piątek, 19 lipca 2019

"Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" - Dale Carnegie cz. I

Witajcie!!
Książki Dale Carnegie to pozycje które odmieniły życie niejednego człowieka. 
Mam nadzieję, że i na mnie ta lektura wpłynie pozytywnie, i pozwoli spojrzeć mi na wiele spraw inaczej. 
Jestem właśnie w trakcie jej czytania, i postanowiłam przygotować dla Was serię postów, w których będą zawarte najważniejsze przesłania tej książki. Będzie to taka wiedza w pigułce z której mam nadzieję wielu z Was skorzysta, a dla mnie będzie to taka mała ściąga, do której zawsze będę mogła powrócić i przypomnieć sobie najważniejsze punkty tej książki.
 


Sekretem sukcesu tej książki jest prostota. Każda rada w niej zawarta wydaje nam się oczywista. Wiedza o życiu, człowiecza mądrość tkwi w naszej podświadomości. Sztuką jest wydobycie tej mądrości i zastosowanie w działaniu. Niewielu to potrafi. Carnegie tak. Po mistrzowsku. Jest prawie pewne, że studiując jego dzieło, kierując się zapisanymi w nim regułami odniesiesz sukces.

Bo któż nie chciałby:
  • być człowiekiem nietuzinkowym
  • mieć grono sprawdzonych przyjaciół i ludzkie zaufanie
  • umieć zjednać sobie ludzi
  • zyskać popularność
  • być dobrym mówcą?

Ta książka ułatwi ci swobodne poruszanie się w biznesie. Przyda się w życiu rodzinnym i towarzyskim, a zawarte w niej reguły to nie tylko teoria. One działają magicznie. Wierz w to albo nie - ich zastosowanie całkowicie odmieniło życie wielu ludzi. 

Krytyka drugiego człowieka to coś, co wielu z nas lubi robić. Powiem Wam, że ja tez taka byłam. Krytykowałam, oceniałam i nierzadko wypowiadałam się niepochlebnie na temat drugiego człowieka. Jednak z czasem moje podejście do krytyki zaczęło się zmieniać. Z czasem stałam się  bardziej tolerancyjna. Nawet zaczęłam się zastanawiać czy to mieszkanie w Londynie  nie spowodowało takiego podejścia do drugiego człowieka. Po go głębszej analizie doszłam do wniosku, że właśnie to było głównym motorem tego, że zaczęłam inaczej patrzeć na ludzi. Krytyka przychodzi nam łatwo, a przecież sami nie chcemy być jej poddawani. Więc może warto zacząć zmianę od nas. Znane powiedzenie mówi "Nie sądź, byś nie był sądzonym". Przecież nikt z nas nie lubi być poddawany ocenie przez drugiego człowieka. Krytykowanie jest bez sensu, ponieważ zmusza do obrony i zwykle powoduje, że zaczynamy się usprawiedliwiać. Jest niebezpieczne, gdyż rani naszą dumę, poczucie wartości i budzi niechęć. 

"Akceptacji pragniemy tak bardzo, jak nienawidzimy potępienia."
                                                                      Hans Seyle

"Nie narzekaj na śnieg na dachu twojego sąsiada, kiedy twoje własne schody nie są czyste."
                                                                    Konfucjusz

"Nie powiem źle o nikim, a będę mówił wszystko dobre, co wiem o każdym."
                                                            Benjamin Franklin

Zamiast potępiać ludzi spróbujmy ich zrozumieć. Zastanówmy się, dlaczego robią to, co robią. To o wiele korzystniejsze i bardziej intrygujące niż krytykowanie. To rodzi sympatię, tolerancję i uprzejmość. Jak powiedział dr Johnson: "Sam Bóg, proszę pana, nie każe sądzić człowieka aż do końca jego dni." Dlaczego więc ty czy ja mielibyśmy go sądzić?

ZASADA PIERWSZA:
Nie krytykuj, nie potępiaj i nie pouczaj.

środa, 17 lipca 2019

Czerwcowy Glosssybox - Edycja UK

Witajcie!
Czas pędzi jak szalony. Już połowa lipca za nami. Słyszałam, że po fali tropikalnych upałów do Polski zawitało ochłodzenie. Mam nadzieję, że to jednak tylko chwilowe i niebawem znów będziecie mogli się cieszyć piękną pogodą. U nas pogoda dość przyjemna. Rano co prawda lekki chłód, jednak w ciągu dnia mamy tak około 25-26C więc jest dość ciepło. U mnie ten tydzień zapowiada się dość luźno jeśli chodzi o pracę. Będę miała kilka dni wolnego, z czego się niezmiernie cieszę. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i uda mi się wyrwać do parku z książką, czy też w jakiś inny sposób trochę się zrelaksować. A póki co nadrabiam zaległości blogowe i przychodzę do Was z zawartością czerwcowego Glossybox'a. Tak więc wszystkich zainteresowanych kosmetykami zapraszam do dalszego czytania.


