Shepherd's Pie (placek składający się z jagnięciny z dodatkami zapiekany pod warstwą tłuczonych ziemniaków). Bardzo często o tej porze serwują także swoje flagowe danie jakim jest Fish & Chips, czyli ryba z frytkami.


Fish & Chips

Muszę jednak zaznaczyć, że Anglicy mimo całego swego uwielbienia dla swojego kraju, są dość otwarci na inne smaki, tak więc nie powinno nikogo dziwić, że wieczorem podczas obiady króluje u nich na stole coś z kuchni egzotycznej czy też śródziemnomorskiej. Jednak jeśli chodzi o obiad czy też lunch niedzielny tutaj już są raczej tradycjonalistami i bardzo często tego dnia serwują Sunday Roast czyli pieczone mięso (wołowina, baranina, jagnięcina, wieprzowina, lub kurczak) podane z sosem pieczeniowym, pieczonymi ziemniakami, gotowanymi warzywami często z dodatkiem Yorkshire Pudding (czyli pieczona potrawa z ciasta, mleka, mąki oraz jajek). Drugim daniem które bardzo często ląduje na ich niedzielnych talerzach w porze obiadowej to Beef Wellington czyli polędwica wołowa z dodatkiem grzybów i pasztetu zapiekana w cieście francuskim.


Sunday Roast

Po obiedzie, czas na coś słodkiego czyli deser. W tym temacie angielska kuchnia także nie jest zbytnio wyszukana. Zwykle na deser podaje się Apple Crumble czyli szarlotkę, a właściwie jabłka pieczone w formie i posypane kruszonką, oraz różnorakie puddingi, jednak nie mam tu na myśli Yorkshire Puddingu (o którym pisałam wyżej), czy też Black Puddingu którym jest pieczona kaszanka.

Apple Crumble

Oczywiście to nie wszystkie dania jakie jedzą Anglicy, jednak skupiłam się tutaj tylko na tych najbardziej popularnych i znanych. Mi osobiście angielska kuchnia smakuje i nie ma do niej żadnych uprzedzeń.
A Wy co o niej sądzicie??

Pozdrawiam
:)

sobota, 6 października 2018

Wrześniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!!
Dzisiaj będzie bez zbędnych wstępów, gdyż już sam tytuł mówi o czym będzie dzisiejszy post.
Tak wiec jeśli ciekawi Was jakie też kosmetyki trafiły mi się we wrześniowym Glossybox'ie to zapraszam do dalszej lektury.


 - BEAUTY PRO - Maseczka do twarzy 
Maseczki uwielbiam i staram się po nie sięgać minimum raz w tygodniu. 
Zwykle kupuję te w tubkach, gdyż wydają mi się po prostu bardziej ekonomiczne.
Te w płachtach mimo całej swej popularności, nadal do najtańszych nie należą, a wiadomo £5 za jednorazową maseczkę to dość sporo. Tak więc cieszę się, że Glossybox ostatnio rozpieszcza nas maseczkami w płachtach.  Tym razem w moje ręce trafiła detoksykująca maseczka bąbelkowa z aktywnym węglem, której zadaniem jest oczyszczenie, zwężenie porów a także dogłębne oczyszczenie zaskórników oraz zniwelowanie przetłuszczającej się cery. Maseczka także wzmacnia napięcie naszej skóry, poprawia jej koloryt, a także delikatnie rozjaśnia naszą cerę.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £4.95.

-WILD GARDEN - Mgiełka do ciała 
Po tego typu produkty zwykle najczęściej sięgam latem. Na jesień i zimę preferuję raczej perfumy z bardziej wyrazistymi nutami. Mimo wszystko uważam, że fajnie iż w końcu jakiś zapach i to do tego pełnowymiarowy znalazł się w pudełeczku. Mgiełka zawiera w sobie nuty gruszki, lilii oraz ambra, i muszę stwierdzić, że ta kompozycja zapachowa bardzo przypadła mi do gustu.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £14.85.

