piątek, 20 lipca 2018

Czerwcowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Dzisiaj zapraszam Was na  post typowo kosmetyczny, czyli odsłonę pudełeczka Glossybox'a. Jeśli ciekawi Was co znalazło się w czerwcowej edycji tego box'a to zapraszam do lektury.


 - GATINEAU - Ujędrniający żel do skóry szyi i dekoltu
Bardzo częstym błędem popełnianym w pielęgnacji jest to, że często zapominamy o dbaniu o skórę szyi.
Zwykle ograniczamy się do nakładania kremu na twarz, balsamu na ciało, a reszta idzie w zapomnienie. Powiem Wam, że i mi kilka razy zdarzyło się zakończyć swoją poranną czy też wieczorną pielęgnacje na linii żuchwy. Obecnie staram się już tego błędu nie popełniać, i z taką samą troską jak o skórę twarzy, dbać o szyję oraz dekolt. Nie wiem, czy wiecie, ale to właśnie na szyi widać najbardziej upływ czasu. Dzieję się tak między innymi  dlatego, że często traktujemy naszą szyję po macoszemu.
Tak więc pamiętajcie, aby w codziennej pielęgnacji, nie pomijać tego fragmentu naszego ciała.
Obecnie na rynku coraz częściej pojawiają się kosmetyki, przeznaczone stricte do szyi, i właśnie jeden z nich znalazłam w ostatnim pudełeczku Glossybox.
Kosmetyki firma Gatineau do tanich nie należą, więc dużo po nim oczekuję, jednak czy zobaczę efekty, ciężko powiedzieć, gdyż moja szyja czy też dekolt są w dość dobrej kondycji. Żel ma za zadnie wzmocnić naszą skórę, a także ją ujędrnić i delikatnie napiąć.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £49. Tak więc sami widzicie, że są to kosmetyki tej firmy należą do tych z wyższej półki.


- LARITZY - Bronzer w sztyfcie do konturowania
Z tego typu kosmetykami mam zwykle problem, gdyż forma sztyftu nie bardzo mi pasuje. 
Zwykle wolę sięgać po tego typu produkty w kamieniu, gdyż tak łatwiej mi się je po prostu  nakłada. A w razie jakiegoś małego potknięcia, łatwiej jest mi też taki kosmetyk rozetrzeć pędzlem. Z kosmetykami w kremie, w moim przypadku jest tak, że zdarza mi się nimi zrobić nieestetyczną plamę na twarzy. I wtedy aby nie zrujnować sobie całego makijażu muszę nieźle się natrudzić, aby uratować swój make-up.Wiem, że kosmetyki w tej formie idealnie sprawdzają się latem, gdyż są znacznie trwalsze, jednak ja, jak nie muszę, to po nie raczej nie sięgam. W tym przypadku na pewno jednak sięgnę po niego tylko po to, żeby poćwiczyć jego nakładanie. W końcu praktyka czyni mistrza. Może wreszcie się przekonam i polubię kremowe kosmetyki do makijażu. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £18.


- NIP+FAB - Glikolowy scrub do twarzy
Tego kosmetyku jestem naprawdę ciekawa. Pewnie dlatego, że zawiera 3% kwasu glikolowego, a także kwas salicylowy.  A jak wiadomo, większość kosmetyków z kwasami naprawdę działa. Scrub ma za zadanie oczyścić, rozjaśnić oraz przywrócić naszej cerze młodzieńczy wygląd. Dodatkowo pięknie pachnie grejpfrutem, co mi osobiście bardzo odpowiada, gdyż ja lubię nuty owocowe w kosmetykach. Powodują one, że od razu nabieram większej ochoty do działania. 
Pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 75ml kosztuje £9.95. W pudełeczku natomiast znalazłam opakowanie o wielkości 50ml.


-MONU - Chłodzący żel po oczy 
Po chłodzące kosmetyki lubię sięgać zwłaszcza latem. Wszelakie lekkie, chłodzące balsamy do ciała, powodują, że po upalnym dniu moje ciało zyskuje trochę orzeźwienia. Jeśli chodzi jednak o chłodzące kremy pod oczy to sięgam po nie przez cały rok. Nic tak rano nie otwiera oka (no może poza kostkami lodu) jak dobry chłodzący kosmetyk pod oczy.  Żel ma za zadanie usuwać wszelkie opuchnięcia, worki pod oczami a także ciemne podkówki, które często pojawiają się po nieprzespanej nocy, oraz dodatkowo ma nawilżyć delikatną skórę wokół oczu. Żel w swoim składzie zawiera arnikę, witaminę C oraz żeń-szeń oraz pozbawiony jest wszelakich parabenów. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £24.95


