niedziela, 19 stycznia 2020

Prezenty Gwaizdkowe cz. II

Witajcie!!
Dzisiaj zapraszam Was na przegląd kolejnych prezentów, jakie w ostatnie święta znalazłam pod choinką. Wiele osób wie, że uwielbiam czytać. Tak naprawdę to nie wyobrażam sobie dnia bez książki. Uwielbiam je czytać, a także je dostawać. Tak więc i tym razem mój czytelniczy głód został zaspokojony i pod choinką znalazłam kilka interesujących książek, Tak więc jeśli jesteście ciekawi, jakie pozycje czytelnicze w najbliższym czasie trafią w moje ręce, to zapraszam do zerknięcia poniżej.

Stosik może nie prezentuje się imponująco, jednak jak to się mówi, nie liczy się ilość tylko jakość. 

Rok dobrych myśli - Beata Pawlikowska
365 dni i 365 pozytywnych myśli, które pomogą spojrzeć na siebie, ludzi, świat i życie w nowy, optymistyczny, pełen radości sposób. Sposób myślenia kształtuje naszą rzeczywistość. Od tego jak interpretujemy zdarzenia i własne myśli zależy poziom naszego życiowego szczęścia. Dlatego warto ćwiczyć dobre myśli i pozytywne nastawienie. Kalendarz zawiera także życiowe kody, autorskie rysunki, przepisy kulinarne oraz porady.

Bardzo lubię twórczość Beaty Pawlikowskiej, tak więc kalendarz jej autorstwa to strzał w dziesiątkę. Ja w ogóle należę do osób, które nie wyobrażają sobie życia bez kalendarza. Na co dzień sporo się u mnie dzieje, więc lubię sobie to wszystko spisać, aby o niczym nie zapomnieć. Kalendarz ma bardzo dużo miejsca na zapiski, tak więc dla mnie jest on idealny, gdyż ja z reguły bardzo lubię pisać czy też tworzyć listy w swoim kalendarzu.

Drugi kalendarz, Bad Cat, nie ma ma miejsca na zapiski, jednak jest to ten typ kalendarza, który codziennie poprawia Wam humor. Każdego dnia, mamy jakieś zabawne zdjęcie z kotem w roli głównej, wraz ze śmiesznym opisem i danymi kota. Wiadomo, że koty potrafią być podłe, wredne ale także bardzo zabawne. Sama posiadam jednego i wiem, że obcowanie z tymi zwierzętami nie zawsze jest łatwe, ale zawsze pełne wrażeń. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo kocham swojego kota i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Tak więc ten kalendarz, jest nie tylko fajnym prezentem, ale także super poprawiaczem nastroju, dla wszystkich miłośników kotów.


„Ciało nie kłamie”- Dr Judy Melinek
Poznajcie jeden z najtrudniejszych zawodów, pełen zagadek, niespodziewanych wyzwań, stojący na pograniczu świata żywych i umarłych. Szczery zapis wspomnień patolożki, pracującej w nowojorskim biurze naczelnego lekarza sądowego na stanowisku specjalisty medycyny sądowej. Dr Judy Melinek zabiera czytelników za policyjne taśmy, opowiada o sekcjach zwłok, dokonywaniu oględzin na miejscu zgonu i wspieraniu pogrążonych w żałobie bliskich. Żeby mierzyć się ze śmiercią, trzeba kochać życie.

Bardzo lubię książki o tematyce medycznej. A te na faktach, przedstawiające życie i praktykę lekarzy pociągają mnie najbardziej. Tak więc cieszę się, że tego typu pozycji na naszym czytelniczym rynku pojawia się ostatnio coraz więcej. Wiedza o zawodzie patologa sądowego, do niedawana owiana była tajemnicą. Wiadomo, że nie jest to najprzyjemniejszy zawód, a i czytanie o nim, nie dla wszystkich będzie przyjemne. Ja jednak bardzo lubię zgłębiać tego typu wiedzę, więc ta książka idealnie wpisuje się w moje gusta czytelnicze, i już nie mogę się doczekać, kiedy wezmę ją w swoje ręce.



Powiem Wam, że ja, jeśli chodzi o wiedzę o kosmosie, zabłysnąć raczej nie mogę. Znam co prawda podstawy, jednak nigdy tak naprawdę się w nią nie zagłębiałam. Mój narzeczony, można powiedzieć, jest ekspertem w tej dziedzinie. Dużo czyta, ogląda i ogólnie interesuje się tą tematyką. Tak więc jeśli ja, kiedykolwiek miałam jakieś pytanie na temat kosmosu, to zawsze zwracałam się do niego w tej sprawie. Ta książka Hawking'a, jest tak naprawdę prezentem który on otrzymał pod choinkę. Postanowiłam jednak ją Wam pokazać, gdyż wiem, że i ja po nią sięgnę, aby troszkę bardziej poszerzyć swoją wiedzę na temat kosmosu. Myślę, że będzie to interesująca lektura.