- BANG BEAUTY  - Pomada do brwi
Z produktów do brwi zawsze się cieszę, gdyż ja na co dzień podkreślam swoje, więc jest to jeden z kosmetyków po który sięgam naprawdę często. Produkt zamknięty jest w szklanym słoiczku, a także dołączony jest do niego mały pędzelek, który ma nam ułatwić wykonywanie makijażu. Kolor który mi się trafił to Milk Chocolate, który myślę, idealnie będzie się komponował z odcieniem moich brwi.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £16.80.

- KARL LAGERFELD + MODEL CO - Konturówka do ust
Z tego produktu jestem mega zadowolona chociażby ze względu na kolor (rosewood), który dla mnie jest idealny. Jest to przygaszany ciemny róż, który idealnie sprawdzi się na jesień. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości  £25.


- GROW GORGEOUS - Scalp Detox
Tego kosmetyku jestem bardzo ciekawa, gdyż jeszcze nigdy wcześniej nic takiego nie używałam. 
Jest to nic innego jak peeling do skóry głowy, którego zadaniem jest odblokowanie naszych porów
na skórze głowy. Produkt swoją konsystencją przypomina normalny peeling, nieziemsko pachnie miętą, a do tego ma także efekt chłodzący. Coś czuję, że używanie tego produktu może być niezłym doznaniem. Zobaczymy, póki co przetestowałam go na dłoni i muszę stwierdzić, że efekt chłodzący naprawdę działa.  Pełnowymiarowy produkt o pojemności 190ml kosztuje £28, ja natomiast otrzymałam próbkę o pojemności 50ml która jest warta £7.37.

- WET ONES - Odświeżające chusteczki do twarzy i ciała 
Z tego typu produktami zawsze mam problem. A to dlatego, że jakoś nie wpisują się one, jak dla mnie, w idee pudełeczka Glossybox. Wiadomo, że chusteczki  przydadzą się i na pewno je zużyję, jednak uważam, że tego typu produkty raczej nie powinny znajdować się w tego typu pudełeczkach. Rozumiałabym jakby to były chusteczki do zmywania makijażu, jednak te są typo odświeżające. Mimo wszystko nie narzekam, gdyż jest to produkt dodatkowy tzw. bonusowy.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £1.19.

Podsumowując z zawartości jestem bardzo zadowolona. 
Wszystkie kosmetyki z chęcią przetestuje i mam nadzieję, że niektóre z nich zostaną ze mną na dłużej.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??

Pozdrawiam
;)

niedziela, 30 września 2018

Książkowe Rozczarowania

Witajcie,

Jak wiecie czytanie to jednak z moich ulubionych czynności. Czas spędzony z dobrą powieścią jest dla mnie bezcenny. Nic mnie chyba tak nie relaksuje jak zagłębienie się w książce która naprawdę jest dobrze napisana (tudzież przetłumaczona) a fabuła świetnie skonstruowana. Jednak mimo całego mojego uwielbienia do książek, oraz starannego wybierania lektur po które sięgam, zdarzają się też takie, przez które naprawdę ciężko mi przebrnąć. A ponieważ jestem z tych osób, które szanują swój wolny czas, zwykle moja przygoda z takim książkowym gniotem kończy się bardzo szybko. Często nie docieram nawet do połowy książki. Po prostu uważam, że skoro autor nie był mnie wstanie zainteresować od początku powieści, to wychodzę z złożenia, że dalej lepiej nie będzie.

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami poją opinią na temat dwóch książek, które mimo moich szczerych chęci, okazały się dla mnie pozycjami, przez które naprawdę ciężko było mi przebrnąć. Efekt końcowy był taki, że obu nie skończyłam, i ponownie nie mam ochoty po nie sięgnąć.