- NOVEX MYSTIC BLACK - Maska do włosów
Osobiście z włosami nie mam problemów, a moja pielęgnacja ogranicza się do szamponu i różnych odżywek. Po maski oczywiście sięgam, ale nie robię tego regularnie. Latem jednak  moje włosy częściej wystawiane są na słońce, a wiadomo, że promienie UV raczej żadnym włosom  nie służą, tak więc maseczka na pewno mi się przyda. Producent obiecuje, że po jej użyciu włosy będą odżywione, nawilżone oraz lśniące.
Dodatkowym jej plusem jest  także mała pojemność (100g) która  wyjazdy będzie jak znalazł.
Kilogramowe opakowanie tej maseczki kosztuje £19.20. W pudełeczko znalazła się natomiast próbka o pojemności 100g.


Podsumowując, z zawartości jestem bardzo zadowolona, i wszystkie kosmetyki z wielką przyjemnością przetestuje. Jeśli jednak miałabym wybrać topową trójkę, to na pewno byłby to: krem na szyje i dekolt, scrub do twarzy oraz żel pod oczy.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??

środa, 18 lipca 2018

Królowa Elżbieta II Prywatnie i Służbowo

Witajcie!!
Życie królowej Elżbiety II do najłatwiejszych nie należy. Każdy dzień podlega odpowiedniemu harmonogramowi. Odpisywanie na listy, zapoznawanie się z dokumentami rządowymi czy też umówione spotkania to jej codzienność. Chwile wolne od pracy zdarzają się, oczywiście, jednak nie są tak częste jakby królowa sobie życzyła. Wiadomo, urzędowanie na takim stanowisku jest pełne wyrzeczeń i obowiązków.

Do najczęstszych obowiązków Królowej należą spotkanie, przyjęcia czy też tak zwane garden party. Wiadomo, że część z tych obowiązków biorą na siebie pozostali członkowie Windsorów, jednak są spotkania, na których królowa osobiście musi się pojawić.  W ciągu roku przez pałac Buckingham przewija się około 50 tysięcy osób, a na coroczną herbatkę w pałacowych ogrodach zapraszanych jest około 8 tysięcy ludzi. Oczywiście ta ogromna liczba osób nie jest zapraszana na raz. Zwykle tego typu impreza podzielona jest na szereg mniejszych, co znacznie ułatwia jej organizację.Jednak za każdym razem tego typu wydarzenie to wielki sprawdzian dla służby pałacowej.

Królowa Elżbieta II Swoich gości w Londynie najczęściej przyjmuje w w pałacu Buckingham. Stół na 120 osób przy którym odbywają się oficjalne przyjęcia ustawiony jest w kształt podkowy, a przy jego zastawianiu pracuje sztab ludzi. Porcelana, sztućce oraz kryształowe kieliszki muszą lśnić, a wszystko musi być przygotowane perfekcyjnie. Wszystko ustawiane jest pod linijkę, a cała zastawa musi być ustawiona w tej samej odległości od siebie, tyczy się to nawet krzeseł. Zwiedzając pałac Buckingham widziałam to dzieło na własne oczy,  rzeczywiście sala oraz stół robią wielkie wrażenie. 



Pracę lokajów podczas przyjęć synchronizuje sygnalizacja świetlna. Czerwone światło oznacza czekać, żółte przygotować się, a zielone, że można już podawać dania. Menu podczas takich uroczystości jest bardzo wykwintne, a goście usadzani są według specjalnego klucza. Królowa podczas pierwszego dania rozmawia z osobą siedzącą po jej prawej stronie. Podczas drugiego z osobą siedzącą po jej lewej, a podczas deseru z obojgiem.  Zwykle podczas tego typu przyjęć Elżbieta wygłasza przemówienie którego długość nie przekracza 7 minut. Honorowy gość także zabiera głos.

 Jednak becie królową to nie tylko obowiązki. Nawet takiej osobowości zdarzają się dni wolne od pracy, które Elżbieta najczęściej spędza w swoich prywatnych zamkach czyli w Sandringham i Balmoral. Tutaj panuje już nieco swobodniejsza atmosfera. Na co dzień nosi się ubiór sportowy, a główne zajęcia rodziny królewskiej to spacery, polowanie oraz łowienie ryb. Królowa podczas tych wolnych dni z pasją oddaje się swoim zwierzętom teraz głownie koniom i gołębiom. Kiedyś hodowała psy rasy corgi, niestety niedawno ostatni z rodziny jej czworonogów odszedł, co królowa z wiadomych względów bardzo przeżyła, gdyż była wielką miłośniczką tej rasy. Wystąpiła nawet z nimi na okładce gazety.