- AVANT - Baza pod makijaż
Jakiś czas temu w jednym z pudełeczek znalazłam krem na noc tej firmy. Pamiętam, że bardzo się z niego ucieszyłam. Producent obiecywał wiele, cena powalała z nóg (£98), a dla mnie ten produkt okazała się przeciętnym kosmetykiem który w ogóle mnie nie zachwycił. Do tego cytrynowy zapach, który kojarzył mi się z tanim cytrynowym kremem do rąk, którego kiedyś jako nastolatka używałam. Chyba nie muszę Wam mówić, jak wielce się rozczarowałam. Myślałam, że krem który kosztuje aż tyle, może nie będzie robił cudów na mojej twarzy, ale przynajmniej zobaczę jakieś efekty, a tu nic. Tak więc po tej bazie, cudów raczej także się nie spodziewam. Mimo iż producent obiecuje, że po jej zastosowaniu nasze drobne zmarszczki zostaną wygładzone, skóra zmatowiona, a makijaż przetrwa w nienaruszonym stanie wiele godzin, to jakoś nie chce mi się wierzyć w te jego zapewnienia. Jednak mimo wszystko przetestuje ją i mam nadzieję, że ta baza okaże się lepsza niż ich krem na noc i warta tej ceny, bo kosztuje naprawdę sporo.
Produkt pełnowymiarowy (30ml) o wartości: £85.

- HASK - Odżywka do włosów
Odżywka do włosów tej firmy jakiś czas temu już była w pudełeczku. Tym razem dostałam ją w innej wersji, co mnie cieszy, gdyż ja nie bardzo lubię jak produkty w Glossybox'ie powtarzają się. Odżywka Superfruit (chociaż trzymanie jej 10 minut na włosach, jak sugeruje producent sprawia, że myślę o tym produkcie bardziej jako o masce do włosów) zawiera oleje z makadamii, kokosa, papai czy tez jagód acai, których zadaniem jest nie tylko nawilżenie, ale także odżywienie naszych włosów.
Produkt pełnowymiarowy (50ml) o wartości £2.49

- MODELCO - Matowa pomadka do ust
Matowe produkty do ust to coś, co od pewnego czasu bardzo polubiłam. Są to to przeważnie kosmetyki długotrwałe, nie wymagające poprawek,więc jak dla mnie idealne. Pomadka jaka znalazła się w czerwcowym Glossybox'ie jest w kolorze Peachy Nude (jak dla mnie jest to połączenie delikatnej pomarańczy z brudnym różem), który idealnie sprawdzi się w codziennym makijażu. Jest to odcień nierzucający się w oczy, jednak dający naszym ustom delikatnej wyrazistości. Uważam, że jest to odcień który idealnie sprawdzi się u kobiet z jasna karnacją. Pomadkę bardzo łatwo się nakłada, wysycha w ciągu 60 sekund. Na ustach jest wręcz niewyczuwalna, nie powoduje także ich ściągnięcia czy tez wysuszenia. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £15.

- SLEEK - Paleta do konturowania
W ostatnim Glossybox'ie dostałam paletę do konturowania marki Barry M. Niestety kosmetyk nie przypadł mi do gustu, a wszystko to za sprawą kremowej formuły. Jeśli chodzi o róże czy też cienie do powiek to ja raczej wolę produkty w kamieniu. Osobiście, po prostu  łatwiej mi się je nakłada. W czerwcowym pudełeczku także znalazła się paleta do konturowania. Tym razem mamy kosmetyk w kamieniu co mi znacznie bardziej odpowiada, no i kolorki są bardziej moje. Paleta (Fair, przeznaczona do jasnej karnacji) składa się z bronzera, rozświetlacza oraz różu. Zestaw tworzy idealne trio, którym bez problemu podkreślimy nasze kości policzkowe, czy też wykonturujemy sobie twarz. Paletka będzie idealna na  wyjazdy, pozwoli nam zaoszczędzić miejsca w kosmetyczce, gdyż zamiast trzech osobnych kosmetyków, możemy zabrać jedną paletkę. Dodatkowym plusem jest też spore lusterko które posiada. Ja kosmetyki marki Sleek  używam od bardzo dawna, bardzo je lubię i wiem, że i z tej paletki będę zadowolona.
Kosmetyk pełnowymiarowy o wartości: £9.99

- MEECH N MIA- Cień w kredce
Po cienie w kredkach bardzo rzadko sięgam. Jak już Wam wyżej wspominałam, raczej preferuje kosmetyki w kamieniu. Tak więc sama bym sobie raczej nie kupiła tego kosmetyku. Jednak skoro już go dostałam, to myślę, że jakoś go wykorzystam. Nie mam co prawda zamiaru nakładać go na całą powiekę, jednak myślę, że sprawdzi się on idealnie jako rozświetlacz w kąciku oka, a forma kredki jeszcze bardziej ułatwi mi jego aplikację. Cień jest w ślicznym szampańsko-złotym kolorze, więc na lato ten kolor będzie jak znalazł. Jedynym minusem tej kredki jest to, że trzeba ją temperować, za czym ja nie specjalnie przepadam.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £12.99


Podsumowując z zawartości jestem zadowolona. Wszystkie kosmetyki idealnie wpasowały się w mój gust i moje preferencje. Myślę, że z większości ich będę bardzo zadowolona. Najbardziej ciekawa jestem tej bazy pod makijaż. Wiecie, od kosmetyku który kosztuje aż 85 wymaga się dużo. Czy okaże się ona perełką czy też totalnym bublem, przekonam się już niebawem. Miejmy jednak nadzieję, że będzie ona znacznie lepsza, niż krem na noc z tej samej firmy. Dam Wam znać jakie będą moje wrażenia.

