niedziela, 20 stycznia 2019

Prezenty świąteczne - cz. II

 Witajcie!!
Dzisiaj kolejna odsłona moich świątecznych prezentów. Tak więc jeśli jesteście ciekawi czym Mikołaj mnie obdarował, to zapraszam do czytania.  Być może dla wielu z Was ten post okaże się inspiracją, albo też podsunie Wam pomysł, co też kupić najbliższym na urodzimy, imieniny czy też inną okazję.


Tak jak już Wam wspominałam, kosmetyki należą do jednych z moich ulubionych upominków.
Patrząc na prezenty które znalazłam pod choinką muszę przyznać, że ktoś tu mnie bardzo dobrze zna.
Kosmetyków Clarinsa używam od dawna i bardzo sobie je cenię. Tak więc zestaw który otrzymałam naprawdę mnie ucieszył.


W skład zestawu wchodzą: serum do twarzy, olejek do ust oraz, emulsja do mycia twarzy, a także kosmetyczka.


Kolejny zestaw kosmetyczny jest z  firmy Baylis & Harding a w jego skład wchodzą: żel pod prysznic, kremowe mleczko do kąpieli oraz balsam. Wszystkie one pięknie pachną mandarynką oraz grapefruitem, tak wiec myślę, że zostawię je sobie na cieplejsze miesiące.


Zimą aromatyczne kąpiele to coś, czego sobie nie odmawiam. Uważam, że nic tak dobrze nie relaksuje po ciężkim dniu, jak zanurzenie się w wannie pełnej piany. Tak więc ten zestaw był strzałem w dziesiątkę. Kokosowe kule do kąpieli (Marks & Spencer) sprawdzą się u mnie idealnie gdyż uwielbiam tego typu rzeczy. Kolejny kosmetyk także umili mi zimowe kąpiele, a także pozwoli pozbyć się napięcia po ciężkim dniu. Firma Neal's Yaed Remedies  jest pionierem w produkcji kosmetyków naturalnych, a w swoich produktach używa przede wszystkim składników roślinnych. Emulsja do kąpieli którą otrzymałam zawiera w sobie minerały z wodorostów a także ekstrakt  z arniki, cytryny,  sosny, jałowca oraz lawendy. Jej zapach jest typowo ziołowy, co mi osobiście nie przeszkadza, gdyż ja lubię tego typu zapachy w kąpieli. Działają one na mnie bardzo relaksująco i odprężająco.  Kosmetyk został stworzony z myślą o osobach przemęczonych, tak więc myślę, że po ciężkim dniu, przyniesie mi on niesamowite  ukojenie.


Zestaw do pielęgnacji rąk (The White Company London) to coś, co na pewno mi się przyda. Zwłaszcza zimą trzeba pamiętać o regularnym kremowaniu, gdyż ta pora roku potrafi być naprawdę bezlitosna dla naszych dłoni. Zwłaszcza kiedy na dworze są minusowe temperatury a my zapomnieliśmy rękawiczek. W Anglii co prawda zima jest znacznie łagodniejsza niż w Polsce, ale zimny wiatr który często u nas gości, także potrafi nieźle dać w kość naszym dłoniom. Tak więc zestaw do pielęgnacji dłoni na pewno mi się przyda. W skład zestawu wchodzi mydełko w płynie oraz krem do rąk, który także może być używany jako balsam. Ich zapach także jest bardzo interesujący, gdyż pachną one jeżyną, rabarbarem i grapefruitem. Powiem Wam, że z takim połączeniem zapachowym w kosmetykach jeszcze się nie spotkałam.


Kubki to coś, co bardzo lubię kupować. Czasem nawet specjalnie omijam w sklepie dział z tego typu rzeczami, bo wiem, że na pewno z jakimś wyjdę, a naprawdę w mojej kuchni jest ich już sporo. Tak więc cieszę się, że moja ochota posiadania kolejnego kubka została zaspokojona, a ja nie mam wyrzutów sumienia, że wróciłam z zakupów z kolejnym tego typu nabytkiem :). Kubek który otrzymałam idealnie wpisuje się w klimat świąteczny, a do tego jest w koty, co już mnie w ogóle rozczula, bo wszystko co z motywem kota, bardzo  mnie przyciąga. Święta to też okres, kiedy wszystkie diety na których jesteśmy, odchodzą w zapomnienie. Ja w tym okresie także pozwalam sobie na więcej, jeśli chodzi o jedzenie. Oprócz pysznych świątecznych potraw, słodycze także są na liście rzeczy po które chętnie sięgam. Szampańskie trufle (Charbonnel et Walker) wręcz uwielbiam. Mogłabym je jeść cały czas. Więc bardzo się cieszę, że znalazłam je pod choinką. Ktoś tu mnie bardzo dobrze zna i wie co lubię :).


Kalendarze, czy też notatnik to rzeczy które bardzo lubię kupować i robię to nagminnie. Mam ich dość sporo i ciągle mi ich przybywa. Zwykle są to kalendarze w których mogę robić notatki czy też zapisywać różne swoje myśli. Jednak te ścienne, czy też do postawienia, także bardzo lubię. Więc cieszę się, że w tym roku Mikołaj i o takim prezencie pomyślał. Ja dostałam kalendarz Mały poradnik życia, który naprawdę mnie zachwycił, gdyż nie tylko ma miejsce na notatki, ale także bardzo fajne sentencje na każdy dzień roku.  Mój chłopak natomiast otrzymał kalendarz koci, w którym zawarte jest mnóstwo zagadek, kawałów a także wiele przydatnych informacji na temat naszych małych pupili.


Kolejnym prezentem jaki otrzymałam to skórzana portmonetka (Caroline Gardner), która może służyć jako portfel czy też  holder na karty kredytowe. Jak już Wam wspominałam, biżuteria to coś co bardzo lubię otrzymywać. Najwidoczniej Mikołaj ma bardzo dobrych informatorów, bo i tym razem kilka biżuteryjnych prezentów znalazło się pod choinką. Motyw gwiazdy od zawsze mi się bardzo podobał, więc bransoletka z gwiazdami bardzo przypadła mi do gustu, gdyż idealnie oddaje  mój styl.


I kolejna bransoletka (Susan Wainwringht), która także skradła moje serce. Piękna, delikatna, taka moja.


Nadal pozostajemy w temacie biżuterii, jednak tym razem mamy łańcuszek (Swarovski). Zdjęcie nie oddaje jego piękna. Są to dwa serca, które jedno przechodzi w drugie. Bardzo jest to fajnie pomyślane i pokazuje, że dwa serca mogą być jednością. Jest to o tyle wyjątkowy prezent, gdyż dostałam go od mojego chłopaka.


Torebka (Dune) to prezent od mojej koleżanki. Jeśli kogoś dobrze się zna, to tego typu prezenty zawsze są trafione w sedno. Myślę, że będzie mi długo służyła. 