Tak więc jak widzicie bycie królową wcale łatwe nie jest.
Nakazy, zakazy a także kalendarz wypełniony po brzegi powoduje, że raczej nie każdy w dzisiejszych czasach, chętnie objął by takie stanowisko.


*****

Pozdrawiam
:)


niedziela, 10 czerwca 2018

Ulubieńcy Kosmetyczni

Witajcie!
Dzisiaj zapraszam Was na post którego dawno u  mnie na blogu nie było. Czyli na ulubieńców kosmetycznych. Osobiście jestem wielką miłośniczką kosmetyków, lubię się nimi otaczać jak i ich używać. Niektóre z nich niestety nie zagrzewają u mnie na dłużej miejsca, jedną są i takie do których chętnie wracam, gdyż świetnie się one u mnie sprawdzają. I dzisiaj chciałabym przedstawić wam kilka kosmetyków, do których na pewno kiedyś jeszcze powrócę. Być może i Wam coś z tej listy wpadnie w oko. Tak więc jeśli jesteście ciekawi moich kosmetycznych ulubieńców to zapraszam do dalszej części postu. 



The Body Shop - White Musk Libertine

Zapachy z serii White Musk z The Body Shop należą do moich ulubionych. Moimi wielkim faworytem od lat jest niezmiennie pierwsza wersja zapachu White Musk. Jednak muszę przyznać, że kolejne odsłony także bardzo przypadły mi do gustu.  White Musk Libertine to drzewno - kwiatowo - piżmowy zapach który idealnie nadaje się do noszenia na dzień.  W swoim składzie ma takie nuty jak: piżmo, róża, migdał, biały miód i biała śmietana. Ja posiadam akurat wodę toaletową (perfumy w tej wersji także są dostępne)  i muszę stwierdzić, że wyjątkowo długo utrzymują się one na mnie. Zapach jest delikatnie pudrowy, co ja osobiście bardzo lubię i uważam, że jest on idealny na wiosenno - letnią porę.



Shay & Blue London - Blood Orange

Ten zapach odkryłam totalnie przez przypadek, gdyż tą małą perfumetkę znalazłam w świątecznym kalendarzu adwentowym. Już od pierwszego powąchania wiedziałam, że polubię się z tym zapachem. Perfumy są iście cytrusowe co mi osobiście bardzo odpowiada, gdyż tego typu zapachów bardzo często używam wiosną i latem. Uważam, że takie akcenty owocowe, dają naszemu ciału trochę orzeźwienia w letnie upalne dni, a także powodują, że czujemy się lekko i świeżo. Ciekawostką dla niektórych może być to, że jest to zapach unisex, czyli taki którego mogą używać zarówno kobiety jak i mężczyźni. Dla bardziej zainteresowanych dodam, że w skład tych perfum wchodzą: czerwona pomarańcza, piżmo oraz nuty drzewne oraz bursztyn. Zapach bardzo długo się utrzymuje i mimo iż jest bardzo dobrze wyczuwalny, to przez swą świeżość w ogóle nie jest nachalny i idealnie sprawdzi się jako perfumy dzienne. Ja tak bardzo polubiłam się z nimi, że na pewno zdecyduje się na pełnowymiarowy flakon, gdyż myślę, że ten zapach pozostanie ze mną na długo.



The Body Shop - Virgin Mojito Sorbet 

Ci co czytają mojego bloga od dawna wiedzą, że mam wielką słabość do kosmetyków z The Body Shop.
Zresztą nawet tutaj trzy z nich zostały moimi kosmetycznymi ulubieńcami :).
Sorbet do ciała Virgin Mojito kupiłam z myślą, o cieplejszych dniach. Wiadomo, kiedy na dworze upał, ostanie o czym myślimy to nakładanie na siebie tłustych i ciężko wchłaniających się balsamów. Z tym produktem tego typu problemów na pewno nie będziemy mieli, gdyż sorbet wchłania się błyskawicznie.  Dodatkowo pozostawia na skórze delikatny zapach mięty i limonki, co działa orzeźwiająco na nasze zmysły, a także delikatnie chłodzi nasze ciało. Tak więc jak wspomniałam powyżej jest to idealny kosmetyk na wakacje. Jeśli chodzi o nawilżanie to nie jest ono jakieś spektakularne, jednak jeśli macie skórę normalną, to na pewno to nawilżenie które daje, w zupełności Wam wystarczy. Dużym plusem jest także to, że produkt nie wysusza, co niestety czasami ma miejsce w przypadku bardzo lekkim balsamów do ciała. Jak dla mnie jest to idealny produkt na wakacje.



