wtorek, 21 maja 2019

Ulubieńcy Kosmetyczni

Witajcie!
Dzisiaj zapraszam Was na post o moich ostatnich ulubionych kosmetykach. Jeśli jesteście ciekawi, co przypadło mi do gustu i skradło moje serce, to zapraszam do czytania. Być może i Wam któryś z tych produktów wpadnie w oko i zdecydujecie się na jego zakup.

- HAWAIIAN TROPIC - Błyszczyk do ust.
Firma Hawaiian Tropic dla wielu z was pewnie kojarzy się z produktami do opalania. Ja także znałam tą firmę właśnie z produkcji tych kosmetyków. Aż pewnego razu, w jednym z pudełeczek Glossybox, znalazłam właśnie ten produkt. Nie powiem aby się wtedy bardzo z tego ucieszyła, gdyż ja osobiście rzadko sięgam po tego typu kosmetyki. Aktualnie na mich ustach częściej goszczą pomadki niż błyszczyki. Dzieje się tak głównie dlatego, że ciężko jest mi znaleźć produkt, który nie klei się zbytnio do mich ust, i do włosów, które zwykle noszę rozpuszczone (posiadaczki długich włosów wiedzą co mam na myśli). Jednak jeśli chodzi o ten błyszczyk, to tutaj o lepkości nie ma mowy. Produkt nie tylko nie skleja ust, ale także świetnie nawilża, jest bardzo komfortowy w noszeniu, a uczucie dobrze nawilżonych ust utrzymuje się naprawdę długo. Dodatkowym plusem jest ochrona słoneczna SPF/UVB o faktorze 25. Jak dla mnie jest to dobry kosmetyk na co dzień jak i na wakacje, który nie tylko chroni nasze usta przed niekorzystnym działaniem promieni słonecznych, ale także pielęgnuje je.


- EYEKO - Maskara.
Od tuszu do rzęs wymagam zwykle tego: aby ładnie podkręcał rzęsy, wydłużał je, nie sklejał ich, a także żeby się nie osypywał. Ta maskara zapewnia mi to wszystko. Dzięki dużej i wyprofilowanej szczoteczce moje rzęsy nie tylko są świetnie podkręcone ale także ładnie rozdzielone. Maskara daje nam wodoodporne wykończenie, przez co o rozmazywaniu czy też osypywaniu się produktu nie ma mowy. Dodatkowo zawiera keratynę, oraz rewitalizującą formułę która wzmacnia nasze rzęsy. Jak dla mnie jest to maskara godna uwagi na tyle, że pewnie po skończeniu tego opakowani, jeszcze nie raz do niej powrócę.


- Avon - Baza pod cienie.
Ostatnio pisałam Wam o mojej ulubionej bazie pod cienie z Too Faced (klik). Niestety po kilku miesiącach intensywnego używania moja ukochana baza się skończyła. Stwierdziłam, że być może czas przetestować coś nowego -  tańszego. Mój wybór padł na bazę pod cienie marki Avon. Oczywiście od razu tu zaznaczę, że nie jest ona tak dobra jak ta od Too Faced. Zresztą nie sądzę aby jakakolwiek baza była w stanie pobić tą od Too Faced. Wracając jednak do bazy z Avonu muszę stwierdzić, że produkt naprawdę dobrze działa. Baza świetnie się rozprowadza, delikatnie podbija kolor cieni, nie wysusza powieki, no i co najważniejsze, utrzymuje makijaż oka w miejscu. Cienie się nie rolują, nie znikają z oczu, więc jak za tak niską cenę (ok. 10 zł) dostajemy naprawdę fajny produkt. Wiem, że za jakiś czas pewnie wrócę do mojego bazowego ulubieńca, jednak póki co cieszę się tym tanim a dobrym zamiennikiem.


-PALMOLIVE - Żel pod prysznic.
Już nie raz Wam wspominałam, że jak od żeli do mycia ciała nie wymagam za wiele.  Mają myć, dobrze się pienić, nie wysuszać skóry no i przyjemnie pachnieć. Też żel trafił do moich ulubieńców ze względu na zapach który jest maga relaksujący. Zawarte w nim olejki lawendowe, Yalng Ylang oraz kardamon powodują, że kąpiel z dodatkiem tego żelu nie tylko mnie odpręża, ale także pomaga mi pozbyć się stresu i zmęczenia po całym dniu w pracy. Dodatkowym plusem tego kosmetyku jest wydajność, niska cena oraz to, że bez problemu dostaniemy go prawie w każdej drogerii. Dla mnie jest jeden z lepszych żeli drogeryjnych, który stosuję od kilkunastu lat non stop.