Pierwsza książka, która swego czasu była bardzo szeroko na naszym polskim rynku wydawniczym promowana i wyczekiwana to "Dziewczyny z Dubaju". Powiem Wam, że osobiście bardzo na tą pozycję czekałam, gdyż myślałam, że książka ukaże pikantne szczegóły z procederu jakim trudniły się młode dziewczyny. Myślę, że nie muszę tu bezpośrednio mówić o  jakich usługach tu mowa, gdyż swego czasu pół Polski żyło tymi rewelacjami. Tak więc jak dowiedziałam się, że powstaje na ten temat książka, za której napisanie zabrał się dziennikach po podobno długim śledztwie, pomyślałam, że ta pozycja to będzie prawdziwa petarda. Niestety moja nadzieja na ekscytującą lekturę przy której czytaniu będę się wstydzić sama przed sobą okazały się płonne. Książka okazała się takim gniotem, że już w połowie (tak, tak, mimo wszystko dobrnęłam do połowy) stwierdziłam, że nie ma sensy marnować swojego czasu na coś, co nie tylko jest źle napisane, ale także mdłe i nijakie. Fakty przedstawione na łamach tej książki, co moment się powtarzają, a czytanie nudnych konwersacji które często pozbawione są składu i ładu, powoduje, że człowiek ma ochotę trzepnąć tą książką o ścianę.
Myślałam, że jak ktoś już się zabiera za tego typu temat, to albo dotarł do naprawdę pikantnych szczegółów, albo ma coś więcej w tej sprawie do powiedzenia, niż tylko przytoczenie rozmów telefonicznych, które ciągnęły się przez kilka stron, a których czytanie powodowało u mnie wręcz ból głowy. Naprawdę, z ręką na sercu muszę stwierdzić, że jedna z najbardziej wyczekiwanych książek sezonu okazała się totalnym niewypałem. Pocieszające w tym wszystkim jest to, że mam ją w formie e-booka i nie muszę jej oglądać na półce w mojej biblioteczce, bo wydaje mi się, że nie zniosłabym jej widoku pośród innych super książek, do których przeczytania mam ochotę ponownie powrócić.





Kolejna książką, o której także było głośno swojego czasu to "Kobieta w oknie". Sięgając po nią oczekiwałam naprawdę dobrego kryminału. Niestety moje rozczarowanie tą pozycją było tak duże już od pierwszych stron, że nie dobrnęłam w jej czytaniu nawet do połowy. Swojego czasu zaczęłam się zastanawiać, co też tak bardzo mi przeszkadzało w tej książce, że postanowiłam ją odstawić. Myślę, że kluczowym elementem był tutaj język, a także fabuła która ciągnęła się jak flaki z olejem. Przekręcając kolejne strony miałam wrażenie, że akcja w ogóle nie posuwa się do przodu. W pewnym momencie sama zaczęłam się zastanawiać, czy w tej książce coś się wydarzy, czy autor na kolejnych stronach będzie nadal lał wodę licząc na to, że czytelnik jednak kupi tą jego historie.  Mimo mojej niepochlebnej opinii, muszę stwierdzić, że znalazłam w sieci kilka recenzji wychwalających tę książkę. Idąc tym tropem i przeglądając niektóre komentarze doszłam do wniosku, że jest to pozycja z cyklu albo ją się kocha albo nienawidzi. W moim przypadku padło niestety na nienawiść.


I tak przedstawiają się moje książkowe rozczarowania, których dokończenie, mimo moich szczerych chęci okazało się dla mnie rzeczą niewykonalną. A jak jest u Was w tym temacie?? Też macie takich pozycje, których nigdy nie doczytaliście do końca??

sobota, 22 września 2018

Ulubieńcy Książkowi

Witajcie!
Nie da się ukryć, że jesień czuć jest już w powietrzu. Ranki i wieczory są już znacznie zimniejsze, mimo iż w ciągu dnia temperatura nadal oscyluje w granicach 20-22C. Jak dla mnie każda pora roku ma swoje plusy, tak wiec nadejścia jesieni jakoś zbytnio się nie obawiam. Mogę nawet z ręką na sercu stwierdzić, że lubię tą porę roku. W Wielkiej Brytanii nie mamy co prawda złotej polskiej jesieni, ale i  tutaj da się zauważyć jak pięknie zmieniają się drzewa, czy też jak cudnie liście szeleszczą pod stopami. Jako ciekawostkę dodam, że słoneczna i ciepła jesień i w tym kraju ma swoją nazwę, i ten okres bardzo często nazywany jest Indian Summer. Jak już wyżej wspominałam, dla mnie ta pora roku jest dość przyjemna z kilku powodów.
Wiadomo, że coraz krótsze dni sprawiają, że  człowiek częściej spędza czas w domu. A jak spędza czas w domu, to naturalną koleją rzeczy jest to, że szuka w nim przyjemności. A dla mnie wielką przyjemnością i relaksem jest  kubek gorącej herbaty, pod ciepłym kocykiem z blaskiem świec w tle. Wtedy mogę w pełni oddać się swojemu ulubionemu zajęciu, jakim jest czytanie książek czy też oglądanie seriali. 