Garnier - Ultra Lift 

Od kremu na dzień wymagam aby nawilżał, szybko się wchłaniał oraz aby makijaż dobrze się na nim trzymał.
Krem Ultra Lift od Garnier spełnia wszystkie moje wymagania. Dodatkowo ma działanie ujędrniające oraz zwalczające zmarszczki.  Dużym jego plusem jak dla mnie jest także to, że bardzo ładnie pachnie. Mimo iż krem przeznaczony jest dla kobiet 40+ to sprawdza się on u mnie znakomicie. Co prawda moje cera jest w bardzo dobrej kondycji i nie mam problemu z jej jędrnością, nie posiadam też  jakieś znacznej ilości zmarszczek, jednak wychodzę z założenia, że zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć. Jak dla mnie jest to bardzo dobry krem za  przyzwoite pieniądze (jego koszt to ok 23 zł.), a jego piękny zapach sprawia, że jego poranne nakładanie sprawia mi mega przyjemność. Polecam!



The Body Shop - Frosted Plum 

Żele pod prysznic od The Body Shop bardzo lubię, nie tylko za piękne zapachy ale także za to, że świetnie się pienią. Jedyna ich wada to to, że do najtańszych nie należą, a ja z reguły nie lubię wydawać dużo pieniędzy na tego typu kosmetyki. Więc aby móc cieszyć się ich pięknymi zapachami  i tym samym nie przepłacać, zwykle robię sobie ich zapas podczas corocznych wyprzedaży. Tak było i tym razem. Żel o zapachu mrożonej śliwki pochodzi z kolekcji świątecznej, jednak jak dla mnie jego zapach jest taki, że bez problemu można go używać przez cały rok. Jak już wspomniałam powyżej ja od żeli pod prysznic za wiele nie wymagam. Ma się on dobrze pienić, nie wysuszać skóry no i ładnie pachnieć. Też żel spełnia wszystkie te założenia,  a jego zapach przywodzi na myśli luksusowe perfumy



Steve Laurant - Eyeliner

Jak już nie raz Wam wspominałam, czarna kreska to mój must have w codziennym makijażu.
Uważam, że oko podkreślone czarnym eyelinerem nabiera wyrazistości i małej drapieżności. Ja w swoim życiu przetestowałam już wiele eyelinerów, i muszę stwierdzić, że najlepiej sprawdzają się u mnie te w cienkim pisaku.W przypadku tego eyelinera dużym plusem jest także to, że jego końcówka jest dość długa, co pozwala na bardzo precyzyjne narysowanie kreski. Tak więc łatwość w nakładaniu oraz jego trwałość sprawia, że ostatnimi czasy jest to jeden z moich ulubionych eyelinerów. Dodatkowo piękne opakowanie cieszy oko, a wiadomo, że estetyczny wygląd kosmetyków dla wielu z nas także ma znaczenie.



*****

Znacie któryś z tych kosmetyków??
Jeśli tak, to dajcie znać jakie Wy macie wrażenie na ich temat.

Pozdrawiam
:)

sobota, 9 czerwca 2018

Królowa Elżbieta II Prywatnie

Witajcie!!
Pewnie  wielu z Was zastanawia się, jak wygląda życie prywatne królowej Elżbiety II. 
Ja do grona tych ciekawskich też należę i nie raz się nad tym zastanawiałam. Dzisiaj postaram się uchylić rąbka tej tajemnicy, jednak zastrzegam, że całej prawy i tak nie uda mi się ujawnić, gdyż do prywatnych apartamentów królowej, a co za tym idzie do jej prywatnego życia ma dostęp tylko garstka zaufanych ludzi w postaci jej osobistych służących, a do tej roli wybierani są bardzo zaufani ludzie o nieskalanej przeszłości.