- YVES SAINT LAURENT - Cinema.
Perfumy to coś co uwielbiam. Moja kolekcja jest dość spora. Nic na to nie poradzę, że lubię otaczać się pięknymi zapachami i testować nowości. Oczywiście są zapachy które mi się podobają i takie które wiem, że zostaną ze mną już na zawsze (aktualnie moja top lista ulubionych zapachów składa się z 4 pozycji). Perfumy Cinema od YSL właśnie do tej kategorii się zaliczają. Pokochałam je od pierwszego powąchania. W miesiącach jesiennych i zimowych, używam ich zarówno na dzień jak i na wieczór. Wiosną i latem natomiast sięgam po nie zwykle wieczorową porą. Jest to zapach słodki, orientalno - kwiatowy, elegancki. Pasujący bardziej do kobiety starszej niż nastolatki. Na jego niepowtarzalny zapach składają się miedzy innymi: kwiat migdałowca, klementynka, francuska wanilia, cyklamen, piwonia, jaśmin, bursztyn oraz białe piżmo. Dla mnie są to perfumy, które idealnie do mnie pasują, i które po prostu uwielbiam.



*****

I to tyle jeśli chodzi o moich ostatnich ulubieńców kosmetycznych.
Dajcie znać czy miałyście okazję używać któryś z nich. Chętnie zapoznam się z Waszą opinią na ich temat.

Pozdrawiam.
:)

sobota, 18 maja 2019

Instagram

Witajcie!
Pogoda ostatnio nam się trochę popsuła. Co prawda nie pada, jednak na dworze jest szaro, buro i ponuro. Mam jednak nadzieję, że to tylko chwilowe załamanie pogody, i niebawem wrócą do nas piękne, słoneczne dni. Póki co trzeba czekać, i liczyć na to, że słońce niedługo sobie o nas przypomni. A w taką pogodę jedyne o czym marzę, to kubek gorącej herbaty, koc i dobra książka. Tak więc dzisiaj post na szybko, czyli przegląd zdjęć z mojego Instagrama. Mi tych kilka wiosennych fotek przypomniało, że pochmurna aura nie może trwać wiecznie... Tak więc miłego oglądania, a jeśli i u Was pogoda nie dopisuje, to głowa do góry, przecież świat jest piękny nawet wtedy kiedy za oknem jest szaro. W końcu pozytywne myślenie to podstawa i klucz do szczęścia każdego z nas.


Co jakiś czas fundujemy sobie z moim facetem taką małą randkę. 
Jest to czas tylko dla nas, kiedy to możemy sobie w spokoju porozmawiać, i przy okazji coś pysznego zjeść.


A po dobrym jedzeniu, czas na dobry deser. Tym razem zdecydowałam się na krem brulée.
Był naprawdę pyszny!


Wiosna w pełni!


A jak wiosna to i czytanie książek w parku.
Ta pozycja okazała się mega wciągająca.
Niebawem więcej o niej na blogu.


Londyn o tej porze roku, jak i o każdej zresztą, wygląda cudnie.


 Uwielbiam oglądać, a także fotografować, angielskie domy.
Jak dla mnie mają one swój niepowtarzalny urok.


Londyńskie butiki także poczuły już wiosnę.


Maseczki to coś, co lubię sobie fundować, zwłaszcza w weekend.
Tym razem skusiłam się na te od Garnier. Super działają i sobą przystępne cenowo. Polecam!


Parki nam się ładnie zazieleniły na wiosnę.


Drzemka, zawsze i o każdej porze! Zwłaszcza w dzień, bo w nocy mam w domu przemarsz wojsk przez moje łóżko w wykonaniu jednego kota...


Kolejna urocza angielska rezydencja.


****

Jeśli jeszcze nie znacie mojego Instagrama to serdecznie Was zapraszam na mój profil.

Pozdrawiam.
:)

sobota, 11 maja 2019

Kartka z kalendarza

Witajcie!
Od pewnego czasu chodzi za mną myśl, aby stworzyć serię postów dotyczącą mojego życia w Londynie. 
Taka mała opowieść o tym mieście, ludziach, wydarzeniach czy też zabawnych sytuacjach. 
Londyn to miasto które cały czas tętni życie, i chyba nigdy nie zasypia. Każdy dzień przynosi coś nowego. Czasem są to zabawne sytuację, czasem troszkę mniej, ale jedno jest pewne, zawsze w tym mieście coś się dzieje. Nie wiem czy tego typu posty Was zainteresują, jednak dla mnie będą one swoistym pamiętnikiem, więc myślę, że co jakiś czas tego typu wpisy będą się tutaj pojawiać.

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami moimi spostrzeżeniami na temat londyńskiego metra i podróżowania nim. Oczywiście od razu zaznaczam, że nie będzie tutaj typowych informacji na temat ilości linii, stacji itp. Będzie tu natomiast szereg moich doświadczeń i zdarzeń jakie na co dzień spotykam, podróżując tym środkiem transportu.