A Wy co sądzicie o tej zawartości?
Podoba się Wam?



poniedziałek, 8 lipca 2019

Ulubione Seriale

Witajcie!
No i mamy lato! A skoro jesteśmy już w klimacie wakacyjnym, to chciałabym Wam polecić kilka moich ulubionych seriali, które w ostatnim czasie obejrzałam, i które wyjątkowo przypadły mi do gustu. Wiadomo, że w okresie letnim mamy zwykle więcej czasu wolnego i właśnie wtedy większość z nas nadrabia zaległości książkowe, filmowe czy też serialowe. Tak więc jeśli szukacie jakiegoś fajnego serialu na to okres, to zapraszam do dalszej części postu.


"Wielkie kłamstewka"

W spokojnym, nadmorskim miasteczku Monterey w stanie Kalifornia nic nie jest takie, jakim się wydaje. Kochające matki, osiągający sukcesy mężowie, urocze dzieci, piękne domy. Za ich pozornie perfekcyjnym życiem kryje się jednak sieć kłamstw. Pewnego dnia w miasteczku pojawia się samotna matka Jane (Shailene Woodley) i jej syn Ziggy. Wieloletnie przyjaciółki Madeline (Reese Witherspoon) i Celeste (Nicole Kidman) biorą ją pod swoje skrzydła, co nie pozostaje bez znaczenia dla relacji z Renatą (Laura Dern). Przykry incydent w szkole wyznacza nowe linie podziału. A gdy w miasteczku dochodzi do zbrodni, która zaburza idealne życie mieszkańców, pojawia się podejrzenie, że mogło mieć to coś wspólnego z napięciami, które pojawiły się pomiędzy matkami dzieci z lokalnej szkoły.

Amerykańskie miasteczko, gdzie życie płynie spokojnie i bez większych ekscesów? Nic bardziej mylnego. Każdy z bohaterów tego serialu skrywa jakieś tajemnice i trzyma przysłowiowego trupa w szafie. Zdrady, romanse, problemy rodzinne, to wszystko jest skrzętnie skrywane za sztucznym uśmiechem i idealnym życiem, które często jest wykreowane tylko na pokaz. Prawda jest natomiast zgoła inna, nierzadko brutalna, bolesna i zaskakująca. Jak dla mnie jest to naprawdę świetny serial. Fabuła genialna, gra aktorska jeszcze lepsza, dialogi pieprzne i zabawne ( Madeline wiedzie tutaj prym), no i muzyka powalająca i wpadająca w ucho. Uważam, że jest to jeden z lepszych seriali amerykańskich jakie ostatnio obejrzałam. Gwarantuję, że jak zaczniecie, to ciężko będzie się Wam oderwać od ekranu, a przez to, że serial ma tylko siedem odcinków, jest duża szansa, że "połknięcie" go w ciągu jednego dnia. Jako wielka fanka tego serialu, ostatnio kupiłam sobie książkę, na podstawie której powstał owy serial. Mam nadzieję, że czas spędzony na jej czytaniu minie mi równie szybko. A jak skończę czytać, to od razy zabieram się za oglądanie drugiego sezonu który właśnie jest emitowany w HBO.


"Już nie żyjesz"

Jen (Christina Applegate) to sardoniczna wdowa, która za wszelką cenę chce rozwiązać zagadkę niedawnego morderstwa swojego męża. Judy (Linda Cardellini) jest optymistyczną i odrobinę zwariowaną kobietą, która ostatnio również przeżyła tragiczną stratę. Pomimo swoich kompletnie rozbieżnych osobowości, kobiety zaprzyjaźniają się po spotkaniu na sesji grupy wsparcia. Choć ich przyjaźń kwitnie w otoczeniu wina, ciasteczek i wspólnych ulubionych seriali, Judy desperacko stara się ochronić Jen przed poznaniem szokującej prawdy, która mogłaby zniszczyć jej życie. 

Ten serial zaczęłam oglądać po usłyszeniu kilku pochlebnych komentarzy na jego temat. Powiem Wam, że nie od razu mnie on wciągnął, jednak z każdym kolejnym odcinkiem historia zaczęła się robić coraz ciekawsza. Fabuła można by powiedzieć troszkę przewidywalna, jednak godna uwagi i fajnie skonstruowana. Mimo iż nie jest to serial komediowy to mamy tutaj liczne wstawki komediowe, które jeszcze bardziej uatrakcyjniają go. Więc jeśli jesteście fanami seriali z tajemnicą i morderstwem w tle, a przy okazji lubicie się także pośmiać to polecam Wam obejrzeć ten serial.