Dzisiaj chciałabym się skupić na książkach i polecić Wam kilka pozycji, które w ostatnim czasie bardzo przypadły mi do gustu. Tak jakoś się składa, że wszystkie te książki wyszły spod pióra naszych polskich pisarzy. Tak wiec jeśli lubicie czytać i nie macie uprzedzenia do naszych polskich literatów, to zerknijcie poniżej co też ostatnio tak mnie zachwyciło.


"Moje córki krowy" - Kinga Dębska


 Marta odniosła sukces w życiu, jest znaną aktorką, gwiazdą popularnych seriali. Pomimo sławy i pieniędzy, wciąż nie może ułożyć sobie życia. Samotnie wychowała dorosłą już córkę. W przeciwieństwie do swojej silnej i dominującej starszej siostry, Kasia jest wrażliwa i ma skłonność do egzaltacji. Pracuje jako nauczycielka, jej małżeństwo jest dalekie od ideału. Mąż Kasi to życiowy nieudacznik, który bezskutecznie poszukuje pracy. Siostry nie przepadają za sobą, ale nagła choroba matki zmusza je do wspólnego działania. Muszą zaopiekować się ukochanym, ale despotycznym ojcem. Marta i Kasia stopniowo zbliżają się do siebie i odzyskują utracony kontakt, co wywołuje szereg tragikomicznych sytuacji. 

Po książkę "Moje córki krowy" sięgnęłam dopiero po obejrzeniu filmu. Zwykle tak nie robię, gdyż najpierw wolę przeczytać książkę, a dopiero później zobaczyć jej ekranizacje. W tym przypadku stało się jednak inaczej. Film od pierwszych minut tak mnie wciągnął, że po jego zakończeniu, od razu miałam ochotę zabrać się do czytania. Niestety, zanim książka trafiła w moje ręce minęło kilka miesięcy. Tak to już jest, że jak mieszka się za granicą, to nie zawsze łatwo jest zdobyć pozycje które nas interesują. Jednak kiedy już nadszedł ten moment i dorwałam książkę, od razu zabrałam się do czytania i już po kilkunastu stronach wiedziałam, że jej filmowa ekranizacja nie odstaje za wiele od klimatu zawartego w książce. Posilę się nawet o stwierdzenie, że film jest prawie idealnym odwzorowaniem książki. A wierzcie mi, nie często się tak zdarza. W tym przypadku, miło się jednak zaskoczyłam. Jeśli chodzi o fabułę książki, to niestety do najprzyjemniejszych ona nie należny, muszę jednak przyznać, że pomimo smutnych momentów były też takie, przy których się nieźle uśmiałam. Wiem, że dla większości z Was temat przemijania, starzenia się czy też śmierci, może być dość ciężki, zwłaszcza jeśli dotyczy on naszych najbliższych. Uważam jednak, że każdy z nas powinien tą książkę przeczytać, gdyż może z niej wiele wynieść. A jak wiadomo, przed śmiercią nikt nie ucieknie i prędzej czy później każdy z nas będzie się musiał z nią zmierzyć.



"Wielki ogarniacz życia" - Pani Bukowa

Pani Bukowa – kobieta, której nieudolne próby ogarnięcia życia śledzi na facebooku już niemal pół miliona osób. Mówi otwarcie to, co myślą wszyscy. Lubi jedzenie i internety. I wino. I leżeć sobie.
Wielu ludzi pyta mnie, co tak naprawdę liczy się w życiu. No, w sumie to niewielu. Właściwie to nikt. I bardzo słusznie – bo nie wiem. Nie chodzę na fitness, nie jem jarmużu, nie przesiaduję z ajfonem w popularnych kawiarniach popijając latte macchiato, ani nie biegam (Boże broń!). A mimo to żyję i mam się dobrze. Szokujące, wiem.  Ta książka pokaże wam, jak być szczęśliwym nie robiąc niczego, co się powinno.