„Człowiek i błędy ewolucji”- Nathan H. Lents
Intrygująca podróż po świecie niedoskonałości, które czynią nas ludźmi. My, ludzie, lubimy myśleć o sobie jak o wysoce rozwiniętych istotach. Skoro jednak jesteśmy najdoskonalszym wytworem ewolucji, to dlaczego nasze kolana są tak wadliwe? Dlaczego tak często się przeziębiamy? Dlaczego przeważająca część naszego genomu niczemu nie służy? Czy naprawdę musimy oddychać i przełykać tą samą cienką rurką? Profesor biologii Nathan Lents wyjaśnia, że historia naszej ewolucji to nic innego jak jeden wielki zbiór pomyłek – a każda kolejna bardziej niezręczna, czasem wręcz bezlitosna. Ludzki organizm jest niezwykłą mozaiką kompromisów. Zarazem jednak świadczy to o naszej wielkości, gdyż – jak pokazuje badacz – mając tak wiele wad konstrukcyjnych, stajemy się mistrzami w ich obchodzeniu. „Człowiek i błędy ewolucji” to bardzo atrakcyjnie opowiedziana, pouczająca historia niekonwencjonalnego bilansu kosztów naszego sukcesu.


Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię czytać o tajemnicach ludzkiego ciała. Te wszystkie skomplikowane mechanizmy zachodzące w nich, dla wielu z nas są nieodkrytą tajemnicą. Mam nadzieję, że ta książka przybliży mi jak działa ta cała maszyneria,a także odkryje przede mną kilka ciekawostek, o których nie miałam w ogóle pojęcia.


„Ludzie. Krótka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko” - Tom Phillips 
Kiedy po raz kolejny pomyślisz, jak bardzo coś spieprzyłeś, ta książka przypomni ci, że mogło być o wiele gorzej… Ekscytująca podróż przez najbardziej kreatywne i katastrofalne porażki w historii ludzkości, począwszy od upadku naszego praprzodka z drzewa, do najbardziej spektakularnych współczesnych klęsk gatunku ludzkiego! W ciągu ostatnich siedemdziesięciu tysięcy lat, odkąd homo sapiens chodzi po Ziemi, przebyliśmy długą drogę. Sztuka, nauka, kultura, handel – w ewolucyjnym łańcuchu pokarmowym jesteśmy prawdziwymi zwycięzcami. Ale powiedzmy sobie szczerze, to wcale nie była bułka z masłem, a do tego czasami, zupełnie przypadkiem, udawało się nam coś naprawdę wybitnie spieprzyć. Od klęski ekologicznej na Wielkich Równinach Stanów Zjednoczonych w latach 30. XX wieku do walki z czterema plagami przewodniczącego Mao. Od pijanej w sztok armii austriackiej, która przypuściła atak na samą siebie, do supermocarstwa, które wybrało na prezydenta gospodarza programu telewizyjnego z gatunku reality show… Można dość bezpiecznie stwierdzić, że jako gatunek z wiekiem wcale nie stajemy się mądrzejsi.

I kolejna pozycja poświęcona gatunkowi ludzkiemu. Jak to się mówi, pomylić się ludzka rzecz, nie zmienia to jednak faktu, że niektórych porażek dałoby się uniknąć. Jednak człowiek nie zawsze postępuję rozsądnie i właśnie dzięki temu, powstają czasem wybitnie odkrycia, lub też ciekawe tematy do napisania chociażby tego typu książki. Coś czuję, że ta pozycja nie raz mnie zaskoczy i nie raz czytając ją się zaśmieję.


„Sapiens. Od zwierząt do bogów” - Yuval Noah Harari

Światowy hit. Książka, dzięki której rozpoczęła się międzynarodowa kariera Harariego. Całościowa historia człowieka – od ukrywania się w jaskiniach do podróży na Księżyc i inżynierii genetycznej.
Sto tysięcy lat temu ludzie z trudem walczyli o przetrwanie, cały czas żyjąc w strachu przed wszechmocną naturą i rywalizującymi z nimi zwierzętami. Dzisiaj w XXI wieku opanowaliśmy cały świat i to nasz niekontrolowany rozwój jest zagrożeniem dla planety i zwierząt. Homo sapiens uczy się właśnie przekształcać swoje geny i chciałby stać się podobny do własnych wyobrażeń o bogach. „Przesiedliśmy się z dłubanek na żaglowce, z żaglowców na parostatki, z parostatków na promy kosmiczne, lecz nikt nie wie, dokąd zmierzamy. Dysponujemy niespotykaną dotąd potęgą, ale nie mamy pojęcia, co z nią zrobić”. „Sapiens” łączy biologiczne ujęcie z rozległą historyczną i kulturoznawczą perspektywą. Y.N. Harari chciałby, żebyśmy spojrzeli na siebie i nasze miejsce w świecie w nowy, prowokujący do myślenia sposób. „Sapiens” to jeden z największych światowych bestsellerów ostatnich lat. Ponad 8 milionów sprzedanych egzemplarzy. 

 Pamietam jak jakiś czas temu, wszyscy ta książkę czytali w londyńskim metrze. Po pewnym czasie sama zaczęłam się zastanawiać, cóż to za książka, po którą tak wielu ludzi sięga. Po przeczytaniu kilku recenzji stwierdziłam, że pozycja ta jest na pewno warta uwagi i dobrze byłoby się z nią zapoznać. I proszę, ktoś chyba uważnie mnie słuchał, gdyż książka znalazła się u mnie pod choinką. Tak więc już niebawem się do niej zabieram, chociaż ilość stron 544, nie zachęca do czytania. Mam jednak nadzieję, że będzie to bardzo interesująca pozycja, warta każdej minuty jaką z nią spędzę.