Słodycze czy też alkohol to zawsze dobry pomysł na prezent. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie do końca wiemy co podarować drugiej osobie. Czekoladki czy bombonierka, zawsze się sprawdzą się jeśli chodzi o kobiety, a dobry trunek złożony na ręce mężczyzny myślę, że spotka się z wielką aprobatą.  Ja, jak co roku zresztą, zawsze zostaję hojnie obdarowana różnymi słodyczami. Oczywiście było tego znacznie więcej niż na zdjęciu. Jednak część już została przeze mnie zjedzona.


Alkohol jak już wspominałam, zawsze sprawdza się jako prezent (oczywiście mam na myśli tutaj osoby pełnoletnie :)).
Ja w tym roku dostałam kilka butelek wina (nie jestem tu wstanie pokazać ich wszystkich) oraz koniak. Tak więc mój barek jest zapełniony na następne kilka miesięcy.

I to wszystkie prezenty jakie znalazłam pod choinką.  Wszystkie idealnie wpasowały się w mój gust i ze wszystkich jestem bardzo zadowolona. Oczywiście w tym miejscu, chciałabym wszystkim serdecznie podziękować za te wspaniałe podarunki. Wychodzi na to, że wile osób bardzo dobrze mnie zna i wie, co mi może sprawić radość. Jeszcze raz bardzo dziękuję.

A Wy co ciekawego znaleźliście pod choinką?

Pozdrawima
:)

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Prezenty Gwiazdkowe - cz.I

Witajcie!!
Święta, święta i po świętach :). Tak to już jest, czeka się, czeka a potem one w mgnieniu oka przelatują.
Ale cóż, nie ma co narzekać. Przecież za dwanaście miesięcy znowu będziemy celebrować ten piękny czas.

Nie wiem jak Wy, ale ja w te święta naprawdę odpoczęłam. Czasem dobrze jest tak wyluzować się, odpuścić pewne sprawy i skupić się tylko na sobie. Mam nadzieję, że i Wam  święta przyniosły trochę wytchnienia. a Nowy Rok 2019 powitaliście pełni optymizmu, i wiary w lepsze jutro.

Więc skoro już jest po świętach, to pewnie wiele z Was zastanawia się, co dostałam od swoich bliskich. Wiem, że tego typu posty na blogach, czy też filmiki na YouTube nie zawsze są dobrze odbierane. Wiele osób sądzi, że mają one na celu przechwalanie się. Ja jednak tak do tego nie podchodzę. Dla mnie tego typu wpis na blogu jest swoistą kartką z kalendarza, która pozwoli mi za jakiś czas powrócić do wspomnień i przypomnieć sobie, czym też bliskie  osoby zachwyciły mnie w tym roku. Ja powiem Wam bardzo lubię tego typu wpisy, czy też filmiki na YouTube, gdyż uważam, że są tą świetne inspiracje dla tych którzy czasem nie wiedzą co danej osobie kupić, czy też szukają czegoś ciekawego, czy też oryginalnego na prezent. Więc jeśli jesteście ciekawi co w tamtym roku znalazłam pod choinką to zapraszam Was do dalszej części potu.

Już nie raz wspominałam, że dla mnie najlepszym prezentem są: książki, kosmetyki oraz biżuteria. Właśnie w tej kolejności. Wiem, że z kosmetykami jak i książkami czasem ciężko trafić. Jednak ja mam na to sposób i zawsze dyskretnie podpowiadam Mikołajowi co ma mi przynieść. Jest to obopólna radość dla mnie jak i dla kupującego. Ja się cieszę bo dostaje coś co chce, a osoba obdarowująca jest zadowolona gdyż wie, że moja radość jest naprawdę szczera.

W tamtym roku ( w końcu mamy już rok 2019! :)), Mikołaj okazał się dość szczodry jeśli chodzi o moją osobę.
Wszystkie prezenty które otrzymałam, idealnie wpisały się w mój gust. Dostałam to co najbardziej lubię. Czyli: książki, kosmetyki no i biżuterię. Ponieważ tego wszystkie troszkę jest, postanowiłam post ze świątecznymi prezentami podzielić na dwie części. Dzisiaj na tapetę idą książki.


Podczas ostatnich świąt pod moją choinką wylądowało aż dziesięć książek. Gwoli ścisłości, ja dostałam osiem, a mój chłopak dwie. Pewnie od razu łatwo wyłapać które z nas czyta więcej :). Postanowiłam jednak wszystkie nasze prezenty książkowe przedstawić w tym poście, gdyż mam wielką ochotę  przeczytać także pozycje które otrzymał mój facet, gdyż wydają się one mi bardzo interesujące.


"Wielki ogarniacz życia we 2" - Pani Bukowa

 Nowe przygody bohaterów Wielkiego Ogarniacza Życia, bestselerowego poradnika o tym, jak być szczęśliwym, nie robiąc niczego. Jej życie to nieustanna walka między spaniem a internetem. Chciałaby tracić kilogramy tak szybko jak pieniądze i cierpliwość. Co wieczór postanawia, że od jutra zmieni się na lepsze, ale kiedy wstaje rano, przypomina sobie, że przecież jest idealna. I wtedy poznaje TEGO JEDYNEGO. Pan Buk woli dobrze zjeść, niż podobać się byle komu. Gdyby nie związek z Panią Bukową, mógłby przeżyć całe życie w przekonaniu, że nie ma wad. Ale ONA wie też, że czasem jedyne wyjście to wyjście na piwo, a ON – że jeśli kobieta warczy i nie daje się przytulić, to trzeba odejść na bezpieczną odległość i rzucać w nią czekoladą. I to jest cenna wiedza. Ta książka pokaże wam, jak być razem i się nie pozabijać.

Bardzo się cieszę, że ta książka trafiła w moje ręce. Czytając jej pierwszą część nieraz płakałam ze śmiechu. Mam nadzieję, że i ta część mnie nie zawiedzie. Jeśli jeszcze nie znacie Pani Bukowej to zachęcam Was do sięgnięcia po pierwszą część z tej serii. Uśmiech na twarzy i dobry humor podczas jej czytania macie gwarantowany.



****


 "Jak wytresować kota" - Dawid Ratajczak

 "Jak wytresować kota?"
Czy kota można wyprowadzić na spacer? 
Oczywiście! Jeśli tylko chcemy zmierzyć się z próbą prowadzenia na smyczy pługa (nawet ślad zostaje podobny).  Czy kota można wykąpać? Tak, tylko najpierw upewnijmy się (dwukrotnie!), że nie mamy innego wyjścia. Kąpiel kota to duże przedsięwzięcie. Tak duże, że zostaje na długo, jeśli nie na zawsze, w pamięci wszystkich w nie zaangażowanych. Jest to potem wspominane na przykład słowami: „A pamiętacie, jak kąpaliśmy kota w 2007?”. I wszyscy pamiętają. Czy kota można odchudzić?Tak, tylko spodziewajmy się efektu jo-jo (z dodatkowym jo). Co może doprowadzić do tego, że twój sierściuch będzie ścierał brzuchem kurz z podłogi, a psy zaczną uciekać na jego widok. Tak więc jak wytresować kota? Autor, (ciężko) doświadczony właściciel dwóch futrzaków, odkrywa całą prawdę o tych uroczych zwierzętach! *Uwaga! Osobom, które kota nigdy nie miały, część treści może się wydać niejasna, niezrozumiała, a nawet, o zgrozo, zabawna. Ale tylko do pierwszego kota.