Jeśli jesteście z tych osób które nie bardzo lubią czytać powieści, ale bardzo lubią sięgać po poradniki, to ta pozycja jest zdecydowanie dla Was. Wielkiej modrości życiowej z niej nie wyciągniecie, ale na pewno dowiecie się z niej czego nie robić, a także tego, że czasem warto odpuścić i nie przejmować się za bardzo pewnymi sprawami. Książka jest zdecydowanie wielkim polepszaczem humoru, przy której spędzicie świetnie czas śmiejąc się do rozpuku, a czasami nawet płacząc ze śmiechu. 


 
"Leśna polana" - Katarzyna Michalak 


Trzy przyjaciółki, jeden stary dom pośrodku lasu. I tajemnica…


Czy wszystkie życiowe porażki i niegodziwości można tłumaczyć trudnym dzieciństwem? Jeśli tak, to trzej bracia Prado – Wiktor, Marcin i Patryk – mogliby się stoczyć na samo dno i obwiniać tego, który zamienił pierwsze lata ich życia w piekło: swojego ojczyma.
Trzy przyjaciółki – Gabrysia, Majka i Julia – też nie miały najłatwiej. O Majce i Julii rodzice zapomnieli, a Gabriela od najmłodszych lat musiała dbać o siebie i o przybranego ojca, którego ubeckie tortury pozbawiły zdrowia i sił.

Książki Katarzyny Michalak bardzo lubię i często po nie sięgam. Gdy ta wpadła w moje ręce pomyślałam, że zostanę uraczona słodką powieścią o niespełnionej miłości. Słodko było, ale tylko trochę. Powieść mimo całego swego uroku, ma także swoją ciemną stronę. Tak więc nie jest to typowe romansidło, ale opowieść w której przeszłość przeplata się z teraźniejszością.  
"Leśna polana" to pierwszy tom Leśnej Trylogii, a jej zakończenie jest takie, że ma się ochotę od razu sięgnąć po kolejną część. Tak więc jeśli lubicie powieści od których nie możecie się oderwać a miłość przeplata się ze złem to to jest właśnie pozycja dla Was. Ja osobiście nie mogę się doczekać kiedy druga część tej trylogii wpadnie w moje ręce. 



*****

A Wy co ostatnio ciekawego przeczytaliście??
Dajcie znać, może i Wy mnie czymś zainspirujecie.

Pozdrawiam
:)

sobota, 8 września 2018

Sierpniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Znowu zrobiłam sobie małą przerwę od blogowania. A to wszystko za sprawą wakacji, czasu wolnego od pracy, ogólnego relaksu a także małego detoksu od mediów społecznościowych. Wierzcie mi, czasami dobrze jest sobie zrobić taki reset. Zwolnic, odetchnąć i nabrać dystansu do pewnych rzeczy.


Jednak teraz już czas wrócić do starej rutyny. Mam nadzieję, że nie rozleniwiłam się za bardzo i uda mi się pisać i publikować posty w miarę regularnie. Dzisiaj nadrabiam zaległości kosmetyczne i przychodzę do Was z odsłoną sierpniowego pudełeczka Glossybox, który swoją drogą był dość słaby. Przynajmniej jak dla mnie. Tak więc jeśli chcecie się dowiedzieć jak wygląda zawartość która mnie tak rozczarowała, to zapraszam do czytania.