I na koniec jeszcze dwa kalendarze ścienne. Jak się zapewne domyślacie, ten z kotami dostałam ja. Natomiast Banksy's Graffiti otrzymał mój chłopak. U nas w domu kalendarzy nigdy za wiele, tak więc każdy z nich znajdzie swoje zastosowanie.


I tak prezentują się moje prezenty książkowe i kalendarzowe.
A Wy jakie książki znaleźliście pod choinką?
Dajcie znać.

Pozdrawiam
:)

czwartek, 9 stycznia 2020

NOWOŚCI KOSMETYCZNE Z KIKO

Witajcie!!
Kosmetyków do makijażu  marki KIKO nie miałam jeszcze okazji używać. Pamiętam, że kilka lat temu miałam kilka lakierów do paznokci z tej firmy, i muszę przyznać, że świetnie się one u mnie sprawdziły. Ostatnio, przechodząc obok ich sklepu, postanowiła wejść i sprawdzić, co też ciekawego mają w swoim asortymencie. Okazało się, że tego dnia mieli wyprzedaż swoich produktów, i to w dość atrakcyjnych cenach. Stwierdziłam, że jest to świetna okazja do przetestowania ich kosmetyków. Tak więc jeśli zastanawiacie się na co się skusiłam, to zapraszam do czytania.


Podkład to kosmetyk po który sięgam prawie codziennie. Zdecydowałam się wiec na dwa z serii Universal Fit.  Podkład nadaje się wszystkich rodzajów skóry. Kolory na jakie się zdecydowałam to: Natural oraz Warm Beige,

Podkład ma zapewnić naszej skórze nawilżenie, miękkość oraz wyrównanie kolorytu naszej cery. Podobno idealnie wtapia się w skórę, a także nie zatyka porów. Na plus zasługuje to, że nie posiada w swoim składzie parabenów. Nie jest to podkład silnie kryjący, raczej średnio kryjący, o czym producent informuje nas na opakowaniu.

Konturówki do ust z serii Sweetheart to wersja limitowana, która obecnie jest już chyba niedostępna. Ja skusiłam się na dwie: w odcieniu brudnego różu (05) oraz różu w odcieniu nude (02).  Konturówki są bardzo miękkie przez co ich nakładanie jest przyjemne oraz łatwe. Na plus zasługuje też to, że są one automatyczne. Dobrze się trzymają ust, nie rozmazują, i są dość trwałe. 

Po cienie do powiek w sztyfcie raczej rzadko sięgam. Zwykle stawiam na te prasowane w kamieniu. Jednak stwierdziłam, że może warto byłoby spróbować czegoś nowego. Cień na który się zdecydowałam, jest w dość jasnym kolorze, więc nawet jeśli nie sprawdzi się jako cień na całą powiekę, to będę go używać do zaznaczenia wewnętrznego kącika oka, lub też pod łuk brwiowy. Produkt nazywa się Long Lasting, co sugeruje, że ma być dość trwały. Producent obiecuje taki efekt, aż do 8 godzin. Cień także ma się nie kruszyć ani nie rozmazywać. Jego formuła jest dość miękka, co na pewno będzie ułatwiało jego aplikację. Zawiera także delikatne drobinki, które ładnie będą rozświetlać makijaż oka. Mój kolor to 28- ivory.

Pędzelek do ust to rzecz która bardzo ułatwia precyzyjny makijaż. Ja po tego typu pędzelki sięgam prawie zawsze jak nakładam pomadkę w dość wyrazistym odcieniu, i zależy mi, aby makijaż ust prezentował się nienagannie.Ten pędzelek jest świetny dlatego, że jest automatyczny. Po pociągnięciu, wysuwa nam się pędzelek. Jest to świetne rozwiązanie, gdyż zapobiega odkształcaniu się włosia, no i taki pędzelek możną bez problemu wrzucić do torebki nie martwiąc się, że się zniszczy.  Pędzelek tak mi się spodobał, że skusiłam się na dwie sztuki. Wiadomo takich rzeczy nigdy za wiele. Na zdjęciu widzicie jak pędzelek prezentuje otwarty i zamknięty.


I tak prezentują się moje zakupy kosmetyków marki KIKO.
Nie jest tego za wiele, jednak wiem, że ta mała ilość i tak pozwoli mi zapoznać się trochę z kolorówką tej marki. Kto wie, być może się polubię z tymi kosmetykami na tyle, ze w przyszłości będę po nie częściej sięgać.

A Wy znacie tą markę ?

czwartek, 2 stycznia 2020

PREZENTY ŚWIĄTECZNE CZ. I

Witajcie!! 
Jak to się mówi, święta, święta i po świętach. A jak po świętach to czas pochwalić  się świątecznymi prezentami. W tym roku Mikołaj stanął na wysokości zadania (jak co roku zresztą), i przyniósł mi same dobroci. Tak więc jeśli chcecie się dowiedzieć, co znalazło się pod moją choinką, to zapraszam do zerknięcia poniżej. Miłej lektury!