 "Jak wytresować kota? część 2 Techniki zaawansowane"
„Wiedza o kotach to dziedzina, przy której fizyka kwantowa wygląda jak ubogi kuzyn ze wsi” – tak twierdzi Autor „Jak wytresować kota”. Postanowił jednak podjąć kolejną próbę wyjaśnienia czytelnikom skomplikowanych meandrów kociego świata.W drugiej części bestsellerowego poradnika przeczytacie m.in. o:specjalistycznych karmach i najdziwniejszych gadżetach dla kotów,złożonej interakcji kotów z roślinami,podróżach z kotami oraz o tym, że… tak, zgadliście: kota nie da się wytresować! 

 "Jak wytresować kota? część 3 Wiedza tajemna"
O skuteczności metod i efektach tresury kota, którym poświęcone zostały dwie poprzednie części książki, z pewnością przekonali się już nasi Czytelnicy, zwłaszcza ci, którzy odważnie podjęli to ogromne wyzwanie. Zapewne też zdążyli już skonfrontować własne oczekiwania wobec futrzastego pupila z jego chęcią współpracy i tworzenia kompromisowych rozwiązań w spornych kwestiach. Dla pełnego obrazu postaramy się jeszcze poznać punkt widzenia kota i jego metody szkoleniowe stosowane wobec człowieka.Jak kot widzi świat?Jak funkcjonują jego zmysły i czym różnią się od naszych, czyli:DLACZEGO KOTY ROBIĄ TO, CO ROBIĄ Spróbujmy zobaczyć, jak to jest być kotem, a zyskamy nową perspektywę na niektóre nasze międzygatunkowe nieporozumienia. 

Ci co mnie znają albo czytają mojego bloga, tudzież obserwują mnie na Instagramie, wiedzą, że jestem posiadaczką kota orientalnego krótkowłosego. Straszny czasami z niego gagatek, jednak nie ulega to wątpliwości, że bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie bez niego życia. Po dwunastu latach pod wspólnym dachem, można by powiedzieć, że znamy się jak łyse konie. Jednak i tak czasami jego zachowania są tak dziwne, że włosy mi dęba stają :). Tak więc każdy poradnik na temat kotów, który być może pozwoli mi bardziej zrozumieć to stworzenie z którym mieszkam, jest u mnie na wagę złota. Miejmy nadzieję, że i z tych trzech książek dowiem się czegoś ciekawego.



****



 "Polska odwraca oczy" - Justyna Kopińska

 Książka najczęściej nagradzanej dziennikarki 2015 roku.
W zbiorze znajduje się reportaż o dręczonych nieletnich pacjentach szpitala psychiatrycznego w Starogardzie Gdańskim („Oddział chorych ze strachu”), tuszowaniu przez policję najtrudniejszych spraw związanych z zabójstwami („Ten trup się nie liczy”) oraz – nigdy niepublikowana – rozmowa z żoną Mariusza Trynkiewicza osadzonego w ośrodku specjalnym w Gostyninie, zabójcy czterech chłopców.Z reportaży Kopińskiej wyłania się obraz nieskutecznego wymiaru sprawiedliwości i ludzi pozostawionych z poczuciem krzywdy. Po publikacji jej tekstów przestępcy trafiali do więzienia, a w prawie wprowadzano zmiany dotyczące bezpieczeństwa w instytucjach zamkniętych dla dzieci. 

Bardzo lubię czytać tego typu książki, chociaż ich tematyka do najprzyjemniejszych nie należy. Niemożna jednak w obliczu pewnych tragedii chować głowy w piasek i udawać, że nic się nie stało. Pewne sprawy trzeba nagłaśniać i nazywać je po imieniu. Fajnie, są ludzie na tym świecie, którzy nie boją się trudnych tematów. Uważam, że dziennikarka Justyna Kopińska zrobiła kawał dobrej roboty pisząc o sprawach które nie tylko są wstrząsające, ale takie, że aż się nie mieszą w mojej głowie.



****


 "Z nienawiści do kobiet" - Justyna Kopińska


Zbiór reportaży „Z nienawiści do kobiet” to historie o najważniejszych sprawach, którymi żyła cała Polska.
Książkę otwiera premierowa opowieść syna o Violetcie Villas, artystce, która odniosła ogromny sukces, była podziwiana przez miliony, a zmarła w samotności. Tekst „Ksiądz pedofil odprawia dalej” to szokująca historia trzynastoletniej dziewczynki podstępem wywiezionej od rodziców i gwałconej przez księdza, a reportaż „Z nienawiści do kobiet” pokazuje, jak wojsko zamiata pod dywan molestowanie seksualne kobiet przez wysokiej rangi oficera. Z twórczości Justyny Kopińskiej wyłania się obraz nieskutecznego wymiaru sprawiedliwości i ludzi pozostawionych z poczuciem krzywdy. Po publikacji jej tekstów przestępcy trafiali do więzień, a w prawie wprowadzano zmiany dotyczące bezpieczeństwa w instytucjach zamkniętych.

Kolejna szokująca pozycja Justyny Kopińskiej. Wiem, że także i ta lektura do najprzyjemniejszych należeć nie będzie. Jednak w naszym kraju dzieją się rzeczy których nie można zamiatać pod dywan, i naprawdę wielkie ukłony dla Pani Justyna za to, że zainteresowała się tego typu sprawami i stanęła w obronie kobiet.



****


"Perfekcyjna dziewczyna" - Gilly Macmillan

Każdy, kto zna Zoe Maisey – cudowne dziecko, talent muzyczny uważa ją za ideał. A jednak przed kilku laty Zoe spowodowała śmierć trzech nastolatków. Poniosła karę i jest wolna."Perfekcyjna dziewczyna" to wnikliwa analiza psychiki nastolatki dźwigającej brzemię talentu oraz przeszłości, od której nie można się uwolnić."Świetnie zarysowane postacie, fascynująca fabuła, znakomita narracja. Thriller literacki w najlepszym wydaniu.

Mimo iż na co dzień jestem raczej pogodna i często się uśmiecham, to bardzo lubię sięgać po książki mroczne, trudne, w których fabuła jest dość zawiła i skłania do myślenia. Kryminały, thrillery jest to grupa książek po które zawsze chętnie sięgałam. Przeczytałam ich już tyle, że naprawdę czasami ciężko mnie zaskoczyć w tej tematyce. Mam jednak nadzieję, że czytając tą książkę się nie rozczaruje, a wręcz liczę na to, że nie będę mogła się od niej oderwać. 