"Stulecie Winnych"

Serial realizowany na motywach bestsellerowej, trzytomowej sagi Ałbeny Grabowskiej o tym samym tytule. Jest to pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji opowieść o wielopokoleniowej rodzinie Winnych z podwarszawskiego Brwinowa wpleciona w dramatyczne wydarzenia XX wieku. W serialu pojawiają się zarówno postaci fikcyjne, jak i prawdziwe, znane z naszej historii, kultury i sztuki. Wątkiem przewodnim są losy bliźniaczek, Ani i Mani Winnych, które rodzą się na początku I Wojny Światowej.  Saga rodu Winnych jest też wnikliwym portret polskiego społeczeństwa, zmieniającego się wraz z rozwojem naszej państwowości.

Pewnie wiele z Was kojarzy losy rodziny Winnych właśnie z książki Aubeny Grabowskiej, która to swoimi czasy była przez wszystkich bardzo polecana. Ja właśnie ze względu na te pochlebne komentarze zainteresowałam się tym serialem. Muszę przyznać, że serial to naprawdę mistrzostwo świata. Ogląda się go z wypiekami na twarzy, a czasami także i ze łzami w oczach. Gra aktorska na naprawdę wysokim poziomie (Kinga Preis jak dla mnie genialna), fabuła interesująca i co moment wbijająca w fotel. Jeśli serial aż tak bardzo przypadł mi do gustu, to myślę, że książka (są ich 3 tomy) chyba jeszcze bardziej spotęguje mój zachwyt nad historią losów rodziny Winnych. Powiem Wam, że już nie mogę się doczekać kiedy zacznę czytać.


*****

A Was co ostatnio zachwyciło jeśli chodzi o seriale. 
Dajcie znać, może i ja dzięki Wam coś ciekawego odkryję.

Pozdrawiam.
:)

niedziela, 30 czerwca 2019

Kartka z kalendarza

Witajcie!!
Ostatnio pisałam Wam o podróżowaniu londyńskim metrem.  Dzisiaj nadal pozostaniemy w tym temacie podróżowania i zachowań ludzkich.  Metro to naprawdę  czasem skarbnica wiedzy jak zaoszczędzić czas.... Przeczytajcie zresztą sami.




 Jak już Wam wspominałam, co rano w metrze mamy wyścig szczurów. Czyli kto pierwszy dobiegnie do wolnego siedzenia.  Drugim ciekawym zjawiskiem, które można zaobserwować podróżując metrem rano, jest wykonywanie makijaż przez kobiety. I nie mam tu na myśli jakiś subtelnych poprawek. Nie, nie! Mam tu na myśli full make-up! Wierzcie mi, czasem to są normalnie lekcje wizażu. Mogę powiedzieć, że dzięki temu oszczędzam swój cenny czas, bo zamiast oglądać tego typu filmiki na YouTubie, mam lekcje w realu, i do tego za darmo! Czasem jestem nawet godna podziwu, że w zatłoczony metrze pełnym ludzi, trzęsącym wagonie, można narysować sobie taką precyzyjną kredkę na oku. Jako to się mówi praktyka czyni mistrza, no i oczywiście godna ku temu pozycja, czyli siedzenie.  A co jeśli w porannym wyścigu szczurów szczęście nam nie dopisze? Wtedy zwykle taka niewiasta ma dwa wyjścia. Walnąć w cholerę ten makijaż! Albo... malować się na stojąco.




Pamiętam, że tego dnia szczęści mi dopisało. Klapnęłam sobie na wolne siedzenie i już miałam oddać się lekturze, kiedy ujrzałam dość młoda kobietę, która nerwowo szukała wolnego miejsca. Niestety to nie był jej dzień. Pomyślałam, że pewnie zmęczona i chciałaby sobie trochę odsapnąć przed całym dnie w pracy. Jednak myliłam się. Niewiasta chciała się umalować. Ale jak to zrobić, kiedy to pociąg mknie jak szalony, ludzi pełno wkoło, a tutaj  nasza twarz wymaga szpachlowania. Jednak dla chcącego nic trudnego. No przecież można się malować na raty!! Że też ja nigdy na to nie wpadłam.  Otóż, owa kobieta, Zaradna, że tak ją nazwę, stwierdziła, że malowanie się w rozpędzonym pociągu może rzeczywiscie skończyć się wydłubaniem sobie oka, więc najlepiej będzie się malować wtedy, kiedy to pociąg zatrzyma się na stacji. I tak przez kolejne kilkanaście stacji miałam, lekcje makijażu, w warunkach polowych tudzież pociągowych :). Owa Zaradna znalazła sposób! Podczas gdy pociąg mknął jak szalony ona trzymając się jedną ręką (jakoś tak niefortunnie stanęła, że ni w cholerę się oprzeć) drugą szykowała kosmetyki, które na kolejnej stacji (kiedy to pociąg się zatrzymywał) szły w ruch. I tak to przestawienie trwało przez kolejne kilkanaście stacji. A efekt był taki, że Zaradna która do pociągu wsiadła totalnie saute, wyszła z niego w pełnym makijażu, który wykonała na stojąco. Normalnie MAGIC! 