 Słodycze, jak i alkohol zawsze świetnie sprawdzają się jako prezent. Co roku na święta (z moim partnerem oczywiście) dostaję dość sporo tego typu prezentów, które nie ukrywam, bardzo nas cieszą. Uważam, że dobre czekoladki czy też markowy alkohol zawsze jest miło dostać. Wina z Harrodsa uwielbiam, tak więc był to strzał w dziesiątkę. Pralinki włoskiej  marki Carpo, to klasa sama w sobie i na koniec jeszcze coś polskiego,  czyli wiśnie w czekoladzie.


Jak widzicie, alkoholi na święta nam nie brakowało. Znajomi obdarzyli nas całym arsenałem. Dostaliśmy: prosecco, szampana oraz szkocką whisky.


Francuskie trufle Charbonnel et Walker, to kwintesencja smaku. Uwielbiam je! Mówię Wam, niebo w gębie! Natomiast włoskie ciasto panettone, należy do moich ulubionych. To które otrzymałam miało w sobie solony karmel. A jak jak wiecie uwielbiam wszystko co zawiera ten składnik.


Koszyki wypełnione smakołykami tzw. Christmas Hamper Basket to w Anglii już tradycja. Ludzie bardzo często wręczają sobie takie podarunki. Które najczęściej są wyładowane smakołykami a także alkoholami. Powiem Wam, że niektóre tego typu koszyki osiągają naprawdę zawrotne ceny, nawet £1000. My w tym roku także dostaliśmy taki hamper, w którym znajdowały się: czekoladki, orzeszki, popcorn, ciasteczka, angielska herbata, świąteczna kawa, naturalnie palona kawa z  Harrodsa, oraz serowe krakersy, które idealnie sprawdzą się do kanapek koktajlowych. Uważam, że jest to świetny pomysł na prezent, który równie dobrze, można samemu przygotować, jako podarek dla najbliższych. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, i wiem, że wszystko z chęcią zużyję.


I na koniec coś z Bułgarii czyli różane galaretki, które w swoim składzie zawierają naturalną wodę różaną. Czekoladki angielskie marki Thorntons które też z chęcią skosztuje, i do tego jeszcze portugalskie wino. 

 I tak przedstawiają się moje prezenty jedzeniowe i alkoholowe. Jak widzicie mamy tutaj przekrój smakołyków z wielu krajów, co mnie bardzo cieszy, gdyż ja uwielbiam próbować nowych smaków.
I do tego jeszcze plejada dobrych alkoholi. Nic tylko siadać do stołu :)

A Wy co sądzicie o takich prezentach ?

wtorek, 31 grudnia 2019

ŻYCZLIWOŚĆ DOBRA RZECZ

Witajcie!
Dzisiaj Sylwester, czyli ostatni dzień w roku. Wiele osób w tym okresie robi postanowienia noworoczne, czy też podsumowanie minionego roku. Ja podsumowania minionych 12 miesięcy nie robię. Postanowienia zawsze jakieś sobie stawiam, jednak na narzucam sobie jakiegoś wielkiego rygoru w ich przestrzeganiu. Oczywiście, staram się ich dotrzymywać, jednak życie to nie akademia wojskowa, więc uważam, że drobne odstępstwa i nam się mogą trafić.  Tak więc podchodźcie do swoich postanowień z małym przymrużeniem oka. Gwarantuje Wam, że wtedy łatwiej będzie Wam w nich wytrwać.

Sylwester jest też takim dniem kiedy ludzie składają sobie życzenia. Więc chyba pora i na mnie. Ja Wam kochani życzę w nowym roku przede wszystkim zdrowia, bo tak naprawdę bez zdrowia nie ma nic.  Życzliwości, pogody ducha i wzajemnego zrozumienia, bo wierzcie mi, wtedy naprawdę łatwiej się żyje i pokonuje trudności, jakie możemy napotkać na naszej drodze. 

Od kilkunastu lat mieszkam w Londynie. Zawsze zachwycała mnie, i nadal zachwyca, pogoda ludzi tu mieszkających. Ich życzliwość, zrozumienie, i to, że dla większości z nich szklanka jest zawsze do połowy pełna. Oczywiście nie wszyscy wyspiarze maja takie usposobienie. Im także zdarzają się gorsze dni, kiedy to mają ochotę przeklinać cały świat. Jednak z mojego doświadczenia wiem, że nie często im się to zdarza.  

Eskalacja życzliwości i radości  występuje u nich najbardziej w okresie świątecznym. Ludzie, zamiast stresować się nadchodzącymi świętami, cieszą się i razem celebrują ten czas. Świąteczne drinki, obiady czy tez lunche zaczynają się już tutaj w połowie listopada. Po ulicach biegają uśmiechnięci londyńczycy w świątecznych swetrach z podarunkami w rękach. W tym roku na kilka dni przed wigilią, specjalnie wybrałam się sama na miasto aby skosztować tej atmosfery. I rzeczywiście, widok był niesamowity. Ludzie serdeczni, zadowoleni, widać, że naprawdę czekają na tych kilka magicznych dni w roku. Często się pozdrawiają, życzą sobie wesołych świąt, jest to naprawdę bardzo miłe i życzliwe. Ja sama tego dnia, kilka razy usłyszałam życzenia Wesołych Świąt, od ludzi którzy nie znałam i których pierwszy raz na oczy widziałam. Powiem Wam, że było to bardzo miłe.