****


"Zanim pozwolę ci wejść" - Jenny Blackhurst

Każda przyjaźń ma swoje tajemnice. Nawet ta, która od lat łączy Karen, Beę i Eleanor. Chociaż zawsze mogły na siebie liczyć, każda z nich ma niezamknięte sprawy z przeszłości. I pozornie idealne życie, które mimo to udało im się zbudować. Wszystko jednak zaczyna się sypać, kiedy do drzwi doktor Karen Browning puka nowa pacjentka, Jessica Hamilton. I kiedy z jej ust padają słowa: "Nie naprawi mnie pani". Skoro Jessica nie chce się wyleczyć, po co tak naprawdę przyszła? I skąd wie o Karen i jej najbliższych to, co wydaje się wiedzieć. Wkrótce życie Karen, Bei i Eleanor zamienia się w koszmar. Nagle trzy silne kobiety stają się osaczone i bezbronne. A demony, o których przez lata starały się nie pamiętać, atakują z najbardziej nieoczekiwanej strony. Dokąd doprowadzi gra, w którą zostały zmuszone zagrać? I kto rozdaje karty? 

Z tym  thrillerem także wiążę duże nadzieję. Zapowiada się dość dobrze, więc myślę, że i z tej lektury będę zadowolona. Powiem Wam, że te dwie pozycje (ta i wcześniejsza) były dla mnie wielkim zaskoczeniem, gdyż nie spodziewałam się ich w ogóle. Jednak wychodzi na to, że nie zawsze trzeba Mikołajowi podpowiadać. Czasem on sam najlepiej wie czym nas obdarować.



****


 "Najnudniejsza książka świata" - prof. K. McCey i dr Hardwick

Uwaga! Czytanie tej książki grozi natychmiastowym zaśnięciem! 
30 litrów kawy, 6 miesięcy pracy, 17 drzemek w ciągu dnia. Tłumacz zasypiał, redaktor ziewał, korektor ratował się energetykami. Ta innowacyjna książka skutecznie wyśle w objęcia Morfeusza każdego nocnego marka!Znajdziesz w niej unikalny zbiór tekstów i grafik, których czytanie wprowadza mózg w hipnotyczny stan i ułatwia zaśnięcie. Gdzie jeszcze przeczytasz o kryzysie politycznym w Belgii w latach 2007-2011 lub o ostatnich zmianach w klasyfikacji mięczaków? Gdzie indziej znajdziesz światowy almanach kiszonych ogórków lub relację z najdłuższej partii szachowej? Podejmij wyzwanie i sprawdź, przy której stronie zaśniesz! Przygotuj się na szybkie zasypianie z najnudniejszą książką, jaką kiedykolwiek opublikowano!PS. Nawet jeśli ta książka nie uśpi cię od razu, zdobędziesz masę bezużytecznych ciekawostek, którymi uratujesz każdą imprezę - w końcu kto nie chciałby poznać wszystkich rodzajów śniegu?



Tą książkę pod choinką znalazł mój chłopak. Po jej szybkim przekartkowaniu wydała mi się ona jednak tak interesująca, że postanowiłam, że sama z miłą chęcią ją przeczytam. Jestem bardzo ciekawa czy rzeczywiście okaże się ona takim wielkim usypiaczem.


****


 "Zapytaj astronautę. Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżach i życiu w kosmosie" - Tim Peake 
Czy w kosmosie jest szybki internet? Kiedy człowiek postawi stopę na Marsie? Jak pachnie przestrzeń kosmiczna? Czy w stanie nieważkości da się korzystać z iPada? Czy każdy z nas może zostać astronautą?
Czy zdarzyło ci się patrzeć w nocne niebo i zastanawiać się, jakie tajemnice może skrywać ogrom przestrzeni kosmicznej? Czy wyobrażałeś sobie kiedyś, jak to jest być astronautą i patrzeć na Ziemię z góry?
Wcale nie musisz aplikować o pracę w agencji kosmicznej, aby poznać odpowiedzi na te i setki innych pytań, na które w niniejszej książce odpowiada brytyjski astronauta, Tim Peake.
Dzięki tej wspaniałej książce poczujesz się jak prawdziwy badacz kosmosu: usłyszysz ryk silników startującej w kosmos rakiety, zerkniesz w nocne niebo, by zobaczyć okrążającą Ziemię Międzynarodową Stację Kosmiczną i przekonasz się, jakie to jest podziwiać wschody i zachody słońca… 16 razy na dobę.
Ten pełen pasji do nauki przewodnik po życiu w kosmosie zabierze cię w niezwykłą podróż w kosmos, pokaże tajniki pracy astronauty i odkryje cuda technologii kosmicznej stworzonej przez człowieka.
Nie pozwól nikomu, aby powiedział ci, że nie możesz czegoś osiągnąć. – Tim Peake 


Marzeniem mojego chłopaka jest lot w kosmos. Mam nadzieję, że być może, to jego marzenie będzie miało szansę się kiedyś ziścić. Bardzo bym tego chciała. Póki co staram się go do tego lotu w kosmos dobrze przygotować :). Książka "Zapytaj astronautę" była jednym z kilku prezentów które ode mnie dostał pod choinkę. Z tego co widziałam bardzo przypadła mu do gustu, i mimo wielkie wiedzy jaką na temat kosmosu posiada, mam nadzieję, że znajdzie w niej kilka zaskakujących informacji. Ja z wiedzą o kosmosie jestem raczej na bakier. Wiem kilka podstawowych informacji i tyle. Jak się ma osobę w domu która o kosmosie wie prawie wszystko, zawsze łatwiej jest zapytać niż szukać informacji w książkach.  Jednak postanowiłam to troszkę zmienić i mam zamiar przeczytać tą pozycję, gdyż wydaje mi się ona napisana w taki sposób, że nawet taki laik jak ja, coś więcej zrozumie na temat otaczającego nas wszechświata.

****

Tak więc jak widzicie moja biblioteczka się rozrasta. Powiem Wam, że nie są to wszystkie książki jakie w ostatnim czasie do mnie trafiły. Niedawno zrobiłam także małe zamówienie w księgarni internetowej, więc myślę, że i tamten stosik niedługo Wam pokażę. W dzisiejszym poście skupiłam się jednak tylko na książkach które dostałam pod choinkę. Pozostałe natomiast upominki pokaże Wam w osobnym poście.

A Wy co dostaliście od Mikołaja na święta??
Piszcie, chętnie się dowiem co u Was znalazło się pod świątecznym drzewkiem.

Pozdrawiam
:)

czwartek, 10 stycznia 2019

Rituals... - Hammam Hot Scrub

Witajcie!
Jedną z moich ulubionych marek kosmetycznych bez wątpienia  jest marka Rituals...
Uwielbiam ich produkty, nie tylko za działanie, ale także piękne  i unikatowe zapachy. Używanie ich to naprawdę wielka przyjemność! Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć scrub z serii, która należy do moich ulubionych. Tak więc zapraszam na recenzję solnego pilingu z serii Hammam.


Serię Hammam pokochałam od jej pierwszego powąchania! Eukaliptusowy-imbirowy zapach który roztacza się podczas używania tego peelingu powoduje, że człowiek nie tylko się odpręża ale także nabiera chęci do działania. Powiem Wam, że ten zapach tak na mnie działa, że bardzo często zakradam się do łazienki tylko po to, aby sobie powąchać ten cudowny kosmetyk. Na mnie aromat tego scrubu działa jak aromaterapia. Jego zapach pobudza mnie wręcz do działania!
 