Codziennie około 3 miliony ludzi podróżuje Londyńskim metrem. To prawda, ta ilość może przyprawić o ból głowy. Zwłaszcza kiedy to w godzinach szczytu zaczyna się przepychanie i wyścig, aby jak najszybciej zająć wolne miejsce. Tutaj kto pierwszy ten lepszy. I powiem Wam, że w tym wyścigu prym wiodą młodzi faceci, którzy jak już zajmą wolne miejsce, to od razu wsadzają nos w książkę, lub też zamykają oczy, tylko po to, aby nie widzieć starszych ludzi, którym de facto powinno się ustąpić miejsca. Tak, to niestety prawda, wyścig szczurów w tym mieście zaczyna się już na poziomie komunikacji miejskiej. Byłam jednak kilka razy świadkiem, jak młoda kobieta w ciąży, czy też starsza pani, podeszła i grzecznie poprosiła, aby młody i zdrowy jegomość ustąpił jej miejsca. Przecież normalne jest, że starsza kobieta o lasce, nie będzie się przepychać miedzy innymi pasażerami, tudzież okładać ich po głowie laską, tylko po to, aby jak najszybciej zając wolne miejsce! Mówię wam, mina komunikacyjnych szczurów, którzy  tak bardzo polowali na wolne miejsce, była bezcenna kiedy to musieli wstać i resztę drogi spędzić na stojąco.




Osobiście bardzo lubię podróżować metrem. Zwykle ten czas przeznaczam na czytanie moich ulubionych książek, czy też słuchanie muzyki i obserwowanie pasażerów. Nierzadko wtedy jestem świadkiem przezabawnych sytuacji, które nieraz wywołują uśmiech na mojej twarzy. Są  jednak też takie sytuacje, kiedy to wkurzenie na te rodzaju komunikacji sięga u mnie zenitu. Pierwszą z nich są bez wątpienia awarie metra, które notabene zdarzają się dość często. Tak zwane "padanie świateł" na liniach jest notoryczne. Najczęściej wtedy linia jest zawieszana do momentu, kiedy to awaria zostanie naprawiona. Zwykle wtedy mamy dwa wyjścia: czekać w  wagonie aż wszystko wróci do normy (czasem jest to długie czekanie, wierzcie mi), lub tez wysiąść i poszukać innej alternatywy. Gorzej jeśli pociąg zatrzyma się w tunelu, wtedy o wysiadaniu generalnie mowy nie ma, chociaż i tutaj zdarzają się wyjątki. Zwykle kiedy na danej linii dojdzie do wypadku czy też poważnej awarii, prąd jest natychmiast wyłączany. Wtedy też pociągi zatrzymują się automatycznie, bez względy na to, czy pociąg znajduje na stacji metra czy też w tunelu. Mnie taka taka sytuacja raz spotkała, i to wtedy, kiedy jechałam do szpitala na umówione spotkanie z lekarzem. No bo oczywiście, takie sytuacje mają miejsce wtedy, kiedy to najbardziej nam się spieszymy. Jednak ja, optymistka z natury, byłam pełna wiary, że to tylko chwilowa awaria i zaraz pociąg ruszy w dalszą drogę. Nawet to, że światła zgasły w wagonach i zapaliły się te awaryjne, nie spowodowało u mnie większej paniki. No przecież nie może być aż tak źle! W końcu za pechowca się nie uważałam. Niestety po kilku minutach maszynista ogłosił, że nie ma raczej większych szans na to, abyśmy w najbliższym czasie ruszyli. Ja oczywiście lekka panika, no bo spotkanie z lekarzem, zegar tyka a ja w szczerej dupie, uwieziona w tunelu z którego ani wyjść ani zadzwonić. Pocieszeniem dla mnie było tylko to, że nie mam dodatkowo klaustrofobii!  Po kolejnych minutach spędzonych w dusznym wagonie (sytuacja miała miejsce latem, co jeszcze bardziej potęgowało duchotę), straciłam wiarę na to, że na czas dotrę do szpitala. I wtedy stał się cud! No powiedzmy :) Otóż maszynista ogłosił, że zostaniemy ewakuowani z pociągu. Dla tych którzy nie wiedzą, w pierwszym wagonie, na przodzie znajdują się drzwi, które umożliwiają wyjście maszyniście czy też pasażerom, bezpośrednio na tory. Hura! Jestem uratowana! Jednak zaraz mój dobry humor został zmącony tym, że jak to, że ja będę szła przez jakiś ciemny tunel, gdzie pewnie szczury i myszy będę mi przelatywać między nogami!! Jednak na rozmyślanie nad całą tą sytuacją nie miałam za wiele czasu, gdyż nagle pojawił się maszynista, który rozpoczął ewakuację. Tak więc odmowa wyjścia raczej nie wchodziła w grę. Uczepiona ramienia mojego chłopaka ( dobrze, że był ze mną) wyszłam w ciemny tunel i podążyłam za światełkiem w tunelu. Normalnie śmierć kliniczna ja jawie :). Na szczęście peron kolejnej stacji, (tudzież to światełko które było widać), nie znajdował się daleko, i tak po kilku minutach dotarliśmy cali i zdrowi do kolejnej stacji. Cała przygoda skończyła się tak, że lekko spóźniona dotarłam do szpitala i moja konsultacja z lekarzem odbyła się.  A wszystko to zostało okraszone tylko lekkim spóźnieniem, gdyż ja, nauczona doświadczeniem, zawsze na ważne spotkanie wychodzę z domu wcześniej, aby mieć pewność, że dotrę na czas. Jednak jak to zwykle w życiu bywa, nie da się wszystkiego przewidzieć.
 ****

Mam nadzieję, że ten cykl wpisów przypadnie Wam do gustu. 
W kolejnym przestawię Wam zachowania pasażerów londyńskiego metra, które czasem mnie wkurzają, a czasem powodują na moich ustach uśmiech. 