Ale moi drodzy! Robienie sobie makijażu w metrze to mały pikuś. Przecież ludzka wyobraźnia nie zna granic. No przecież skoro ja już jadę tym metrem, to może sobie.... Co by tu zrobić?? O wiem! Pomaluję sobie paznokcie u rąk lakierem. Co tam, że zasmrodzę cały wagon, w którym i tak jest duszno i gorąco. No przecież moje pazury muszą jakoś wyglądać!!  Albo, nie! Najpierw sobie obetnę te moje szpony, a potem sobie je pomaluje!! No naprawdę, ręce człowiekowi opadają, jak widzi tego typu sytuacje. Normalnie czasem pacze, pacze i nie wierzę! Nie wiem, może ten świat idzie z jakimś postępem którego ja nie ogarniam. Może ja za głupia jestem, aby to zrozumieć. No, naprawdę, nie wiem!! Może niedługo ujrzę w metrze kobietę która będzie sobie depilować pachy, albo nogi, tudzież coś innego. Może jeszcze wszystko przede mną! Kto wie? 
No, nic, jak coś to dam Wam znać. A póki co spadam na zakupy w poszukiwaniu letnich sandałków. Być może i tym razem szczęście mi dopisze i spotkam znów zabawnych ludzi w metrze którzy umilą mi podróż do sklepu. Kto wie, Londyn potrafi zaskoczyć na każdym kroku!

Pozdrawiam.
:)



niedziela, 23 czerwca 2019

Dove - Mus Do Mycia Ciała

Witajcie!
Pewnie już nie raz Wam wspominałam, że uwielbiam kąpiele. Minimum raz w tygodniu funduje sobie taką przyjemność, która naprawę mnie wycisza i relaksuje. Jeśli chodzi o produkty do kąpieli to lubię od czasu do czasu zaszaleć w tej kwestii. Wiecie, jakaś fajna kula, sól czy też płyn do kąpieli zawsze umilają mi ten moment. Jeśli natomiast chodzi o produkty do mycia ciała, to tutaj zwykle nie szaleję. Zazwyczaj sięgam po te drogeryjne i przystępne cenowo. Wiadomo, że tego typu kosmetyki bardzo szybko się zużywają, więc nie widzę sensu aby wydawać na nie wielkie pieniądze.

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moim ostatnim odkryciem kosmetycznym, jakim są musy do mycia marki Dove. Nie tylko fajnie myją, pięknie pachną i są przestępne cenowo (kosztują około 15 zł), ale także są wstanie zastąpić inny kosmetyk, po który, my kobiety, raczej regularnie sięgamy. Ale o tym za chwilę.


Z produktami do mycia w tej formie spotkałam się już wcześniej. Pamiętam, że nawet ucieszyłam się, że coś nowego weszło na rynek. Zawsze to jakieś urozmaicenie niż standardowe żele do kąpieli. Miałam okazję przetestować już kilka pianek do mycia różnych firm, jednak póki co, z tych drogeryjnych, największe wrażenie zrobiły na mnie panki marki Dove.


Aktualnie posiadam trzy wersje zapachowe: różaną, kokosową oraz z jagodami acai. Jest jeszcze wersja arganowa, na którą pewnie także niebawem się skuszę.

Pianki zawierają w swoim składzie drogocenne olejki, których zadaniem jest nawilżenie naszej skóry. Ja powiem Wam, że nie bardzo wierzę w właściwości nawilżające produktów do mycia (no chyba, że to są olejki), jednak bardzo zwracam uwagę na to, czy dany kosmetyk do mycia ciała nie wysusza skóry. W przypadku tych pianek nie ma o tym mowy. Ciało po użyciu nie jest jakoś super nawilżone, jednak trzeba przyznać, że skóra nie jest ani wysuszona ani ściągnięta.

Forma produktu także jest bardzo ciekawa. Mus jest gesty, zbity i bardzo dobrze się trzyma ciała. Podczas jego użytkowania nic nam nie spływa, dzięki czemu już niewielka ilość produktu wystarcza, aby dobrze umyć nasze ciało. Dodatkowym plusem jest też to, że ten kosmetyk w zupełności zastąpi nam piankę do golenia. Osobiście bardzo lubię takie rozwiązania. Za jednym zamachem oszczędzamy nie tylko pieniądze ale także miejsce w łazience.

Bardzo podobają mi się także opakowania tych pianek. Jak dla są one proste i eleganckie (na zdjęciach brakuje wieczek, a to tylko dlatego, że po prostu się ich pozbyłam, w takiej formie znacznie łatwiej mi się ich używa), przez co bardzo ładnie prezentują się w łazience.