Jednak peeling nie tylko pięknie pachnie ale także bardzo dobrze ściera martwy naskórek. Ponieważ jest to produkt solny, zdaje sobie sprawę, że nie każdemu on przypadnie do gustu. Jeśli ktoś nie lubi mocno ścierających scrubów do ciała, to powinien omijać ten produkt z daleka. Ja uwielbiam tego typu produkty, więc dla mnie jest to idealny kosmetyk.

Sól morska która zawarta jest w produkcie bardzo dobrze oczyszcza skórę. Mimo iż jest ona dość duża i ostra, to pod wpływem ciepła bez problemu się rozpuszcza. Natomiast olejki zawarte w produkcie bardzo dobrze nawilżają ciało przez co używanie balsamu po kąpieli jest już raczej zbyteczne.

 Mimo iż peeling do najtańszych nie należy (jego cena to 86zł za 450 g), to uważam, że warto od czasu do czasu się na niego skusić.  Ja na pewno pozostanę mu wierna, gdyż dla mnie jego aromat oraz działanie powodują, że czuję się jak po wizycie w luksusowym SPA.

Dodam jeszcze, że cała kolekcja Hammam tak  pięknie pachnie, a w jej skład wchodzą miedzy innymi:  pianka pod prysznic, czarne mydło, balsam do ciała, olejek do masażu, mgiełka do ciała, patyczki zapachowe  a nawet herbata.  Już kilka kosmetyków z tej serii przetestowałam i wszystkie one sprawdziły się u mnie idealnie.

Tak więc jeśli nie znacie jeszcze tej serii to serdecznie namawiam Was chociażby do jej powąchania. Być może, tak jak ja, zakochacie się w tym aromacie i postanowicie skusić się na któryś z kosmetyków z tej serii.

Pozdrawiam
;)

sobota, 5 stycznia 2019

Grudniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Tak jak już wspominałam wcześniej, nadrabiam zaległości w pisaniu bloga. 
Póki co idzie mi to dość sprawnie, mam też nadzieję, że już tak zostanie. Trzymajcie kciuki.
Dzisiaj przychodzę do Was już z ostatnim Glossybox'em który został mi do pokazania Wam.
Tak więc zapraszam na odsłonę świątecznego, grudniowego pudełeczka.



Tym razem pudełeczko było czerwone, a jego wygląd idealnie wpisał się w klimat świąt.

- BELLAPIERRE COSMETICS - Rozświetlacz 
Tego typu kosmetyków nigdy u mnie za wiele. Uwielbiam błysk na policzkach i to chyba w każdym wydaniu. Uważam, że nic tak nie rozpromieni nam twarzy jak dobrze dobrany rozświetlacz. Najlepiej sprawdzają się u mnie te w kamieniu, i też takich mam najwięcej. Lubię jak są w takiej formie dlatego, że łatwo jest je nałożyć pędzlem, a ryzyko zrobienia sobie nieestetycznej plamy na policzku jest niewielkie. Z tymi w kremie, zawsze mam problem, gdyż zrobienie sobie kleksa na twarzy jest znacznie łatwiejsze. Ten rozświetlacz na szczęście ma formę rollonu przez co jego nakładanie ma być wyjątkowo łatwe. Czy tak będzie to się okaże, gdyż pierwsze testy jeszcze przede mną.  Rozświetlacz ma bardzo ładny szampański kolor. Jest dobrze zmielony, a drobinki które ma w sobie są bardzo maleńkie przez co bardzo ładnie prezentują się na skórze, dając jej fajne i naturalne rozświetlenie. Dodatkową zaletą tego produktu jest to, że można go używać zarówno na kości policzkowe, ciało a także powieki.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £19.99


- IMPERIAL LEATHER - Żel pod prysznic 
Żel pod prysznic nie jest może najbardziej wyczekiwanym produktem jaki chciałabym zobaczyć w Glossybox'ie. Jednak, wiadomo przyda się. W końcu człowiek myje się codziennie :).  Ten, mimo iż nie jest z wyższej półki, to prezentuje się ładnie a także przyjemnie pachnie różowym grejpfrutem, cytrusami oraz delikatnie kwiatami.
 Produkt pełnowymiarowy o wartości £1.99


-BEAUTY BLVD - Maseczka do ust
Maseczki uwielbiam i stosuję  je regularnie minimum dwa razy w tygodniu. Zwykle sięgam po te w płachcie lub kremie. Od czasu do czasu sięgam także po płatki do pielęgnacji okolic oczu, jednak maseczki na usta jeszcze chyba nigdy nie miałam okazji używać.  Tak więc nie powiem, jestem bardzo ciekawa tego produktu. Maska zawiera ekstrakt z zielonej herbaty, kwas hialuronowy, kolagen a także ekstrakt z czerwonego wina. Producent obiecuje, że maseczka ma być idealnym   ratunkiem dla posiadaczek suchych ust. A dodatkowo ma także poprawić ich kontur. W opakowaniu znajdują się dwie maseczki, więc miejmy nadzieję,  że produkt okaże się naprawdę dobry i będę miała podwójną przyjemność z jej używaniu.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £7.50


 - DOUCCE - Matowa kredka do ust
Matowe usta to w ostatnim czasie coś co bardzo często u mnie gości. Tak więc cieszę się, że taki właśnie produkt znalazł się w ostatnim pudełeczku Glossubox. Dodatkowo kolor kredki bardzo mi odpowiada. Jest to burgundowa czerwień (jej odcień to Winterberry), która idealnie do mnie pasuje. Kredka jest bardzo dobrze napigmentowana, co jest jej niewątpliwym plusem. Mam też nadzieję, że nie będzie wysuszała moich ust, co niestety czasem się zdarza w przypadku kredek czy też pomadek o wykończeniu matowym.
 Produkt pełnowymiarowy o wartości £16.95


- NIKO PRO -Róż do policzków
Jak już wyżej wspominałam nie za bardzo lubię róże czy też rozświetlacze w kremie. Z tym produktem mam mały problem, bo swoją konsystencją przypomina galaretkę i to jeszcze taką która nie do końca się zsiadła. Nawet jego nazwa Liquid Jelly Blush sugeruje, że z różem w kremie to ten produkt nie ma za wiele wspólnego. Testowałam go na dłoni i daje bardzo delikatny kolor, co wróży dobrze, gdyż pozwoli nam to uniknąć nieestetycznych plam podczas aplikacji. Dodatkowo ma drobinki, które bardzo ładnie odbijają światło. Mimo wszystko, nie bardzo ta lejąca formuła przypadła mi do gustu. Jeszcze nie używałam go na policzkach, więc nie wiem jak tam się sprawdzi. Jedno jednak wiem na pewno, jego aplikacja do najłatwiejszych nie będzie należeć.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £12