Kolejna sytuacja, prozaiczna miała miejsce w supermarkecie. Na dzień przed wigilią wybrałam się do supermarketu po ostatnie zakupy świąteczne. Tłumy jak podczas amerykańskich wyprzedaży. Ludzi pełno wszędzie. Nie zrażałam się tym jednak. Wiadomo, zakupy trzeba zrobić. W końcu stanęłam w kolejce do kasy samoobsługowej. Przede mną typowa czteroosobowa angielska rodzina już rozpoczęła kasowanie swoich produktów. Nie zwróciłam jednak uwagi na to, że mieli aż dwa wielkie koszyki wyładowane po same brzegi. Już wtedy wiedziałam, że trochę sobie postoję. Owszem, na początku trochę się tym zirytowałam, jednak widziałam, że nie wiele w tej sprawie mogę zrobić. Pozostało mi tylko czekanie. Państwo byli bardzo mili, serdecznie się do mnie uśmiechali, zwrócili nawet uwagę na moje lody które leżały na taśmie i czekały na skasowanie. Pani powiedziała: "Kurde, jakbym wiedziała, że maja takie lody, to sama bym je kupiła, a tak to tylko mogę powiedzieć Pani smacznego ;).  Odpowiedziała: "Mam nadzieje, że następnym razem uda Wam się je kupić". Kiedy już skasowali swoje produkty i chcieli za nie zapłacić okazało się, że mają przy sobie tylko banknoty £50, których maszyna nie przyjmuje. Więc kolejne czekanie, gdyż obsługa musiała im te banknoty rozmienić. W końcu transakcja doszła do skutku, zapakowali się i mieli odchodzić.  Nadle senior rodziny odwraca się w moją stronę i mówi: "Przepraszamy za kłopot, dziękujmy za cierpliwość i życzymy wesołych świąt". Powiem Wam, że było to naprawdę bardzo miłe.




Inna sytuacja miała miejsce kilka lat temu. Było to także przed świętami. Wracałam dość późno z pracy około 23. Wiadomo w tych godzinach człowiek marzy tylko o tym, aby jak najszybciej znaleźć się w domu. Wracałam metrem i już dojeżdżałam do stacji na której miałam wysiąść. Niestety z powodu jakiejś awarii, pociąg nie mógł się na tej stacji zatrzymać. Motorniczy został o tym poinformowany za późno, więc pasażerowie nie mieli szans wysiąść na stacji wcześniej. Więc de facto wszyscy pasażerowie który zamierzali wysiąść na tej samej stacji co ja, musi dojechać do kolejnej stacji, i dopiero tam mogli wysiąść i zawrócić. Oczywiście dystans pomiędzy tymi stacjami był dość duży, więc o pieszej wędrówce nie było mowy. Chyba nie muszę pisać, że większość pasażerów, byłą tą całą sytuacją dość poirytowana. Szczęście jednak trochę nam dopisało, i po wyjściu z metra od razu złapaliśmy autobus, który był dość pusty, więc udało nam się wszystkim do niego zapakować. Ruszyliśmy, ludzie w posępnych nastrojach, wielu z nich psioczyło na motorniczego, który tak naprawdę niczemu nie był winien. W pewnym momencie wstał jeden z pasażerów i powiedział, że jest z aktorem w londyńskim teatrze i właśnie tak się składa, że w raz z nim podróżuje kilku jego kolegów, także aktorów. Idą święta, więc nie ma sensu się smucić, trzeba się radować, i chociaż  ta podróż ma małe utrudnienia, to on sprawi, że zakończymy ją radośnie i z uśmiechem na twarzy. I na to wszystka gruba około 10 osób wstała założyła czapki świętego mikołaja i zaczęła śpiewać piosenki świąteczne, tańcząc przy tym na  środku autobusu. Po paru minutach wszyscy pasażerowie im wtórowali i się śmiali. Atmosfera od razu się rozluźniła, a jak przyszło nam wysiadać, na naszej stacji, to wszyscy sobie życzyli wesołych świąt i się ściskali.  Było to bardzo miłe i sympatyczne. Powiem Wam, że w okresie świąt takie sytuacje nie są rzadkością. Pasażerowie londyńskiego metra w tym okresie często po kilku głębszych, zaczynają śpiewać świąteczne piosenki , wszyscy zaczynają się dołączać i tym oto sposobem cały wagon śpiewa i  się śmieje. W tym roku także udało mi się załapać na takie kolędowanie w metrze. Tak więc widzicie, świętuje się tutaj na całego.

Tak więc Kochani w nowym roku życzę życzliwości, pogody ducha i jak najwięcej uśmiech na twarzy.

Pozdrawiam

:)

niedziela, 29 grudnia 2019

Postanowienia Noworoczne

Witajcie!
Rok 2019 dobiega końca. Powiem Wam, że nie wiem kiedy on zleciał. Jak z bicza strzelił, można powiedzieć. Jednak czas płynie nieubłaganie i już za kilka dni powitamy nowy rok 2020. A jak nowy rok, to wiadomo, że czas na noworoczne postanowienia. Tak więc jeśli jesteście ciekawi, jakie też zadania przygotowałam dla siebie na nadchodzące dwanaście miesięcy, zapraszam na dzisiejszy post.