Na uwagę zasługują także zapachy, którą są naprawdę bardzo ładne. Po myciu zapach utrzymuje się na ciele i jest delikatnie wyczuwalny.

Osobiście jestem zachwycona tymi produktami. Jak dla mnie te pianki nie mają wad, i wiem, że zagoszczą one u mnie w łazience na stałe.

A Wy znacie te produkty? Jeśli tak to dajcie znać, jakie są wasze odczucia na ich temat.

Pozdrawiam
:)

niedziela, 9 czerwca 2019

Majowy Glosybox - Edycja UK

Witajcie!
Mam nadzieję, że weekend mija Wam przyjemnie i bezstresowo. U mnie sobota była pracowita, natomiast niedziela zapowiada się spokojna i pełna relaksu. Z rana zrobiłam sobie mały seans serialowy. Wiecie, piżama, kawa, śniadanie na kanapie. Taki miły początek dnia. Nie zapomniałam też jednak o Was i przygotowałam dla Was post z majową zawartością pudełeczka Glossybox. Tak więc jeśli lubicie podpatrywać, jakie to kosmetyki znajduję w comiesięcznym box'ie, to zapraszam serdecznie do dalszego czytania. Może i Was któreś z tych kosmetyków zainteresują.

- MUDMASKY - Witaminowe serum
Kosmetyki tej marki już kilka razy były w pudełeczku Glossybox. Muszę powiedzieć, że zawsze one się bardzo dobrze u mnie sprawdzały. Myślę więc, że i z tym serum będzie podobnie. Ciekawe w tym produkcie jest to, że serum jest przeznaczone do stosowana po maseczkach. Zwłaszcza tych głęboko oczyszczających, złuszczających, czy też glinkowych, które zwykle lekko wysuszają naszą cerę. Serum  zawiera w swoim składzie witaminy których zadaniem jest  nawilżenie oraz przywrócenie miękkości naszej cerze.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £43

- DR. JART+ - Maseczka do twarzy
Maseczki na twarz to coś co naprawdę lubię. Wiec tym bardziej się cieszę, że taki kosmetyk znalazł się w pudełeczku. Tym bardziej, że jest to maseczka inna od tych standardowych, które zwykle są zamknięte w tubce i gotowe do nałożenia. Tutaj musimy sami połączyć składniki kosmetyku, wszystko dobrze wymieszać, a potem za pomocą szpatułki nałożyć na twarz.  Zwykle sięgam po kosmetyki, których nałożenie nie wymaga ode mnie za wiele wysiłku, jednak w tym wypadu myślę, że ta cała zabawa może być nawet przyjemna. Jest to maseczka kauczukowa która nie tylko ma modelować i ujędrniać naszą skórę, ale także nadać jej elastyczność oraz wygładzić drobne zmarszczki. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £8

- BEAUTY KITCHEN - Balsam do ust
Produkty pielęgnacyjne do ust bardzo lubię i zawsze się cieszę jak ja znajduję w Glossybox'ie. 
Tym razem w moje ręce trawił balsam który swoją konsystencja przypomina trochę wazelinę, jednak muszę przyznać, że jest znacznie mniej lepiący, co jest jego niewątpliwą zaletą. Kosmetyk zawiera w 100% składniki naturalne, a jego zadaniem jest długotrwałe nawilżenie i odżywienie naszych ust. Produkt fajny, przydatny, szkoda tylko, że trzeba nakładać go palcami. Tak wiec jak dla mnie nie jest to raczej produkt do torebki, tylko do stosowania w domu.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £2.99



- BARRY M - Zestaw do konturowania
Moje modelowanie  twarzy zwykle ogranicza się do nałożenia różu, rozświetlacza oraz bronzera (po który sięgam głównie latem). Jakoś nie chce mi się bawić w dokładniejsze konturowanie, które zwykle wymaga czasu. Uważam też, że moje rysy twarzy raczej nie potrzebują dużego konturowania, więc jak dla mnie ten element makijażu jest raczej zbyteczny. Tak wiec idąc moim tokiem myślenia ten kosmetyk jest dla mnie raczej zbyteczny i nie sądzę abym kiedykolwiek po niego sięgnęła.  Paletka zawiera sześć kremowych odcieni produktu, które nałożone solo lub też wymieszane razem mają zapewnić naszej twarzy naturalne wykonturowanie. Jeśli ktoś stosuje tego typu kosmetyki to myślę, że będzie z tej paletki zadowolony. Mi jednak ten produkt na pewno się nie przyda, i myślę, że ją komuś sprezentuję.
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £7.99


- NAILBERRY - Lakier do paznokci
Lato to okres, kiedy częściej sięgam po różne kolorowe lakiery. W cieplejsze miesiące lubię sobie zaszaleć z kolorem na paznokciach. Zwykle wtedy sięgam po odcienie bardziej wyraziste i rzucające się w oczy. Lakier który znalazłam w majowym pudełeczku to taki brudny róż (odcień Love me tender) który jest może i mało szalony, ale bardzo mi się podoba. Uważam, że jest to kolor bardzo uniwersalny który każdej kobiecie będzie pasował. Mi on bardzo przypadł do gusty, tym bardziej, że nie mam jeszcze lakieru w takim właśnie odcieniu. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości: £14.50