Służący, poza utrzymaniem porządków, codziennie zaspokajają najbardziej osobiste potrzeby członków rodziny królewskiej. Wiadomo, że niektórymi przyziemnymi sprawami nie wypada zajmować się królowej. Tak więc jej osobista służba nie tylko zajmuje się jej sprawunkami, ale także oddaje jej bieliznę do prania czy też prasuje jej koszule nocne.
Do prywatnych apartamentów Elżbiety II, które znajdują się  w północnym skrzydle pałacu Buckingham ma dostęp tylko rodzina i najbliżsi przyjaciele. Jednak nawet oni nie mają prawa wpadać z niezapowiedzianą wizytą. Jak nakazuje protokół królewski Elżbieta musi wcześniej wyrazić zgodę na ich odwiedziny lub też wystosować odpowiednie zaproszenie.

Prywatne mieszkanie królowej składa się z 52 pomieszczeń w których skład wchodzą: sypialnie osobne dla królowej i księcia Filipa, garderoba, magazyn strojów, pokój śniadaniowy, jadalnia, salon oraz gabinet do pracy oraz buduar. Reszta pomieszczeń jest przeznaczona dla królewskich gości. Kiedyś znajdowały się też tu pokoje dla dzieci, jednak jak wiadomo, królewscy potomkowie już od dawna mieszkają w swoich własnych posiadłościach. 


Jak wiadomo prywatne skrzydło królowej jest wyjątkowo strzeżone, a o zajrzeniu za próg prywatnych salonów królowej zwykły śmiertelnik może tylko pomarzyć. Nawet pałacowi służący przynoszący śniadanie czy też herbatę zatrzymują się w progu i przekazują tacę osobistej obsłudze królewskiej rodziny. 

A jak wygląda zwykły dzień z życia królowej??  Otóż wygląda tak samo od dziesięcioleci, gdyż jest to tradycja przestrzegana od pokoleń.  Królowa zaczyna swój dzień od filiżanki herbaty o 7.30. Następnie jest czas na poranną toaletę, po której królowa siada do śniadania. Zwykle rodzona królewska obsługiwana jest w totalnej ciszy przez dwunastu służących. Podczas śniadania w tle gra radio nastawione na program informacyjny BBC 4. Obok nakryć leżą gazety, podobno uprzednio prasowane żelazkiem przez bibułkę, by nie brudziły rąk. Fani serialu "Downton Abbey" pewnie pamiętają tą scenę w serialu.  Książkę Filip zwykle sięga po "Daily Telegraph" natomiast królowa czyta "Racing Post" o wyścigach konnych.



Około 10 para królewska jest już zwykle po śniadaniu i udaje się do swoich codziennych zajęć. Ponieważ książę Filip, ze względu na swój wiek, zrezygnował już z części służbowych obowiązków, ten wolny czas przeznacza obecnie na czytanie książek . Królowa natomiast w tym czasie zasiada do biurka aby zapoznać się z korespondencją, na którą odpowiadają zwykle jej osobiści sekretarze czy też damy dworu. Czasami zdarza się jednak, że królowa sama odpisuje na niektóre listy. Oczywiście każde z tych pism, bez względu na to czy zostało napisane przez nią czy też nie, jest osobiście przez nią podpisane. Podpisy składa dwoma wiecznymi piórami. Pisma oficjalne są podpisywane atramentem czarnym, natomiast listy prywatne atramentem zielony.

Około 11 sekretarz wręcza jej obite czerwoną i czarną skórą kasety, do których klucz ma tylko królowa. Zawierają one dokumenty państwowe z Ministerstwa Spraw Zagranicznych i parlamentu. Obowiązek zapoznania się z nimi ciąży na brytyjskim władcy przez cały czas panowania i nie ma tutaj od tego odstępstw.

Po zakończeniu pracy biurowej, Elżbieta zabiera się za wypełnianie oficjalnych obowiązków, czyli między innymi odbywa umówione spotkania, z przerwą na lunch który je zwykle około godziny 13. Po lunchu wraca do swoich obowiązków i zwykle ponownie  pracuje do godziny 17.

O godzinie 17 zasiada natomiast do popołudniowej herbatki tak zwanej 5 o'clock.
Wieczorem, jeśli w jej harmonogramie dnia nie ma oficjalnych wyjść, je kolację zwykle o godzinie 20, a następnie spędza czas w gronie rodzinnym lub też przed telewizorem.


*****

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu, a miłośników rodziny królewskiej niebawem zapraszam na kolejny post.

:)

sobota, 2 czerwca 2018

Ulubieńcy Książkowi

Witajcie!!
Czytanie książek to jedna z tych czynności która naprawdę mnie relaksuje. Pamiętam, że już jako dziecko uwielbiałam zagłębiać się w niesamowite przygody bohaterów książkowych. Z biegiem lat nic w tej kwestii się nie zmieniło, nadal nie wyobrażam sobie dnia bez książki. Uważam jednak, że my, Polacy, i tak za mało czytamy, mimo iż fajnych i ciekawych pozycji na rynku książkowym nie brakuje. Dzisiaj chciałabym polecić Wam kilka pozycji które w ostatnim czasie przeczytałam. Być może któraś z nich na tyle przypadnie Wam do gustu, że postanowicie się na nią skusić.