Posdawim 
:)

niedziela, 5 maja 2019

Kwietniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
W maju Glossybox przygotował dla nas dwie wersje pudełeczka: owocową i kwiatową. W moje ręce trafiła ta druga wersja, co mi osobiście bardzo odpowiada, bo ja zapachy kwiatowe w kosmetykach bardzo lubię. Zwłaszcza wiosną. Pudełeczko także bardzo ładne, z kwiatowym designem, przypomina nam, że mamy już wiosnę, mimo iż pogoda za oknem nie zawsze na to wskazuje. Jednak nie ma sensu narzekać, gdyż jestem pewna, że jeszcze trochę i będziemy mogli cieszyć się piękną pogodą i słońcem na niebie.




Jeśli natomiast chodzi o zawartość  tego kwiatowego pudełeczko, to muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo mile zaskoczona. Zresztą zobaczcie sami i oceńcie.


-SOAPER DUPER - Balsam do ciała.
Pielęgnacja to coś, co naprawdę lubię znajdować w pudełkach Glossybox. Tym razem w moje ręce trafił balsam o odświeżającym, cytrynowy zapachu (będzie idealny na lato). Jego konsystencja jest lekka przez co produkt szybko się wchłania. Jego skład także jest godny uwagi, gdyż aż 98% to składniki naturalne, beż żadnych SLS, olejów mineralnych czy też parabenów. Producent zaleca aby produkt stosować na wilgotne ciało. Pierwszy raz słyszę aby tak stosować balsam do ciała, jednak spróbuję. Jak dotąd tylko oliwkę tak stosowałam, ta metoda się u mnie sprawdziła, więc być może z balsamem będzie tak samo.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £7.50

- ORGINAL SOURCE - Żel pod prysznic.
Uwielbiam żele tej marki. Moim wielkim ulubieńcem, którego używam zresztą od lat, jest żel o zapachu mięty i drzewa herbacianego. Jest to mój ulubiony żel do mycia ciała, po który sięgam zwykle latem, gdyż daje niesamowite orzeźwianie. Tak naprawdę, wszystkie żele z tej firmy które miałam okazję używać, bardzo mi odpowiadały. Myślę więc, że i w przypadku tego, będzie tak samo. Jego zapach to połączenie maliny i wody różanej, które daje bardzo przyjemny i delikatny aromat. Żel podobno ma nawilżać naszą skórę, w co ja jakoś nie bardzo wierzę, ale też nie wymagam tego od żelu bo mycia ciała. Ważne żeby nie wysuszał.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £2.30

- PALMERS - Maska do włosów.
Ten produkt znalazł się w pudełeczku jako mały bonus. Fajnie, że zespół Glossybox'a, od czasu do czasu, rozpieszcza nas w ten sposób. Maska w swoim składzie zawiera: olej arganowy oraz nasiona chia. A jej zadanie to: odżywienie, nawilżenie or odbudowa naszych włosów.
Produkt mini (30ml) o wartości £1.99


- DR- BOTANICALS - Maska do twarzy na noc.
Maski do twarzy na noc uwielbiam.Głównie za ich działanie i to, że można je stosować zamiast kremu na noc. Maska zawiera ekstrakt z granatu który ma nawilżyć, odświeżyć a także odżywić naszą cerę. 
Produkt mini (30ml) o wartości £14


- JEANNE ARTHES - Perfumy.
Ten produkt to sztos jeśli chodzi o zawartość tego pudełeczka. Wiadomo, że perfumy zawsze cieszą, a już najbardziej te, których zapach przypadnie nam do gustu. W tym przypadku właśnie tak jest. Zapach jest w moim stylu, delikatny, świeży, ale mający w sobie także trochę drapieżności. Myślę, że będzie to idealna kompozycją na wiosnę i lato. Perfumy są kwiatowe, a ich nuty zapachowe to: płatki róż, drewno cedrowe, lilia, frezja oraz bursztyn. Jak dla mnie, jest to zapach bardzo podobny to perfum Chloé - Chloé. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £20.99


- DR- PAWPAW - Balsam do ust.
Pamietam, że już kiedyś produkt tej firmy był w jednym z Glossybox'ów. Wtedy trafiła mi się wersja oryginalna (żółta). Pamiętam, że dobrze się on u mnie sprawdził, tak wiec nie mam nic przeciwko, że kolejny kosmetyk z tej serii znalazł się w pudełeczku. Tym razem mam wersję różową, która nie tylko nawilża i odżywia nasze usta, ale także nadaje im różowy kolor. Produkt może być także stosowany na policzki jako róż, jednak ja myślę, że będę go używać głównie jako balsam do ust.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £6.95


****

I co sądzicie o tej zawartości??
Mi ona bardzo przypadła do gustu. Uważam, że jest to jedno z lepszych pudełek jakie ostatnio wyszły. Wszystkie kosmetyki idealnie wpasowują się w mój gust, i wszystkie z chęcią przetestuję.