- MAYBEAUTY -Plasterki oczyszczające nos
Zadaniem tych plasterków, jak wszystkich zresztą, jest usunięcie czarnych zaskórników, które większość z nas niestety ma. Powiem Wam, że ja do tego typu kosmetyków podchodzę trochę sceptycznie. Pewnie dlatego, że nie spotkałam się jeszcze z takimi plastrami, które naprawdę dobrze by działały i usuwały, może nie wszystkie, ale większość wągrów. Jak będzie z tymi zobaczę, chociaż za wiele się po nich nie spodziewam. Chociaż kto wie, może się mile zaskoczę. Plasterki należy trzymać na nosie przez około 30-40 minut, więc dość długo. Wcześniejsze które stosowałam należało usunąć po około 15 minutach. Może dłuższe trzymanie ich na skórze spowoduje, że będą one bardziej efektywne i bez problemu poradzą sobie z zapchanymi porami.W opakowaniu znajdują się dwa plasterki i jest to produkt dodatkowy. Taki mały bonus od zespołu Glossybox. Fajnie, że coraz częściej takie małe niespodzianki pojawiają się w tym pudełeczku.


I to na tyle jeśli chodzi o zawartość grudniowego box'a. Jeśli mam być szczera, to jakiegoś wielkiego WOW! nie ma. Produkty jak dla mnie są dość przeciętne. Niby jest kolorówka i pielęgnacja, jednak jakoś te kosmetyki nie do końca przypadły mi do gustu. Być może mam takie odczucia, dlatego że po świątecznym pudełeczku oczekiwałam czegoś bardziej spektakularnego. No nic, nie ma co narzekać, trzeba się cieszyć z tego co jest i mieć nadzieję, że kolejna zawartość będzie lepsza.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??


środa, 2 stycznia 2019

Angielska Kuchnia cz. II - Napoje

Witajcie!
Jakiś czas temu  przybliżyłam Wam trochę temat angielskiej kuchni. Dzisiaj także pozostaniemy w tym temacie, jednka na tapetę weźmiemy napoje. No bo przecież każdy szanujący się Anglik wie, że czas na herbatę w ciągu dnia to rzecz święta.


Anglicy pozostają niezłomnie wierni herbacie której wielu z nich przypisuje wręcz magiczne właściwości lecznicze czy też uspokajające. Zwykle piją herbatę indyjską lub chińską którą podają z mlekiem i cukrem (tzw. bawarka).  Pojęcia Tea Time, Five o'clock, czy też Afternoon Tea to  określenia które na całym świecie bez wątpienia kojarzą się z Anglią. Picie herbaty popołudniu zapoczątkowała księżna Bedfordu, Anna. Teraz ten zwyczaj jest już rzadko kultywowany, jednak zdarza się, że starsi Anglicy nadal popołudniami zasiadają przy stole aby wypić wspólnie ten tak lubiany przez nich napój, do którego bardzo często serwują kruche ciasteczka.  Miłośnicy tego trunku rano zwykle sięgają po mocną herbatę (English Breakfast Tea), która ma pełnić tą samą rolę co kawa. Popołudniu zwykle serwowana jest herbata Earl Gray, która przez swój wyjątkowy smak jest jedną z moich ulubionych herbat. 




Mimo iż Anglicy mają raczej słabe głowy, to mimo wszystko uchodzą du wielkich koneserów napoi alkoholowych. Mimo iż angielska kuchnia nie grzeszy wyrafinowaniem, to trzeba przyznać, ze swoje dania Anglicy spożywają przy akompaniamencie najlepszych  światowych win. Bardzo często na ich stolach goszczą wina francuskie, portugalskie czy tez hiszpańskie.




Piwo to kolejny trunek który Anglicy ubóstwiają. Lubują się co prawda w rożnych gatunkach europejskich i amerykańskich, jednak ich narodowe piwo Ale należy do jednych z ich ulubionych, a jego produkcja idzie całkiem dobrze. Myślę, że to za sprawą licznych pubów, których w Anglii jest zatrzęsienie, a popołudniowe spotkanie w tym miejscu przy kuflu piwa to już ich tradycja.




Po mocniejsze alkohole oczywiście także sięgają. Tutaj na czele listy plasuje się gin, który zwykle piją z tonikiem lub przyrządzają na jego bazie rożne kolorowe drinki. Spożycie whisky także ma się całkiem dobrze, a wielu Anglików uważa ten alkohol za ich osobisty wynalazek. Jednak większość znawców wie, że whisky pochodzi oczywiście ze Szkocji.


***

Oczywiście nie są to wszystkie gatunki alkoholi jakie spożywają.
Ich lista jest znacznie dłuższa, jednak nie będę tutaj robić przeglądu alkoholi.
Jednak te wspomniane prze zenie należą do jednych z najczęstszych po które Anglicy sięgają.


A Wy jakie gatunki alkoholi preferujecie ??

Pozdrawiam
:) 

sobota, 29 grudnia 2018

Listopadowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Mam nadzieję, że święta minęły Wam miło i przyjemnie. U mnie był pełen relaks. Na spokojnie i bez zadęcia. Czyli tak jak powinno być. Przecież święta to czas radości, relaksu i odpoczynku. Przynajmniej jak dla mnie.

Korzystając jeszcze z tych dni wolnych, staram się jak najwięcej odpocząć i nabrać sił na nowy rok.
Nadrabiam też zaległości w czytaniu, oglądaniu filmów, no i pisaniu bloga. 
Dzisiaj przychodzę do Was z zawartością listopadowego pudełeczka Glossybox'a.
Dla wielu z Was listopad pewnie odszedł już dawno w zapomnienie, jednak wiem, że wiele z Was interesuje zawartość tych pudełeczek. Tak więc z małym opóźnieniem zapraszam Was na odsłonę zawartości listopadowego box'a.


- HUDA BEAUTY - Matowa pomadka do ust
Z produktami kolorowymi jest ten problem, że nie zawsze ich kolorystyka w pełni nam odpowiada. I w przypadku tego kosmetyku tak właśnie jest. Mimo iż pomadka super się nosi i jest mega komfortowa na ustach, to kolor, brąz, delikatnie wpadający w odzień nude nie do końca mi odpowiada. Niby nie jest to kolor, którego nie będę nosiła, jednak nie ukrywam, że wolałabym coś w odcieniu różu lub czerwieni.
Produkt pełnowymiarowy £18.

- CONTEXT - Produkt myjący oraz złuszczający w jednym
Bardzo lubię wszelakie peelingi do twarzy czy też do ciała. Tak więc z tego produktu jestem jak najbardziej zadowolona. Wiadomo, że złuszczanie martwego naskórka to najprostszy sposób na to, aby nasze skóra wyglądała młodo i zdrowo.  Produkt ma swoim działaniem przypominać profesjonalną dermabrazję, więc  nie powiem, brzmi ciekawie. Mam nadzieję, że producent wie co mówi i kosmetyk naprawdę okaże się dobry w swoim działaniu.
30ml (taka jest pojemność tego produktu) kosztuje £6.50


- LIVING PROOF - Maska do wlosów
Produktów tej marki miałam już okazje klika razy używać i muszę przyznać, że są one bardzo dobre. 
Tym razem w moje ręce trafiła maska do włosów, której zadaniem jest głęboko odżywić nasze pasma a także nadać im blask. Już po pierwszym użyciu nasze włosy mają stać się o 20% mocniejsze a ich łamliwość ma się zmniejszyć aż o 95%. Mimo iż maska nie jest za duża (28g) to i tak wystarczy na kilku razowe użycie, przynajmniej w przypadku moich włosów.
A jej koszt za taką mini wersje to aż £10.