1. Być dobrą dla siebie
Ogólnie rzecz biorąc jestem osobą która lubi dbać o siebie i się rozpieszczać. Jednak, wiadomo, w tej dziecinie naszego życia, zawsze możemy zrobić troszkę więcej dla siebie. Przecież nikt nie zadba o nas lepiej niż my sami. Każdy z nas żyje w ciągłym pędzie. Praca, dom, dzieci i do tego jeszcze tysiące innych dodatkowych zajęć które mamy na głowie.  W tej codziennej gonitwie często zapominamy o sobie. Mi też to się zdarza. A przecież czasem tak nie wiele potrzeba aby poczuć się lepiej. Wierzę, że nawet w napiętym grafiku dnia znajdziemy 15 minut, aby napić się kawy, zadzwonić do przyjaciółki, czy też przysiąść na ławce i wsłuchać się w śpiew ptaków. Ja, powiem Wam, staram się każdego dnia, znaleźć chociaż kilka minut dla siebie. Nie zawsze mi to wychodzi, chociaż się staram. W nowym roku jednak będzie inaczej! Postaram się każdego dnia zrobić coś miłego dla siebie. Czasem pewnie będą to rzeczy banalne, jednak nie ma to znaczenia. Czasem człowiek cieszy się z najprostszych rzeczy, a przecież w tym wszystkim chodzi głównie o to, aby poczuć się lepiej i chociaż raz dziennie uśmiechnąć.

2. Odpuszczać sobie
Jako zodiakalna panna jestem osobą dość porządnicką. To moje zamiłowanie do porządku i perfekcji, często daje mi w kość. Zawsze staram się stawać na wysokości zadania. Często staram się wszystkim dogodzić, co bardzo często kończy się moim zmęczeniem i frustracją. Chyba czas to zmienić i zacząć sobie odpuszczać pewne sprawy. Przecież moje mieszkanie nie zawsze musi lśnić czystością. Świat się nie zawali jeśli coś odłożę  na później, komuś czegoś odmówię, czy też zwyczajnie powiem, że nie zrobię tego dziś, bo mi się zwyczajnie w świecie nie chce. Przecież jutro też jest dzień, a jak wiadomo robota nie zając nie ucieknie.

3. Przestać się zamartwiać
Chyba każdy z nas tak ma, że się martwi, analizuje, czy też snuje czarne scenariusze. Mi do tych ciemnych scenariuszy raczej daleko, jednak zdarza mi się bezsensownie martwić rzeczami, które być może i tak nigdy w moim życiu się nie wydarzą. Czas z tym skończyć! Zamartwianie się na zapas nic nie daje, tylko sprawia, że nasze samopoczucie kuleje. Dodatkowo stres związany z tym, negatywnie też wpływa na nasze zdrowie. Tak więc w nowym roku 2020 bezpodstawnemu zamartwianiu się mówię stanowcze NIE! Oczywiście pewnie trochę mi zajmie przestawienie się na tryb: Nie martwię się niepotrzebnie! Jednak jak to się mówi: Nie od razu Kraków zbudowano. Tak więc wierze, że małymi krokami dojdę do celu.  

4. Doceniać każdy moment
Jak już wspominałam powyżej, żyjemy w ciągłym pędzie. Zwłaszcza w dużych metropoliach życie pędzi jak szalone. Dni, tygodnie, miesiące przelatują nam tak szybko, że często nie pamiętam co robiliśmy wczoraj. Żyjąc tak szybko, często nie doceniamy tego, że udało nam się przeżyć kolejny dzień bez większych problemów. Nie doceniamy tego, że ktoś okazał nam życzliwość, wyciągnął do nas pomocną dłoń, czy też zwyczajnie w świecie uśmiechnął się do nas. A przecież nasze całe życie składa się właśnie z takich drobnych chwil. Trzeba tylko się zatrzymać, docenić i zapamiętać ten moment. Przecież nic na świecie nie jest nam dane raz na zawsze. Zauważyłam, że ludzie mają tendencję do narzekania, psioczenia czy też ogólnie krytykowania wszystkiego. Natomiast jak coś dobrego nas w życiu spotyka, to podchodzimy do tego jak do czegoś oczywistego. Tak jakby to się nam należało. A przecież w życiu nie jest tak, że wszystko nam się należy... Czasem przychodzą dobre rzeczy, czasem złe. Musimy nauczyć się je akceptować. Jednak ja już wiem, że w nowym roku, będę bardziej doceniać każdy dobry moment w moim życiu. I wiecie co? Oby było ich jak najwięcej.