Pozdrawiam.
:)

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Ważność kosmetyków.

Witajcie.
Zakupy kosmetyczne to dla wielu z nas wielka przyjemność. Kupujemy dużo, często za dużo. Gromadzimy wszystko w domu, magazynujemy, powiększamy tą nasz małą kolekcję kosmetyków, a przecież one także mają swoją datę ważności. Nie jest tak, że kupimy, położymy i kiedyś jak nam się przypomni o danym kosmetyki to zaczniemy go używać. Oczywiście najlepiej byłoby zużywać wszystko na bieżąco, i kupować nowy kosmetyk dopiero wtedy, kiedy poprzedni zużyliśmy do cna. Ale wiadomo jak to zwykle jest. Promocje kuszą, a niepotrzebne kosmetyki jakoś tak same wpadają do naszego koszyka. 
Ostatnio napisałam dwa posty o tym jak wydawać mniej na kosmetyki. Jeśli ich jeszcze nie czytaliście, to serdecznie zapraszam Was tutaj i tutaj.

Dzisiaj natomiast chciałabym się skupić na tym, jak długo danego kosmetyki możemy używać. 
Przecież wszyto ma swoją przydatności. Nawet kosmetyki.




Na początek kilka podstaw:

  • Fabrycznie zamknięte kosmetyki są zwykle ważne 3 lata od daty produkcji.
  • Producenci zwykle informują, ile miesięcy można używać otwarty kosmetyk, umieszczając na jego opakowaniu rysunek słoiczka z odpowiednią cyfrą. 
  • Najszybciej psują się kosmetyki które zawierają duże ilości wody czyli: kremy, balsamy a także wszystkie inne płynne kosmetyki.
  • Kosmetyki w kamieniu czy też prasowane zwykle mają dłuższy termin przydatności.  
  • Dobrze przechowywane kosmetyki posłużą nam dłużej. Światło słoneczne, wilgoć, czy sąsiedztwo ciepłych kaloryferów zdecydowanie im nie służy.
  • Aby przedłużyć ważność kosmetyków należy nakładać je tylko czystymi palcami, lub też zakupić specjalne szpatułki (tyczy się to głównie kremów do twarzy), i pamiętać aby po ich użyciu szczelnie zamykać opakowania. 
  • Jeśli to możliwe wybierajmy kosmetyki w których bezpośredni kontakt z dłońmi jest ograniczony. Mam tu na myśli wszelkie produkty w tubkach, w sprayu lub też z pompką. Ich używanie jest znacznie bardziej higieniczne, a powietrze czy też inne zanieczyszczenia nie mogą tak łatwo przeniknąć w głąb kosmetyku.
  • Aby przedłużyć ważność tuszu do rzęs, wkładajmy szczoteczkę do pojemnika tylko tyle razy ile jest to naprawdę potrzebne.Tym oto sposobem unikniemy niepotrzebnego wtłaczania powietrza do środka, które nie tylko psuje kosmetyk, ale także go wysusza.
  • Zakupy kosmetyczne należy robić tylko w sprawdzonych miejscach, a przed ich zakupem upewnić się, że nadal są szczelnie oraz fabrycznie zamknięte.



Skoro podstawy mamy już pokrótce omówione czas przejść do konkretów.

Ważność kosmetyków: 

  •    Tusz do rzęs, eyeliner: od 3 do 6 miesięcy.
  • Podkład pod makijaż: od 6 miesięcy do 2 lat.
  • Pomadka, błyszczyk, konturówka do ust: od 8 miesięcy do 2 lat.
  • Produkty w kamieniu: cienie, pudry, róże: od 1 roku do 3 lat.
  • Puder w kamieniu: do 3 lat.
  • Lakier do paznokci: od 1 roku do 2 lat.
  • Kredka do oczu: od 6 miesięcy do 1 roku.
  • Krem z filtrem: od 6 do 12 miesięcy. 
  • Krem do ciała oraz twarzy: od 1 roku do 2 lat.
  • Perfumy: od 1 roku do 3 lat.