- YOUR GOOD SKIN - Zbalansowany koncentrat do twarzy
Kosmetyki do pielęgnacji twarzy są chyba moją ulubioną grupą jeśli chodzi o zawartość tych pudełeczek. Lubię testować nowinki i zawsze liczę na to, że coś fajnego odkryję. Ten mini koncentrat  który znalazł się w listopadowym box'ie, to dla mnie totalna nowość. Zawiera witaminę C a także ekstrakt z zielonej herbaty. Ma on za zadanie  polepszyć teksturę naszej skóry, nawilżyć ją a także dać jej rozświetlenie. Brzmi bardzo obiecująco. Miejmy nadzieję, że wszystkie obietnice producenta zostaną spełnione. 
10 ml tego koncentratu kosztuje £5.83

- STYLONDON - Paletka cieni
Tym razem kosmetyk kolorowy który swoim odcieniem trafił totalnie w mój gust.
Paleta cieni zawiera aż dziewięć kolorów, z czego siedem do odcienie perłowe, a dwa to odcienie matowe. Jak dla mnie jest to super połączenie, gdyż na co dzień częściej sięgam właśnie po cienie błyszczące.


Super są te kolorki, bardzo w moim stylu.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £9.99


- CHLOE - Próbka perfum Chloe
Ten produkt został dołączony do pudełeczka jako mały bonus. Uważam, że częściej tego typu niespodzianki powinny być robione. Zawsze to fajnie móc przetestować, jakiś nowy zapach. Można odkryć coś nowego, a nóż przypadnie on nam tak do gustu, że postanowimy się skusić na jego zakup.
Perfumy Nomade to kwiatowo-szyprowy zapach, w którym zawarte są akordy frezji, śliwki mirabelki oraz mchu dębowego. Mi bardzo ten zapach przypadł do gustu i naprawdę zastanawiam się czy nie wpisać go na moją wishliste.


****

Tak prezentuje się cała zawartość listopadowego pudełka Glossybox.
Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona. Wszystkie kosmetyki przypadły mi do gustu. Jakby jeszcze tylko pomadka trafiła mi się w innym odcieniu to byłoby idealnie. Niby ten brąz nie wygląda źle na moich ustach, jednak w odcieniach różu byłoby mi znacznie lepiej. Mimo wszystko całą zawartość oceniam na plus.

A Wy jakie macie spostrzeżenia na temat tej zawartości??

Pozdrawim
;)

piątek, 28 grudnia 2018

Kalendarz Adventowy Rituals...

Witajcie!
Grudzień to dla mnie magiczny miesiąc. Oczekiwanie na Święta Bożego Narodzenia, zawsze wprawia mnie w dobry nastrój. Już na początku grudnia staram się wprowadzić troszkę świątecznej atmosfery do domu. Zwykle zaczynam od drobnych dekoracji czy tez dodatków, które nie tylko wprowadzają do otoczenia świąteczny klimat, ale też cieszą oko i przypominają, że święta już są coraz bliżej. Pamietam, że jako dziecko początek grudnia zawsze kojarzył mi się z czekoladowym kalendarzem adwentowym. Jaka to była radość, kiedy codziennie można było otworzyć nowe okienko! Teraz nadal mam słabość do czekolady, jednak jeśli chodzi o kalendarze adwentowe to już jestem bardziej wybredna i jako fanka kosmetyków stawiam zwykle na te kosmetyczne.

W tym roku postawiłam na kalendarz mojej ulubionej firmy kosmetycznej, czyli Rituals...
Którego zawartość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

 Kalendarz, był naprawdę spory i trochę ważył, co już na początku dobrze wróżyło zawartości.


Po wyjęciu go z pudełka i rozłożeniu przybierał kształt choinki, co jeszcze bardziej nadawało mu świątecznego klimatu. Kalendarz zawierał 24 okienka, a w każdym z nich  był ukryty mały prezent niespodzianka.

 W pierwszym okienku znajdowało się mydełko w płynie o zapachu indyjskiej róży i migdałów.
Pojemność dość duża, bo aż 110 ml, więc super, bo wiadomo, najbardziej w tego typu kalendarzach cieszą nas pełnowymiarowe produkty. Fajne w tym kalendarzu było też to, że po otwarciu każdego okienka mieliśmy małą sentencję, która nawiązywała do kosmetyku który znajdował się w danym okienku. Bardzo fajne i pomysłowe. 


Świeczki to coś co uwielbiam w tym zimowym okresie. Blask świec oraz ich aromat wypełniający wnętrze domu powoduje, że aż się nie chce z niego wychodzić. Fajnie, że i w tym kalendarzu znalazły się świeczki. Szkoda tylko, że wszystkie cztery były o tym samym zapachu (arbuz z granatem). Jest to zapach bardzo świeży i przyjemny, jednak fajnie byłoby jakby każda świeczka była o innym aromacie, bo tak to w czterech okienkach  mamy, jakby nie patrzeć, ten sam produkt.


 Nie wiem jak wy, ale ja bardzo lubię mydełka w kostce. A to z serii The Rituals of Happy Budda pachnie słodkimi pomarańczami oraz drzewem cedrowym.


Osobiście nie bardzo lubię tego typu akcesoria w kalendarzach adwentowych.
Pilniczek, wiadomo, jest to dość tania rzecz, a przecież kalendarze tego typu do najtańszych nie należą. Jednak mimo wszystko wybaczam ten mały bubel (na szczęście był tylko jeden). Szkoda, że jest on papierowy, lepszy byłby szklany pilnik. Jednak i ten się przyda, wiadomo, pazurki trzeba czasem spiłować ;).


Ten kosmetyk, szampon i żel do mycia w jednym, z serii Samurai / Cool Dawn powędruje do mojego chłopaka, gdyż jest ro seria męska. Myślę, że i on się ucieszy, że także coś dla niego znalazło się w tym kalendarzu.  Produkt zawiera w sobie organiczny bambus oraz morskie minerały.


Chusteczki do zmywania makijażu, to produkt którego używam codziennie. Zwykle stawiam na te od Nivea, gdyż po prostu są znacznie tańsze. Fajnie wiec będzie przetestować coś  z wyższej półki. Chusteczki w swoim składzie zawierają organiczną Aloe Vere oraz kwiat lotosu.