- RIMMEL LONDON - Tatuaże oraz pieczątka do robienia tatuaży.
Ja na tego typu rzeczy jestem już chyba za duża. Może jeszcze jakbym jeździła na letnie festiwale to mogłabym się z tego typu produktów ucieszyć. Jednak ja, mimo iż bardzo lubię muzykę, raczej na tego typu eventy nie chadzam. Rozumiem jednak założenie zespołu Glossybox, że przecież lato to szał różnorakich festiwali, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii,  i dlatego tego typu tatuaże znalazły się właśnie w sierpniowym pudełeczku. Tak jak pisałam na festiwal w najbliższym czasie się nie wybieram, jednak może skuszę się na któryś z tych tatuaży jaki będę szła na jakąś szaloną imprezę do klubu. W końcu do odważnych świat należy.


 Jeśli jednak chodzi o stempelek w kształcie serca, to tutaj już w ogóle nie widzę zastosowania go w moim codziennym życiu. Myślę, że najbardziej ucieszy się z niego moja mała bratanica :)
Produkty pełnowymiarowe o wartości £4.99.


- VICTORIA"S SECRET PINK - Maseczka w płachcie.
Z tego typu produktów zawsze się cieszę, gdyż do najtańszych one nie należą, a wiadomo taka maseczka w płachcie jest jednorazowego użytku. Tak więc fajnie, że coraz więcej się ich pojawia w Glossybox'ie. 
Maseczka ma właściwości odżywcze, a w swoim składzie zawiera olej kokosowy.  
Produkt pełnowymiarowy o wartości £5.


- TRIFLE COSMETICS -Farbka do ust i policzków
Tego typu produkty 2 w 1 zwykle używam tylko do ust. Jakoś na policzki ciężko jest mi je aplikować, a także boję się, że mogą one zrobić u mnie nieestetyczne plamy. Jeśli chodzi o róż do jestem raczej tradycjonalistką i zwykle wybieram ten w kamieniu. Jednak z ustami zawsze lubię sobie poeksperymentować, pewnie też dlatego, że jeśli coś nie wyjdzie to taki makijaż jest łatwiej zmyć, niż męczyć się z nieestetyczną plamą na policzkach. Produkt w 78% bazuje na wodzie i ma nam zapewnić zdrowy oraz trwały kolor podobno aż do 10 godzin. Wszyscy ci co cenią sobie naturalność w kosmetykach na pewno się ucieszą z tego produktu, gdyż w 99% jest on naturalny, a więc nie zawiera parabenów, olejów mineralnych a także glutenu. Farbka zamknięta jest w bardzo poręcznym małym opakowaniu, dodatkowo zawiera pipetkę, która na pewno ułatwi jej nakładanie.  Kolorek też jest bardzo ładny, taki soczyście truskawkowy.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £17.50.


- KALEIDO COSMETICS  - Rozświetlacz.
Tego typu kosmetyków używam cały rok a nie tylko podczas wakacji, więc myślę, że na pewno mi się on przyda. Z tym, że przez to, że jest on dość ciemny (swoim kolorem wpada bardziej w brąz niż złoto), raczej będę go używała jaki cienia do powiek. Jego konsystencja jest dość zbita, więc myślę, że być może w tej roli się sprawdzi. Do mojej cery może on się nie nadać, gdyż ja z natury jestem dość blada, a wiadomo że nie chcę paradować z brązowymi policzkami, gdyż będzie to wyglądało bardzo komicznie. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £13.


- 3INA - Cień do oczu w farbce.
Z tym produktem myślę, że się pożegnam dość szybko, gdyż nie cierpię niebieskich cieni do oczu, a ta farbka jest właśnie w takim kolorze. Dodatkowo nie lubię także nakładać płynnych cieni na moje powieki. Mimo iż produkt jest wodoodporny, mocno napigmentowany oraz trwały, to niestety jego kolor totalnie go dyskwalifikuje w moim makijażu. Producent zaleca, używanie go także jako eyelinera, jednak ja od dłuższego czasu jestem wierna czarnej kredce na powiece, tak wiec temu kosmetykowi mówię zdecydowane do widzenia.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £8.95.


****


I tak przedstawia się zawartość sierpniowego Glossybox'a.
Jak dla mnie szału nie ma. Tak naprawdę to jedynie cieszę się  z  maseczki w płachcie oraz z farbki do ust.
Reszta kosmetyków jakoś nie trafiła w mój gust.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??
Przypadła Wam do gusty??
 