 Oczywiście może zdarzyć się i tak, że dany kosmetyk poprzez złe przechowywanie straci swoją ważność wcześniej. Kiedy tylko zaobserwujemy, że nasz kosmetyk zmienił kolor, barwę lub też nieprzyjemnie pachnie, bezzwłocznie należy się go pozbyć. Nawet wtedy, kiedy jego data przydatności jest ciągle ważna. A co z kosmetykami których data już minęła, a nadal są dobre i nie wykazują żadnych niepokojących objawów? Tutaj każdy z nas musi sam podjąć decyzję, czy nada używać takiego kosmetyku, czy też się już z nim pożegnać.


  ***

Mam nadzieję, że post Wam się spodobał. Myślę, że co jakiś czas będę się z Wami dzielić takim poradami.

Pozdrawiam
:)


czwartek, 25 kwietnia 2019

Marcowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
 Dzisiaj zapraszam Was na przegląd kosmetyków z marcowego pudełeczka Glossybox'a.
Jeśli jesteście ciekawi co trafiło w moje ręce w poprzedni miesiącu yo serdecznie zachęcam do czytania.


- ESSENCE - Matujący spray utrwalający makijaż
Kosmetyki Essence lubię gdyż są tanie i dość dobre. Miałam już kilka ich produktów z kolorówki i wszystkie dobrze się u mnie sprawdziły. Myślę, że z tym sprayem będzie podobnie. Ja po tego typu produkty raczej rzadko sięgam. Zwykle stawiam na bazy pod makijaż, których głównym zadaniem jest utrwalenie make-upu. Moja cera też zbytnio się nie przetłuszcza więc nie muszę jej dodatkowo matowić. Puder sypki mi w zupełności wystarcza. Jednak nie mówię nie temu produktowi, gdyż myślę, że latem kiedy  na dworze zapanują upały, mojej cerze przyda się dodatkowe zmatowienie.
Producent obiecuje, że spray jest wyjątkowo lekki, nie klei się, a także nie posiada w swoim składzie olejów. Można go używać pod makijaż (wtedy działa matująco), lub też na makijaż (wtedy działa utrwalająco).
Produkt pełnowymiarowy o wartości : £3


- RUBI - Balsam do ust
Balsam w swoim składzie zawiera miętę pieprzową oraz pieprz turecki których zadaniem jest uwydatnienie ich oraz nadanie im lekkiego powiększenia. Ja powiem Wam, że nie bardzo wierzę w tego typu zapewnienia. Jednak nie zmienia to faktu, że na pewno będę go używać. Balsam dobrze nawilża, oraz chroni nasze usta przed wysuszeniem.  Mięta i pieprz które znajdują się w składzie dają efekt lekkiego mrowienia. Nie jest to może najprzyjemniejsze odczucie, jednak mi ono nie przeszkadza.
Dodatkowo balsam pachnie ładnie miętą.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £9.


- BELLAPIERRE - Pomadka do ust
Pomadki matowe to ostatnio moi wielcy ulubieńcy jeśli chodzi o makijaż ust. Jednak co z tego, skoro kolor tej matowej pomadki raczej nie jest w moim guście. Niby nie jest on zły, taki nudziak wpadający w brąz. Jednak ja nie czuję się za dobrze w tego typu kolorach. Tak więc szkoda, że inny kolor nie trafił w moje ręce. Bo ogólnie rzecz biorąc pomadka naprawdę jest świetna. Super trwała, komfortowa w noszeniu, aplikator duży, no naprawdę wszystko w tej pomadce jest na tak, prócz koloru. Nie wiem może z czasem się do niego przekonam, a jak nie, to najwyższej komuś ją podaruję.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £20.


- LARITZY COSMETICS - Rozświetlacz
Z tego kosmetyku natomiast jestem bardzo zadowolona. I mimo iż jest to rozświetacz w kremie, a ja za taką formą niespecjalnie przepadam, to muszę stwierdzić, że ten kosmetyk naprawdę jest godny uwagi. Jego odcień to taka brzoskwinka delikatnie wpadająca w róż. Kosmetyk nie tylko daje ładny połysk, ale także nadaje naszym policzkom delikatny kolor. Jak dla mnie jest to kosmetyk typu dwa w jednym. Takie połączenie różu i rozświetlacza.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £15.30.


- THE BODY SHOP - Masło do ciała
Uwielbiam produkty z The Body Shop. Zwłaszcza te do pielęgnacji ciała. Tak więc ten kosmetyk to strzał w dziesiątkę. Jest to co prawda mini masełko, bo ma tylko 50 ml, jednak na wyjazdy będzie jak znalazł. Dodatkowo wersja która mi się trafiła to kokos, co mnie bardzo cieszy, gdyż ja bardzo lubię ten zapach w kosmetykach.
50ml kosztuje £6.