5. Żyć bardziej w nurcie minimalizmu
Konsumpcjonizm to straszna rzecz. W krajach wysoce rozwiniętych  przybiera on straszne formy. Ludzie kupują na potęgę, i nawet nie zastanawiają się, czy tak naprawdę danej rzeczy potrzebują. Oczywiści, wydaje im się, w momencie zakupu, że dana rzecz jest im niezbędna do życia. Jednak żadna z tych osób, tak naprawdę, nie zastanawia się głębiej nad tym zakupem. Kupujemy bo nas na to stać i tyle. Ja powiem Wam też tak robiłam, i pewnie nadal robię. Może nie tak często jak kiedyś, jednak zdarza mi się. Mam nadzieję jednak, że w nowym roku 2020 uda mi się jednak podejść do minimalizmu bardziej rzeczowo. Jako pierwsze, chce wyeliminować ze swojego życia nadprogramowe zakupy. Następnie chciałabym oczyścić przestrzeń wokół siebie. Mam tu na myśli niepotrzebne przedmioty, ubrania czy też inne tego typu rzeczy. Mam nadzieję, że wytrwam w swoim postanowieniu, i niebawem będę mogła Wam się pochwalić moimi postępami. Trzymajcie kciuki!


Jak widzicie moje postanowienia nie są jakieś górnolotne. Mają one głównie na celu poprawę mojego życia czy też samopoczucia. Oczywiście mogłabym do tej listy dorzucić jeszcze kilka punktów, jednak uważam, że nie warto. W końcu jednym z moich postanowień jest nauczyć się odpuszczać sobie pewne sprawy. Tak więc sądzę, że tych pięć postanowień w zupełności mi wystarczy.

A Wy jakie macie postanowienia na rok 2020?

niedziela, 15 grudnia 2019

Świąteczny Londyn

Witajcie!!
Nie wiem jak Wy, ale ja już czuję magię świąt. Osobiście bardzo lubię to całe zamieszanie ze świętami Bożego Narodzenia. Lubię kupować prezenty a potem je pakować, wysyłać kartki świąteczne, czy też dekorować dom. Te rzeczy sprawiają mi dużo przyjemności. Osobiście lubię także to całe oczekiwanie na święta, które co roku sobie umilam. Chce aby grudzień była miesiącem wyjątkowym. I tak też jest! Jak dziecko czekam zawsze na pierwszy grudzień aby zacząć otwieranie kalendarza adwentowego. W tym roku ponownie gości u mnie kalendarz kosmetyczny. A także kalendarz herbaciany. Tak więc przez cały adwent, codziennie mam do picia inną herbatkę. Ale nie tylko kalendarze umilają mi ten magiczny czas. Jako smakosz kawy zakupiłam sobie także zestaw kaw smakowych. Kawa o smaku pierników, czy tez cynamonu smakuje wybornie. Często także sięgam po grzane wino, którego jestem w tym okresie wielką fanką. 
Jeśli natomiast chodzi o inne przyjemności to powiem Wam, że uwielbiam w grudniu oglądać świąteczne filmy, czy też czytać książki o tej tematyce. Wprowadzają mnie one w magię świąt i sprawiają, że człowiek czuje jakby te święta już były.  W Londynie wyjątkowo wcześnie pojawiają się świąteczne dekoracje. Niektórzy narzekają, na to. Ja uważam, że jest to fajne. Święta tak krótko trwają, że trzeba ten czas celebrować jak najdłużej. A świąteczne dekoracje miasta wyglądają tak ślicznie, że fajnie, że tak długo możemy się nimi cieszyć. Tak więc nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam grudzień i ten czas oczekiwania...Tak więc jak już jesteśmy w tym świątecznym klimacie, to zapraszam Was do obejrzenia kliku zdjęć ze świątecznego Londynu. Enjoy!


 Niektóre choinki to istne dzieła sztuki.


Harrods jak zawsze wygląda cudownie w tym okresie. 
 

 W tym roku zamiast choinki, na stacji St. Pancras stanęła wieża Eiffla. A to wszystko w szczytnym celu. Wieża zbudowana jest z  1500 flakonów perfum Lancome, które następnie zostaną przekazane fundacji, która wspiera osoby walczące z rakiem. Bardzo podoba mi się ten pomysł, i nawet nie jest mi przykro, że w tym roku na tej pięknej stacji nie stanęła  choinka.


 Kolejne piękne drzewo, a pod nim, wiadomo, góra prezentów. 


 Świąteczne wieńce to w Anglii wielka tradycja. Bardzo wiele osób, instytucji czy też restauracji przystraja tak swoje drzwi.
Fajnie to wygląda i sprawia, że człowiek wchodząc do takiego domu, już od progu czuje ten świąteczny klimat.


 Bardzo wiele osób kupuje już gotowe wieńce. Jednak zdarzają się też takie, robione własnoręcznie.


 Hotele Londyńskie także stają na wysokości zadania, i dekorują swoje wejścia. Aż się człowiekowi chce zatrzymać w takim miejscu. 

 Jak święta  to i musi być jemioła. Harrods w tym roku przy wejściu powiesił taką gigantyczną. Nic tylko stawać pod nią i się całować.


Kwiaciarnie także dbają o świąteczny klimat. 


A także restauracje dbają oto, aby ich wyjścia do lokalu ładnie w tym okresie się prezentowały.


 Na śnieg na święta raczej nie możemy liczyć. Jeśli się już pojawi to pewnie gdzieś tak pod koniec stycznia, lub też w lutym. Jednak lodowiska działają pełną parą już od dawna, nawet przy temperaturze +10C.