 

"Kredziarz" - C. J. Tudor


W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.
Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

Kredziarz to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego czytelnika. 

O tej książce naczytałam się tak dużo, że wręcz nie mogłam doczekać się kiedy wpadnie mi ona w ręce. Jak tylko ją dorwałam to z marszu zaczęłam ją czytać. Od pierwszych stron książka niesamowicie mnie wciągnęła. Pewnie było to spowodowane też tym, że ja bardzo lubię czytać powieści z tego gatunku. I mimo iż cała fabuła została świetnie skonstruowana, to muszę przyznać iż pod koniec zaczęłam się domyślać zakończenia. Ciekawe czy było to spowodowane tym, że autorka trochę pogubiła się w opisywanej przez siebie historii, czy też stało się tak dlatego, że ja naprawdę czytam dużo kryminałów. Niniejszym uważam, że książka i tak jest godna przeczytania, i gwarantuję Wam, że ciężko będzie się Wam od niej oderwać. 


"Komisarz" - Paulina Świst

Zuzanna Kadziewicz żyje jak pod kloszem. Kochający ojciec-biznesmen trzyma nad ukochaną jedynaczką parasol finansowy. Zuzanna pracuje jako pedagog z pasji, nie dla chleba. Uwielbia pomagać dzieciom. W jej odrealnionym świecie pewnego dnia pojawia się mężczyzna…
Radosław jest wykształcony, męski, przystojny, dobrze wychowany, zamożny. Potrafi się odnaleźć w teatrze, cierpliwie doradzać w butikach. W dodatku, po pięciu tygodniach znajomości, wyjaśnia się, że jest gentelmanem w łóżku. Prawdziwy ideał.
Niestety, wyśniony mężczyzna okazuje się policjantem. Komisarz Radosław Wyrwa – fachowiec od działań „pod przykrywką”. Zuzanna to dla niego tylko figurantka, zaledwie narzędzie służące do rozpracowania ciemnych interesów ojca. Antoni Kadziewicz, na pozór szanowany biznesmen, w rzeczywistości zwabia z Ukrainy dziewczyny do domów publicznych. Zadłużony, szantażowany przez ukraińskich mafiosów, nie potrafi wydostać się z matni.
Szansą może być współpraca z prokuratorem Łukaszem Zimnickim. „Zimny” przedstawia plan. Kadziewicz w obawie przed dożywociem, godzi się zostać „wtyką” i podejmuje grę na dwa fronty…

Kiedyś, książka polskiego autora to była u mnie rzadkość. Jednak od pewnego czasu się to zmieniło, i coraz częściej sięgam po dzieła z naszego polskiego podwórka. Spowodowane jest to zapewne tym, że coraz więcej młodych, polskich pisarzy łapie za pióra i tworzy naprawdę niezłe dzieła. Ostatnia książka Pauliny Świst na pewno do takich się zalicza. Jeśli lubicie książki sensacyjne, okraszone dawką humoru to ta pozycja jak najbardziej przypadnie Wam do gustu. Dobrze skonstruowana fabuła,  łatwy język oraz ciągła akcja powoduje, że książkę czyta się naprawdę jednym tchem. Polecam i czekam na kolejne dzieła Pauliny Świst. 


"Moralność Pani Piontek" - Magdalena Witkiewicz


Przezabawna, słodko gorzka historia lekarza ginekologa, Augustyna Poniatowskiego, jego upiornej mamuśki, pani Piontek oraz kobiet jego życia.
Gertruda Poniatowska. De domo Piontek. Ekscentryczna kobieta, harpia i pirania, od której chcą trzymać się z daleka ci, których chciałaby mieć blisko, a lgną do niej tacy, przed którymi zamyka drzwi.
Kocha szpilki, drogie tkaniny i kawę w eleganckich filiżankach. A najbardziej swojego syna, nazwanego na cześć króla, Augustynem. Augustyn marzy jednak, by miłość matki nie oplatała go niczym macki. Wyprowadza się do wynajętego mieszkania i omyłkowo zamieszkuje tam z pewną Anulą.
Romuald, mąż Gertrudy pozazdrości synowi. Sprytnie zrobi wszystko, by to Gertruda go porzuciła. Bo przecież takich kobiet jak ona się nie porzuca. . .
W najgorszym życiowym momencie Gertrudy do sąsiedztwa wprowadza się na pozór spokojna rodzina. Rodzice są bardzo zajęci, ale. . . Przecież dom obok, a właściwie za ścianą bliźniaka mieszka Gertruda, urocza starsza pani, którą można przecież czasem zająć się dziećmi. . .
Ciepła, romantyczna komedia pomyłek w najlepszym stylu Magdaleny Witkiewicz, specjalistki od szczęśliwych zakończeń.