I to tyle jeśli chodzi o zawartość marcowego pudełeczka. Ogólnie patrząc na tą zawartość, nie jest źle. Co prawda nie ma wielkiego WOW!. Jednak wszystkie kosmetyki na pewno z chęcią użyję. Szkoda tylko, że kolor pomadki nie trafił mi się inny. Wtedy byłoby już idealnie. No ale jak to się mówi, nie można mieć w życiu wszystkiego.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??
Pozdrawiam
;)

czwartek, 18 kwietnia 2019

Ulubieńcy Książkowi

Witajcie!
Wiosna zbliża się coraz większymi krokami, co mnie osobiście bardzo cieszy. Więcej słońca, dni coraz dłuższe, cieplej. Człowiek od razu ma więcej energii do życia i działania. Ja wiosnę lubię jeszcze z jednego powodu. Uwielbiam obserwować jak przyroda budzi się do życia, drzewa zaczynają kwitnąć a trawa nieśmiało zaczyna się zielenić. Lubię wtedy przysiąść sobie w parku na ławce i obserwować ten zmieniający się świat wokół mnie. Jeszcze jak pod ręką mam kubek gorącej kawy i jakąś dobrą książkę to mogę powiedzieć, że czuje się jak w raju. Nic tak mnie nie odpręża jak dobra kawa, powieść oraz ciepłe promienie słońca na mojej twarzy. A jeśli i Wy lubicie czytać, to mam dla Was kilka propozycji książkowych które ostatnio bardzo przypadły mi do gustu. Być może i Wam spodobają się one na tyle, że postanowicie po którąś z nich sięgnąć.



"Ogród Zuzanny" - Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska

  Urzekająca opowieść o uczuciach przekazywanych za pomocą sekretnego języka kwiatów Zuzanna i Adam poznali i pokochali się na studiach, jednak nie dane było im być razem. Adam wyjechał na studia za granicę, po jakimś czasie ożenił się i przejął zarząd nad majątkiem teściów. Zuzanna zaś rzuciła studia, krótko była mężatką, a od lat samotnie wychowuje dziecko. Jednak los jest przewrotny i – po trzynastu latach – spotykają się na nowo. Adam zamawia projekt ogrodu, którym zajmować się ma właśnie Zuzanna. Kobieta postanawia przekazać mu wiadomość ukrytą w roślinach. W końcu nie od dziś fascynuje ją wiktoriański język kwiatów, często „pisze“ w ten sposób wiadomości do swoich bliskich. Czy Adam zdoła zrozumieć ukryte przesłanie? Ogród Zuzanny to powieść o szczególnej atmosferze, z wyrazistymi, interesującymi bohaterami (także tymi drugoplanowymi, na dwóch czy czterech… łapach), pełna ciepła i humoru. 

Muszę stwierdzić, że nasi polscy pisarze rosną w siłę. Coraz więcej na naszym polskim rynku czytelniczym, pojawia się pisarzy, którzy naprawdę mają świetne pióro, i którzy w sposób interesujący, jak i zabawny potrafią tak skonstruować fabułę, że ciężko nam się oderwać od powieści. Ta książka właśnie do takich należy. I mimo iż jest to powieść obyczajowa, to muszę stwierdzić, że perypetie bohaterów są tak ciekawe, że ma się ochotę tę książkę czytać i czytać. Powieść jest okraszona także sporą dawką humory, co czyni ją jeszcze bardziej urokliwą, a historia trzypokoleniowej rodziny pokazana na łamach tej książki pokazuje, że w życiu zawsze najważniejsza jest miłość i szczęście.
Serdecznie polecam!


"Będzie bolało" - Adam Kay

Witaj w świecie 97-godzinnych tygodni pracy. W świecie decyzji o życiu i śmierci. W świecie nieustannego tsunami płynów ustrojowych. W świecie, w którym zarabiasz dziennie mniej niż szpitalny parkometr. Pożegnaj się z przyjaciółmi i bliskimi związkami… Witaj w świecie lekarza stażysty.
Spisana potajemnie po niekończących się dyżurach, bezsennych nocach i pracujących weekendach książka komika i byłego stażysty Adama Kaya to dotkliwie szczery opis czasu, który spędził na linii frontu brytyjskiej służby zdrowia. Na zmianę zabawne, przerażające i wzruszające zapiski omawiają wszystko, co chcieliście wiedzieć – i sporo rzeczy, o których wolelibyście nie wiedzieć – o życiu lekarzy na oddziale i poza nim. Uwaga, lektura może pozostawić blizny.

Ta książką to wielki hit jeśli chodzi brytyjski rynek wydawniczy. Ostatnimi czasy jest to chyba też najczęściej czyta książka w londyńskim metrze. Co rusz widzą kogoś zaczytującego się w niej. I w sumie to nie ma co się dziwić, gdyż jest ona naprawdę świetna. Dla mnie czytanie tej książki było tym bardziej interesujące, gdyż mieszkając od kilkudziesięciu lat w UK, kilka razy miałam już do czynienia z tutejszą służbą zdrowia. Książka nie tylko ukazuje prawdę na temat pracy lekarza, a także pokazuje od podszewki, jak działa  służba zdrowia w Wielkiej Brytanii. Mimo iż momentami lektura tej książki była dość bolesna, to muszę też zaznaczyć, że śmiechu podczas jej czytania także było dużo. Tak więc jeśli lubcie medyczne klimaty to ta książka na pewno  przypadnie Wam do gustu. Dodam jeszcze, że ta pozycja została książką roku 2018 w kategorii autobiografia, biografia i wspomnienia.