Pianki do mycia to chyba najbardziej rozpoznawane kosmetyki marki Rituals... Miło, że nie zapomnieli o tym i w  kalendarzu znalazł się i taki kosmetyk. Pianka The Ritual of Karma ma delikatny, świeży zapach kwiatu lotosu oraz organicznej białej herbaty. Uwielbiam ich produktu do kąpieli, więc tym bardziej się z niego cieszę.


I kolejny kosmetyk z serii The Ritual of Karma. Tym razem jest to mgiełka do ciała oraz do pościeli. Jej zapach to także kwiat lotosu oraz organiczna biała herbata.


Krem do rąk to kosmetyk który w czasie zimy używam chyba najczęściej. Moje dłonie w tym okresie mają tendencję do przesuszania więc cieszę się, że i krem do rąk znalazł się w jednym z okienek. Balsam do rąk z serii The Ritual of Ayurveda pachnie bardzo przyjemnie indyjska różą oraz słodkim olejem z migdałów.


Jedna z moich ulubionych serii zapachowych to The Ritual of Sakura. Uwielbiam zapach mleka ryżowego oraz kwiatu japońskiej wiśni. I tak też pachnie ten krem do ciała, słodko a zarazem delikatnie.


Suchy olejek z serii The Ritual of Ayurveda do ciała i włosów.  Lubię sięgać po olejki zwłaszcza zimą. Ten w swoim składzie ma słodkie migdały oraz bazylię więc bardzo przyjemnie pachnie no i do tego jest w 100% naturalny.


I kolejny produkt z serii The Ritual of Sakura. Tym razem mamy nawilżający szampon do włosów.


Żel pod prysznic z serii The Ritual of Ayurveda o zapachu indyjskiej róży oraz Shikakai.


Scrub do ciała to kosmetyk który w mojej łazience ma specjalne miejsce. Uwielbiam mieć ich kilka, w różnych wariantach zapachowych czy też rodzajach ścieralności naskórka. Ten z serii The Ritual of Sakura nie tylko pięknie pachnie mlekiem ryżowym i kwiatem wiśni ale też dobrze ściera martwy naskórek.


Ampułki to coś nowego w mojej pielęgnacji twarzy. Używałam co prawda rożnych kapsułek do twarzy które zawierały w sobie różnorakie oleje, jednak ampułki to dla mnie nowość. Więc tym bardziej się cieszę, że będę mogła je wypróbować. W kalendarzu znalazły się dwie ampułki z serii The Ritual of Namaste. Jedna z nich jest nawilżająca a druga rozświetlająca.


Seria The Ritual of Dao jest dla mnie totalną nowością. Jeszcze nie miałam okazji jej wąchać, czy też używać. Więc super, że kosmetyk z tej serii znalazł się w kalendarzu. Niby jest to kolejny balsam do rąk, jednak mi to nie przeszkadza, gdyż moje dłonie w czasie zimy potrzebują dobrego nawilżenia. Różni się on od poprzedniego balsamu do rąk tym, że ten jest do stosowania na noc.


Maseczki do twarzy, obok scrubów, to drugi rodzaj kosmetyków których w mojej łazience pełno. Tych od Rituals... jeszcze nie miałam okazji używać, więc fajnie, że będę miała okazję przetestować jedną z nich. Maseczka ma formę proszku który
należy rozrobić razem z wodą, w celu uzyskania odpowiedniej konsystencji. Jest w 100% naturalna a w jej skład wchodzi węgiel oraz czarne błoto. Miłym zaskoczeniem było też to, że do maseczki została dodana szpatułka, której zadaniem  jest ułatwienie nam rozprowadzenia produktu na twarzy.


Kremów do ciała nigdy nie jest za dużo, zwłaszcza zimą, kiedy to nasze ciało wyjątkowo potrzebuje nawilżenia. Ten krem  z serii The Ritual of Happy Baddha ma zapach słodkich pomarańczy oraz drzewa cedrowego. Bardzo lubię kosmetyki z tej serii gdyż kojąco działa na moje zmysły.


Tym razem coś co jest dla mnie totalną nowością czyli pianka do mycia twarzy z serii The Rituals of Namaste. Ogólnie rzecz biorąc cała ta seria jest dla mnie nowa, gdyż jeszcze nie miałam okazji jej testować. Tak więc fajnie, że kilka kosmetyków z tej serii pojawiło się w kalendarzu. Produkt pachnie bardzo świeżo i przyjemnie a w swoim składzie ma moringe oraz kwiat lotosu.


Pianki do mycia, jak już wam wspominałam, są kultowym produktem marki Rituals...
Miałam ich już kilka, i za każdym razem używanie ich podczas kąpieli to wielka przyjemność. Nie tylko dla ciała ale także dla ducha, gdyż pianki mają niesamowite zapachy, które naprawdę odprężają i relaksują.  Zresztą jak wszystkie kosmetyki tej firmy. Z pianką z serii The Ritual of Yalda spotykam się pierwszy raz. Jeśli dobrze kojarzę, to jest to dość nowa seria kosmetyków. Pianka pachnie granatem oraz arbuzem, czyli identycznie jak świeczki które znalazły się także w tym kalendarzu.


****

Pewnie wiele z Was zastanawia się, czy zawartość kalendarza przypadła mi do gustu. Jako wielka fanka tej marki, jestem nim zachwycona. Owszem, chętnie bym wymieniła pilniczek do paznokci na jakiś inny kosmetyk, czy też postarała się aby każda świeczka była w innym zapachu. Jednak patrząc całościowo na wszystkie kosmetyki to muszę stwierdzić, że zawartość została bardzo dobrze przemyślana. W kalendarzu znalazły się produkty do pielęgnacji ciała, włosów, dłoni, a także produkty do twarzy. Co prawda nie mamy tutaj żadnego kosmetyku z kolorówki, jednak mi to nie przeszkadza, gdyż jak wiadomo z kolorówką zawsze jest ciężej trafić w gust, a pielęgnacja to coś, co raczej każda z nas zużyje. Ja, jako miłośniczka tej marki, cieszę się, że będę mogła wypróbować ich nowe, nieznane mi jeszcze serie. Myślę, że odkryje nie jedną perełkę kosmetyczną podczas testowania tych kosmetyków.

Jeśli miałabym polecić komuś ten kalendarz, to z całego serca polecam go fankom kosmetyków pielęgnacyjnych, a także tym, którzy mieliby ochotę zapoznać się z kosmetykami marki Rituals... Mamy tutaj tak szerokie spektrum różnych kosmetyków, że taki kalendarz pozwoli na małe rozpoznanie jeśli chodzi o ich asortyment. Pojemności produktów także są dość spore, więc wystarczą one nam na kilkukrotne użycie.

Jeśli chodzi o cenę to muszę przyznać, że nie była ona jakoś zbytnio wygórowana. Patrząc na ceny innych kalendarzy, to ten od Rituals... umieściłabym tak pośrodku. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie każdy  może sobie pozwolić na taki wydatek.  Ja swój kalendarz kupiłam na małej promocji i zamiast £60 zapłaciłam za niego £50.

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z tego kalendarza i bardzo się cieszę, że to właśnie na niego się zdecydowałam w tym roku.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??

Pozdrawim
:)