Książka ta wpadła w moje ręce totalnie przypadkiem. I tak naprawdę, nie spodziewałam się po niej wiele. Myślałam, że będzie to kolejna pozycja z serii przeczytaj  w wolnej chwili, jak nie masz niczego lepszego pod ręką.  Jednak już od pierwszych stron cała historia tak zaczęła mnie wciągać, że naprawdę ciężko było mi się od niej oderwać. Oczywiście historia zawarta w tej książce, dla niektórych może wyda się banalna i przewidywalna, i taka zapewne trochę jest. Jednak świetnie skonstruowani bohaterowie oraz język pełen humoru sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Jak dla mnie jest to idealna pozycja na wakacje!


*****

A Wy co ciekawego ostatnio przeczytaliście??


poniedziałek, 28 maja 2018

Nowości Zapachowe

Witajcie!!
Dzisiaj zapraszam na post wszystkich tych, którzy szukają nowego zapachu dla siebie.
Może któryś z poniżej przedstawionych nowości na tyle Was zaintryguje, że postanowicie się na nią skusić.

Chloe - Nomade 

Twórcą tych kwiatowo - szyprowych perfum jest Quentin Bish.
Nuty głowy: mirabelka, bergamotka, cytryna i pomarańcza.
Nuty serca: frezja, jaśmin, brzoskwinia i róża.
Nuty bazy: mech dębowy, drzewo bursztynowe, paczula, drzewo sandałowe i białe piżmo.

Cena: 30 ml - 289 zł;   50 ml - 399 zł;   75 ml - 489zł;



*****



Kenzo - World

Tą kwiatowo- owocową kompozycję stworzyli: Francis Kurkdjian oraz Maia Lernout.
Nuty głowy: gruszka i bergamotka.
Nuty serca: kwiat migdałowca, piwonia i róża.
Nuty bazy: korzeń irysa, drzewo sandałowe, wanilia, fiołek i białe piżmo.

Cena:  30 ml - 229 zł;   50 ml - 329 zł;



*****



Marc Jacobs - Daisy Love


Twórcą tych kwiatowo - drzewno - piżmowych perfum jest Alberto Morillas.
Nuta głowy: malina nordycka.
Nuta serca: jastrun.
Nuty bazy: drewno z morza i piżmo kaszmirowe.

Cena: 30 ml - £30;   50 ml - £51;  100 ml - £70;



*****



Issey Miyake - L'eau  D'issey Pure Nectar

Twórcami tych kwiatowych perfum są: Fanny Bal oraz Dominique Ropion.
Nuty głowy: gruszka, miód, bergamotka.
Nuty serca: róża, nuty wodne i piwonia.
Nuty bazy: drewno kaszmirowe, ambra, drzewo sandałowe, białe piżmo i fiołek.

Cena: 30 ml - 229 zł;   50 ml - 359 zł;

*****



Miu Miu - L'Eau Rosee


Twórca tej kwiatowej kompozycji jest Daniela Andrier.
Nuty głowy: liść czarnej porzeczki, bergamotka, cytryna i lima.
Nuty serca: konwalia, brzoskwinia, gruszka, piwonia i róża.
Nuty bazy: drzewo sandałowe, wanilia i białe piżmo.

Cena: 30 ml - 229 zł;    50 ml - 325zł;   100 ml - 435 zł;


*****

 
Pozdrawiam
:)

sobota, 26 maja 2018

Majowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Maj już prawie za nami, tak więc pora podzielić się z Wami kolejną zawartością pudełeczka Glossybox.
Jeśli chcecie zerknąć co też tym razem trafiło w moje ręce to serdecznie zapraszam.