"Dziennik mojego zniknięcia " - Camilla Grebe

Mroczna i niezwykle emocjonująca opowieść o powtarzanych raz po raz kłamstwach, w które z czasem decydujemy się wierzyć. Brutalne morderstwo w małej sörmlandzkiej wsi Ormberg doprowadza do spotkania trzech osób: Malin, młodej policjantki, która starannie zaplanowała swoje życie, Hanne, psycholog sądowej, której egzystencji grozi załamanie, i Jake’a – chłopca, który nosi w sobie niewypowiedzianą tajemnicę.
Pościg za zabójcą jest nie tylko niebezpieczny, ale także zmienia losy całej trójki. Prawda zaś jak zwykle ma wysoką cenę. Książka została uhonorowana Szklanym Kluczem, nagrodą przyznawaną co roku pisarzowi z kraju nordyckiego za najlepszą powieść kryminalną. 


Kryminały to jeden z moich ulubionych gatunków książkowych. A już te napisane przez skandynawskich pisarzy, uchodzą w moim mniemaniu, za najlepsze z tego gatunku. Przeczytałam już ich kilkanaście, i za każdym razem byłam nimi zachwycona. Książka "Dziennik mojego zniknięcia" została uznana za najlepszą książkę roku 2017 według Szwedzkiej Akademii Kryminału. Nie dziwi mnie to, gdyż jest to naprawdę dobry kryminał, w którym wszystko świetnie jest przemyślane, akcja toczy się wartko, a zakończenie jest mega zaskakujące. Tak więc jeśli lubicie skandynawskie klimaty, oraz powieści trzymające w napięciu to koniecznie sięgnijcie po tą książkę. Gwarantuję, że ciężko będzie się Wam od niej oderwać.



 "Bóg nigdy nie mruga" - Regina Brett

Pięćdziesiąt wskazówek. Pięćdziesiąt lekcji, w których autorka przeplata własne przeżycia z doświadczeniami ludzi spotkanych na swojej krętej drodze; przywołuje ważne dla siebie postaci, znaczące książki i filmy, inspirujące modlitwy i wypisy z lektur; przypomina o sile psalmów i prostych sentencji. Felietony Reginy Brett docenili i pokochali czytelnicy na całym świecie. Przyklejano je na lodówkach, rozsyłano w e-mailach do bliskich. Tematy lekcji, których udzieliło autorce życie, cytowano na tysiącach blogów i przedrukowywano w gazetach. Ta  książka, stanie się bliska każdemu, kto kiedykolwiek znalazł się na życiowym zakręcie oraz wszystkim szukającym inspiracji. Niech każda z pięćdziesięciu lekcji będzie manifestem – jak bohaterka jednego z esejów, pewna sportowa czapka z prostym hasłem: „Życie jest dobre”. Bo takie jest. Naprawdę.

Ta książka jest już pewnie dobrze Wam znana. Pamiętam jak swego czasu, był wielki bum na nią. Ponieważ zwykle staram się wiedzieć co w trawie piszczy, jeśli chodzi o rynek wydawniczy, skuszona pozytywnymi recenzjami, postanowiłam ją sobie zakupić do mojej domowej biblioteczki. I tym oto sposobem, przeleżała ona u mnie na półce dość długo. Oczywiście nigdy o niej nie zapomniałam. W międzyczasie kupiłam też  kolejne książki tej autorki, jednak nie wiedząc czemu, jakoś ciągle sięgałam po inne powieści, a ta książka, jaki i kolejne z tej serii, czekała na swoją kolej. I tak czekała, czekała, aż się w końcu doczekała. Nie wiem, być może musi przyjść odpowiedni moment, aby sięgnąć po tego typu książki. Tak więc kiedy już ten moment nastał, to przeczytałam ją prawie na jednym wdechu, bo jest to jedna z tych pozycji, które naprawdę dają do myślenia. Pokazuje nam ona, co też tak naprawdę jest w życiu ważne, oraz jakimi wartościami powinniśmy się w nim kierować. Jest to książka która naprawdę potrafi podnieść na duchu i wesprzeć nas w trudnych momentach, których przecież nie brakuje  w żuciu każdego z nas.  Tak więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać tej książki, to czym prędzej po nią sięgnijcie gdyż uważam, że powinna być ona lekturą obowiązkową dla każdego z nas.


I to tyle jeśli chodzi o książki które w ostatnim czasie szczególnie przykuły moją uwagę. Oczywiście w międzyczasie czytałam tez inne powieści, jednak nie wywarły ona na mnie już takiego wrażenia jak te opisane powyżej.


A Wy co czytacie aktualnie??
Dajcie znać, być może i Wasze propozycje mnie zainspirują.

Pozdrawiam
;)