Domy handlowe w tym okresie wyglądają nie tylko pięknie w środku, ale dbają także oto, aby ich okna wystawowe ładnie i świątecznie się prezentowały. Bardzo często wynajmowani są specjalni projektanci, których zadaniem jest ubieranie okien wystawowych na święta. Powiem Wam, że niektórzy naprawdę odwalają kawał dobrej roboty.


****

A jak jest u Was? Lubicie ten czas w roku, czy też raczej czekacie z utęsknieniem aby jak najszybciej on przeminął? 

Pozdrawiam.
:)

niedziela, 8 grudnia 2019

Październikowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Grudzień to u mnie dość intensywny czas w pracy. Z tego też powodu rzadko to wpadam. W okresie świątecznym szykuje mi się jednak kilka dni wolnego, więc myślę, że wtedy nadrobię zaległości w pisaniu postów. Dzisiaj natomiast zapraszam Was na przegląd październikowej zawartości Glossybox'a.

W październiku zespół Glossybox przygotował dla nas dwie wersje pudełeczka. Jedno pudełeczko (niebieskie) miało nazwę anioł a drugie (czerwone) diabeł. Mi trafiło się to anielskie. Zawartość każdego z nich różniła się nieznacznie. Ja, mimo jednego małego niewypału, jeśli chodzi o zawartość która mi się trafiła, i tak jestem zadowolona z tego co znalazłam w moim pudełeczku.


- BUBBLE T COSMETICS - Puder do kąpieli
Kąpiele jesienią to moja ulubiona forma relaksu po ciężkim dniu. Aby urozmaicić sobie te chwilę zwykle sięgam po różnorakie płyny czy też kule do kąpieli. Tym razem będę mogła wypróbować jednak coś nowego. Pierwszy raz widzę coś takiego, jak puder do kąpieli, więc tym bardziej jestem go ciekawa. Produkt ma za zadanie tworzyć pianę,  nadawać wodzie delikatny blask i do tego pięknie pachnieć. Brzmi świetnie, ciekawe tylko czy rzeczywiście tak będzie.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £4.99


- QUE BELLA BEAUTY - Holograficzna maska do twarzy 
 Uwielbiam maski do twarzy. Więc ten produkt to strzał w dziesiątkę. Jest to maska typu peel off która w swoim składzie zawiera kwas hialuronowy, a także ekstrakt z jaśminu i fiołka. Zadaniem maski jest nawilżenia, rozjaśnienie, a także wyrównanie kolorytu naszej cery. Do tego produkt bardzo efektownie wygląda, poprzez tysiące połyskujących drobinek, które są zatopione w maseczce.
 Produkt pełnowymiarowy o wartości: £2.49


- LORD & BERRY - Matowa kredka do ust
Miałam już kilka kosmetyków tej firmy i nawet dobrze się one u mnie sprawdzały. Z tą kredka byłoby pewnie podobnie, gdyby nie kolor. Niestety nie pasuje on do mnie. Zresztą ja nie bardzo lubię jasne odcienie różu na moich ustach. Nie wyglądam w nich dobrze, a ta kredka jest właśnie w takim odcieniu. Tak więc niestety będę musiała się z nią pożegnać.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £15


- MCOBEAUTY - Eyeliner w kredce 
Tego typu kosmetyków nigdy u mnie za wiele. Czarna kreska na górnej powiece, to dla mnie  must have codziennego makijażu. Tak więc bardzo się cieszę, że takowa mi się trafiła w tym pudełeczku. Na plus zasługuje także to, że jest automatyczna. Ułatwi mi to znacznie jej używanie. No i do tego ładne, różowe opakowanie, które bez wątpienia będzie cieszyło oko, podczas codziennego makijażu.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £15


- STYLONDON - Paleta cieni 
Z tej patelki cieni jestem mega zadowolona. Po pierwsze, bo po tego typu kosmetyki sięgam codziennie, a po drugie, bo kolory tej paletki są bardzo w moim stylu. Mamy tutaj sześć cieni matowych i trzy połyskujące. Jak dla mnie jest to super połączenie, i wiem, że często będę jej używać.
Produkt pełnowymiarowy o wartości:£15

- WHITTARD OF CHELSEA - Gorąca czekolada 
Lubię kiedy w pudełeczku znajdują się produkty bonusowe. Zawsze fajnie jest dostać coś ekstra. Tym razem jako produkt dodatkowy otrzymaliśmy gorącą czekoladę. Powiem Wam, że mi ten pomysł bardzo odpowiada. Jesień to okres, kiedy większość z nas częściej sięga po gorące napoje, tak więc uważam, że fajnie że zespół Glossybox'a pomyślał o tym, aby podarować nam coś o picia. No i kto nie lubi gorącej czekolady :). 
Koszt jednej saszetki to: £2


Podsumowując z zawartości jestem jak najbardziej zadowolona. Wszystkie produkty, no może poza tą kredką do ust, przypadły mi do gustu. Fajnie, że mamy tutaj coś z kolorówki, coś do pielęgnacji i coś do kąpieli. Takie urozmaicenie jak najbardziej mi odpowiada. No i jeszcze ta czekolada do picia! Mam nadzieję, że coraz częściej będę znajdywać takie miłe, jedzeniowe  niespodzianki w pudełeczkach Glossybox.

A Wy co sądzicie o tej zawartości?

Pozdrawiam.
:)