- MARIA NILA - Szampon do włosów.
Produkt tej marki pojawił się  już kiedyś w jednym z pudełeczek. Z tego co pamiętam była to maska do włosów i dość dobrze się ona u mnie sprawdziła. Tym razem w pudełeczku znalazł się szampon. Produkt ma za zadanie zmiękczyć nawilżyć oraz wzmocnić strukturę naszych włosów. Szampon zawiera olej arganowy który zapobiega puszeniu oraz elektryzowaniu się włosów. Dodatkowym plusem jest to, że produkt nie zawiera siarczanów i parabenów.
100ml kosztuje £3.98


- MARIA NILA - Odżywka do włosów.
Lubię używać szamponów, odżywek czy też masek do włosów z tej samej serii, więc fajnie, że zespół Glossybox'a pomyślał i dołączył do pudełeczka zestaw kosmetyków do włosów tej samej marki. Tak jak w przypadku szamponu, odżywka ma za zadanie zmiękczyć, nawilżyć a także wzmocnić strukturę włosów, a także ułatwić ich rozczesywanie.
 W tym przypadku także mamy pojemności 100ml, więc oba kosmetyki będą idealne na podróż, gdyż bez problemu będzie je można zabrać na pokład samolotu.
100ml kosztuje £4.99


- TRIFLE COSMETICS - Paletka do oczu.
Z kosmetykami kolorowymi jest tak, że bardzo lubię je otrzymywać. Jednak wiąże się z tym małe ryzyko, w postaci nietrafionych kolorów, jeśli chodzi o cienie czy też pomadki do ust.
Tym razem jednak tak się nie stało, gdyż kolory zawarte w palecie idealnie wpasowały się w mój gust makijażowy.


Czyż te odcienie nie są piękne?
Jak dla mnie paletka zawiera kolorki które chętnie widziałabym na moich oczach.
Jedyne czego mi brakuje to może jakiegoś jasnego cienia, który sprawdziłby się jako baza pod makijaż.
Dodatkowym plusem jest bardzo ładnie wykonana paletka, której widok niewątpliwie cieszy oko.
Produkt pełnowymiarowy o  wartości £15.55


- GELSPA -Kuracja do stóp.
Tego typu kosmetyki właśnie teraz są nam wyjątkowo potrzebne. Wiadomo, idzie lato więc porzucamy  cieplejsze obuwie na rzecz sandałek czy też klapek. O stopy generalnie trzeba dbać przez cały rok, jednak wiadomo, że jesienią czy też zimą raczej rzadko poświęcamy im więcej czasu, a ich pielęgnację ograniczamy do minimum. Teraz przyszedł czas, kiedy to nasze stopy będą coraz częściej widziały światło dzienne, więc trzeba o nie zadbać. Tak więc zespół Glossybox'a idealnie wstrzelił się z tym kosmetykiem.  Jeszcze co prawda go nie stosowałam, ale już trochę sobie o nim poczytałam i jak dla mnie jest to totalna nowość. Kosmetyk składa się z dwóch saszetek.  Po wsypaniu pierwszej do wody zamienia się ona w galaretkę. Następnie jak dodamy saszetkę numer dwa wszystko wraca do normy i żel (czy też galaretka) ponownie zamienia się w wodę. Muszę przyznać, że brzmi to bardzo intrygująco i już nie mogę się doczekać kiedy moim stopą zafunduję tą dziwną kąpiel. Moja kuracja do stóp jest o zapachu lawendy i trawy cytrynowej. Jak dla mnie bomba! Uwielbiam zapach lawendy!
Produkt pełnowymiarowy (pozwalający na jeden zabieg) o wartości £4.99


- KUESHI - Dwufazowy płyn do demakijażu.
Z produktami dwufazowymi mam tak, że albo je lubię albo nienawidzę.
Myślę, że jest to spowodowane tym, że większość tego typu produktów pozostawia tłustą warstwę na twarzy, czego ja nie lubię. Rozumiem, że niektóre kosmetyki na bazie olejków muszę pozostawić delikatny tłusty film. Spotkałam się jednak już z takimi kosmetykami, po których użyciu miałam wrażenie jakbym się wysmarowała miodem. Mam nadzieję, że w przypadku tego produktu tak nie będzie.
Produkt pełnowymiarowy (100ml) o wartości  £10.50


Dodatkowo w pudełeczku znalazła się także herbata earl grey. Dla takiego smakosza herbat jak ja, jest to niewątpliwie miła niespodzianka.


Nie wiem jak Wam, ale mi ta zawartość bardzo przypadła do gustu.
Wszystkie kosmetyki z wielką chęcią przetestuję i kto wie, może odkryję jakieś perełki które na dłużej zagoszczą w mojej łazience.

A Wy co sądzicie  o tej zawartości??

Pozdrawiam.
:)