Jeśli chodzi o ogólne podsumowanie to muszę stwierdzić, że zawartość jest naprawdę godna uwagi. Wszystkie kosmetyki są pełnowymiarowe, co jest niewątpliwie dużym plusem. Fajnie, że mamy tutaj zarówno kosmetyki pielęgnacyjne jaki i kolorowe.Tylko ta paleta do konturowania się nie przypadła do gustu, z tego tylko względu, że ja nie używam tego typu produktów. Resztę kosmetyków jednak na pewno z wielką przyjemnością przetestuję. 
A Wy co sądzicie o tej zawartości ?

Pozdrawiam
:)


poniedziałek, 3 czerwca 2019

Ulubieńcy Książkowi

Witajcie!
Jeśli tak jak ja lubicie czytać, to ten post na pewno Was zainteresuje. Dzisiaj zapraszam Was na przegląd książek które w ostatnimi czasie udało mi się przeczytać, i które wyjątkowo przypadły mi do gustu. Tak więc jeśli poszukujecie czegoś do czytania, to spójrzcie na moich ulubieńców książkowych. Być może i Was któraś z poniższych pozycji zainteresuje na tyle, że postanowicie po nią sięgnąć.


"Perfekcyjna dziewczyna" - Gilly Macmillan

Każdy, kto zna Zoe Maisey - cudowne dziecko, talent muzyczny uważa ją za ideał. A jednak przed kilku laty Zoe spowodowała śmierć trzech nastolatków. Poniosła karę i jest wolna. "Perfekcyjna dziewczyna" to wnikliwa analiza psychiki nastolatki dźwigającej brzemię talentu oraz przeszłości, od której nie można się uwolnić.

Kryminały to gatunek po który uwielbiam sięgać. Z twórczynią Gilly Macmillan nie miałam jednak wcześniej do czynienia. Tak więc sięgając po tą książkę, nie za bardzo wiedziałam czego się mogę spodziewać. Ta pozycja wciągnęła mnie już jednak od pierwszych stron, a każdy kolejny rozdział powodował, że chciałam ją czytać i czytać. Najlepsze w tej książce jest jednak to, że mimo iż fabuła rozgrywa się w ciągu dwóch dni, a akcja nie dzieje się jakoś ekspresowo, to mimo wszystko nie byłam w ogóle znużona jej czytaniem. Mogę wręcz stwierdzić, że dawno nie czytało mi się tak dobrze książki która ma aż 400 stron, a która nie zawiera w sobie zbędnych opisów, które niepotrzebnie wydłużają jej czytanie. Myślę, że autorka zrobiła tutaj naprawdę kawał dobrej roboty. Fajnym zabiegiem jest też to, że narratorami tej powieści są poszczególni bohaterowie. Pozwala to nie tylko spojrzeć, na akcję z różnych stron, ale także lepiej ich poznać. Mi osobiście bardzo przypadło to do gustu i myślę, że też właśnie z tego powodu tak dobrze mi się czytało tą książkę. Tak więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po ten kryminał, że serdecznie Was do tego zachęcam. Uważam, że jest on świetny i naprawdę warty uwagi.


"Wielki ogarniacz życia we dwoje" - Pan Buk, Pani Bukowa

Nowe przygody bohaterów Wielkiego Ogarniacza Życia, bestselerowego poradnika o tym, jak być szczęśliwym, nie robiąc niczego. Jej życie to nieustanna walka między spaniem a internetem. Chciałaby tracić kilogramy tak szybko jak pieniądze i cierpliwość. Co wieczór postanawia, że od jutra zmieni się na lepsze, ale kiedy wstaje rano, przypomina sobie, że przecież jest idealna. I wtedy poznaje TEGO JEDYNEGO.  Pan Buk woli dobrze zjeść, niż podobać się byle komu. Gdyby nie związek z Panią Bukową, mógłby przeżyć całe życie w przekonaniu, że nie ma wad. Ale ONA wie też, że czasem jedyne wyjście to wyjście na piwo, a ON – że jeśli kobieta warczy i nie daje się przytulić, to trzeba odejść na bezpieczną odległość i rzucać w nią czekoladą. I to jest cenna wiedza. Ta książka pokaże wam, jak być razem i się nie pozabijać.

Jeśli natomiast nie lubicie kryminałów, ale lubicie się trochę pośmiać podczas czytania, to zachęcam Was do sięgnięcia po "Wielki ogarniacz życia we dwoje". Jest to poradnik z którego jakiejś wielkiej wiedzy nie wyniesiecie, jednak zrozumiecie jak działają faceci (kobiety zresztą też), a także będziecie mieli dawkę dobrego humoru. Jest to książka z rodzaju tych, które bez wątpienia poprawią nam samopoczucie, bo wierzcie mi, podczas jej czytania nie da się nie śmiać. Ja czytając ją w kawiarni, naprawdę musiałam się powstrzymywać, aby nie wybuchnąć kilka razy gromkim śmiechem. Taki poprawiacz humoru na gorsze dni.