Pozdrawiam
:)


wtorek, 7 sierpnia 2018

Nowości Zapachowe

Witajcie!!
Lato w pełni nie tylko w Polsce ale także w Wielkiej Brytanii.
Tego roku pogoda nas rozpieszcza. Upały takie, że czasami aż nie chce się wyjść z domu.
Osobiście bardzo lubię tą porę roku. Pikniki na świeżym powietrzu, popołudnie w parku z dobrą książką i mrożoną kawą to coś, co sprawia mi radość i mega mnie relaksuje. Jednak kiedy temperatura przekracza 30 stopni, i tak od kilku dni, żeby nie napisać tygodni, to zaczynam marzyć o małym ochłodzeniu. Którego, niestety, nie widać. No ale nie ma co narzekać, bo przecież zawsze mogłoby być gorzej. Tak więc w te upalne dni: tona filtrów na ciało, okulary przeciwsłoneczne a także jakiś orzeźwiająco-pobudzający zapach i można ruszać na podbój świta, mimo żaru który leje się z nieba.

Nie wiem jak wy, ale ja w takie upalne dni, znacznie ograniczam swój makijaż, a czasami nawet z niego rezygnuje. Jedyne czego sobie nie odmawiam w te dni to kolorowe paznokcie, oraz jakiś wakacyjny zapach. I właśnie dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kilka perfumowanych nowości, które ostatnio pojawiły się na rynku kosmetycznym. Więc jeśli wakacyjny urlop jeszcze przed Wami i poszukujecie jakiegoś fajnego oraz świeżego zapachu to zapraszam na dzisiejszy post. Kto wie, może coś Wam wpadnie w oko i postanowicie się na któryś z nich skusić. 


Kenzo - Aqua Pour Femme


Twórcą tych kwiatowo - owocowych perfum dla kobiet jest Louise Turner.
Nuty głowy: mandarynka, liść maliny i cytryna.
Nuty serca: magnolia, róża, jaśmin, hedione, nuty zielone i jabłko.
Nuty bazy: paczula, wetyweria, drzewo sandałowe, wanilia oraz drzewo kaszmirowe.

Cena: 30ml - 179zł;   50ml - 249zł;



****



Jo Malone - Tropical Cherimoya Cologne



Te kwiatowo - owocowe perfumy przeznaczone są do kobiet jaki i mężczyzn.
Dla mnie jednak większość tych zapachów unisex jakoś bardzo pasuje do kobiet niż do mężczyzn.
Nuty głowy: gruszka i passiflora.
Nuta serca: cherimoya.
Nuty bazy: balsam copahu, fasolka tonka.

Cena:30ml - 265zł;   100ml - 545ł;



****


Calvin Klein - CK One Summer


Twórcą tego cytusowo - aromatycznego zapachu dla kobiet i mężczyzn jest Pierre Negrin.
Nuty głowy: cytryna, mojito, lima.
Nuty serca: gujawa, ananas i białe kwiaty.
Nuty bazy: cedr oraz mleko kokosowe.

Cena:  100ml - 189zł;



****


 Bvlgari - Omnia Pink Sapphire


Twórcą Tych kwiatowych perfum jest Alberto Morillas.
Nuty głowy: różowy grejpfrut, pamelo i różowy pieprz.
Nuty serca: plumeria, gardenia tahitańska.
Nuty bazy: piżmo, wanilia i nuty drzewne.

Cena: 20ml - 229zł;   40ml - 319zł;   65ml - 389zł;  



****



Aura - Thierry Mugler


Ta kwiatowo - owocowa kompozycja jest idealna na lato.
Nuty głowy: gruszka i nasiona hibiskusa.
Nuty serca: nuty kwiatowe oraz nuty zielone.
Nuty bazy: irys i tahitańska wanilia.

Cena: 30ml - 268zł;   50ml - 339zł;   90ml - 42zł;


****

Mam nadzieję, że taki mały przegląd zapachowych nowości przypadł Wam do gustu.

Pozdrawiam i życzę udanego wypoczynku jeśli takowy jeszcze przed wami.
 :)