"Pacjentka" - Alex Michaelides

Najbardziej oczekiwany thriller psychologiczny 2019 roku!
Ceniona malarka i fotografka mody Alicia Berenson wiedzie życie, jakiego każdy mógłby jej pozazdrościć. Do czasu. Pewnego wieczoru jej mąż Gabriel wraca do domu, zaś Alicia strzela mu w głowę pięć razy, zabijając go na miejscu. Od tego momentu kobieta przestaje mówić. Nikt poza nią nie wie, co wydarzyło się tamtej nocy. Ostatecznie trafia do zamkniętego ośrodka psychiatrycznego Grove. Po sześciu latach w tymże ośrodku rozpoczyna pracę psychoterapeuta Theo Faber, zafascynowany postacią Alicii i jej historią. Theo robi wszystko, co w jego mocy, aby dotrzeć do pacjentki i sprawić, żeby się przed nim otworzyła, a także aby rozwikłać zagadkę śmierci Gabriela. Poznając pacjentkę, psychoterapeuta nieoczekiwanie odnajduje coraz więcej podobieństw w ich losach, począwszy od traumatycznego dzieciństwa. Dokąd zaprowadzą go te rozmowy i co się stanie, jeśli Alicia wreszcie zacznie mówić? 


Ta książka mnie zachwyciła, a zarazem trochę rozczarowała. Najpierw jednak o jej zaletach. Fabuła jest dość ciekawa, dobrze skonstruowana i naprawdę dająca do myślenia. Czytelnik już od pierwszych stron ma nie lada zagadkę do rozwiązania. Wszystko niby jest jasne, ale tak naprawdę nie do końca wiadomo co się stało, i o co w tym wszystkim chodzi.W książce mamy kilka wątków, a wszystkie one dotyczą głównej bohaterki. Ma to na celu zmylenie czytelnika, a także uatrakcyjnienie fabuły. Jest to zabieg dobry, często stosowany przez pisarzy, jednak mimo usilnych starań autora, w pewnym momencie wszystkie puzzle tej zagmatwanej układanki ułożyły mi się w całość. I tutaj właśnie  następuje lekkie rozczarowanie. Niestety, jak dla mnie złożenie tych rozsypanych puzzli nie okazało się zbyt trudne, i zanim dobrnęłam do końca tej książki, już widziałam jakie będzie jej zakończenie. Jednam mimo tego małego rozczarowania, nadal uważam, że książka jest dobra i na pewno warto po nią sięgnąć. Dodatkowym atutem, jak dla mnie, jest to, że akcja tej powieści rozrywa się w Londynie. Fajnie jest czytać o miejscach które bardzo dobrze się zna, i w którym bywa się prawie codziennie.

  
"Wiśniowy dworek" - Katarzyna Michalak

W Wiśniowym Dworku, gdzieś pod litewską granicą mieszka Danusia. Jest nauczycielką w wiejskiej szkole i nie wyobraża sobie życia w wielkim mieście, pełnym spieszących się ludzi.Na warszawskim Mokotowie, niedaleko parku Morskie Oko, mieszka Danka. Jest przebojową biznesmenką w międzynarodowej korporacji i nie wyobraża sobie życia na wsi, gdzie życie toczy się powoli, a jego rytm wyznacza przyroda. Te dwie kobiety pozornie dzieli wszystko, ale łączy jedna tajemnica.
I jeszcze ktoś. Mężczyzna, który przybył z przeszłości, by odebrać to, co do niego należy... 


Bardzo lubię powieści Katarzyny Michalak. Zwykle są one lekkie i pełne uroku. Tutaj natomiast mamy słodko-gorzką historię, która mimo iż nie kończy się happy endem, to mimo wszystko ma dużo uroku i przyjemnie się ja czyta.  Fabuła jest dość ciekawa, okraszona dawką humoru, jednak nie brakuje w niej dramatyzmu czy tez nagłych zwrotów akcji. A wszystko to ma miejsce w urokliwym dworku, na prowincji, gdzie życie toczy się wolno i spokojnie. Jednak jak pokazuje historia przedstawiona w książce, i w takich przyjemnych okolicznością natury dochodzi do dramatów oraz nieporozumień, które po latach wywracają losy głównych bohaterów do góry nogami. Muszę zaznaczyć jednak, że mimo iż książka przykuła moją uwagę i mnie zaciekawiła, to w pewnym momencie poczułam lekki przesyt. Przesyt tajemnic, sensacji, miłości, a nawet gangsterskich porachunków. Jednak mimo tego wszystkiego nadal uważam, że warto sięgnąć po tą powieść, bo naprawdę trudno się od niej oderwać. Polecam!


****

Mam nadzieję, że moje propozycje książkowe przypadły Wam do gustu.
Dajcie znać co Wy aktualnie czytacie. Może i ja się czymś zainspiruje.

Pozdrawiam i do następnego!
:)