niedziela, 10 czerwca 2018

Ulubieńcy Kosmetyczni

Witajcie!
Dzisiaj zapraszam Was na post którego dawno u  mnie na blogu nie było. Czyli na ulubieńców kosmetycznych. Osobiście jestem wielką miłośniczką kosmetyków, lubię się nimi otaczać jak i ich używać. Niektóre z nich niestety nie zagrzewają u mnie na dłużej miejsca, jedną są i takie do których chętnie wracam, gdyż świetnie się one u mnie sprawdzają. I dzisiaj chciałabym przedstawić wam kilka kosmetyków, do których na pewno kiedyś jeszcze powrócę. Być może i Wam coś z tej listy wpadnie w oko. Tak więc jeśli jesteście ciekawi moich kosmetycznych ulubieńców to zapraszam do dalszej części postu. 



The Body Shop - White Musk Libertine

Zapachy z serii White Musk z The Body Shop należą do moich ulubionych. Moimi wielkim faworytem od lat jest niezmiennie pierwsza wersja zapachu White Musk. Jednak muszę przyznać, że kolejne odsłony także bardzo przypadły mi do gustu.  White Musk Libertine to drzewno - kwiatowo - piżmowy zapach który idealnie nadaje się do noszenia na dzień.  W swoim składzie ma takie nuty jak: piżmo, róża, migdał, biały miód i biała śmietana. Ja posiadam akurat wodę toaletową (perfumy w tej wersji także są dostępne)  i muszę stwierdzić, że wyjątkowo długo utrzymują się one na mnie. Zapach jest delikatnie pudrowy, co ja osobiście bardzo lubię i uważam, że jest on idealny na wiosenno - letnią porę.



Shay & Blue London - Blood Orange

Ten zapach odkryłam totalnie przez przypadek, gdyż tą małą perfumetkę znalazłam w świątecznym kalendarzu adwentowym. Już od pierwszego powąchania wiedziałam, że polubię się z tym zapachem. Perfumy są iście cytrusowe co mi osobiście bardzo odpowiada, gdyż tego typu zapachów bardzo często używam wiosną i latem. Uważam, że takie akcenty owocowe, dają naszemu ciału trochę orzeźwienia w letnie upalne dni, a także powodują, że czujemy się lekko i świeżo. Ciekawostką dla niektórych może być to, że jest to zapach unisex, czyli taki którego mogą używać zarówno kobiety jak i mężczyźni. Dla bardziej zainteresowanych dodam, że w skład tych perfum wchodzą: czerwona pomarańcza, piżmo oraz nuty drzewne oraz bursztyn. Zapach bardzo długo się utrzymuje i mimo iż jest bardzo dobrze wyczuwalny, to przez swą świeżość w ogóle nie jest nachalny i idealnie sprawdzi się jako perfumy dzienne. Ja tak bardzo polubiłam się z nimi, że na pewno zdecyduje się na pełnowymiarowy flakon, gdyż myślę, że ten zapach pozostanie ze mną na długo.



The Body Shop - Virgin Mojito Sorbet 

Ci co czytają mojego bloga od dawna wiedzą, że mam wielką słabość do kosmetyków z The Body Shop.
Zresztą nawet tutaj trzy z nich zostały moimi kosmetycznymi ulubieńcami :).
Sorbet do ciała Virgin Mojito kupiłam z myślą, o cieplejszych dniach. Wiadomo, kiedy na dworze upał, ostanie o czym myślimy to nakładanie na siebie tłustych i ciężko wchłaniających się balsamów. Z tym produktem tego typu problemów na pewno nie będziemy mieli, gdyż sorbet wchłania się błyskawicznie.  Dodatkowo pozostawia na skórze delikatny zapach mięty i limonki, co działa orzeźwiająco na nasze zmysły, a także delikatnie chłodzi nasze ciało. Tak więc jak wspomniałam powyżej jest to idealny kosmetyk na wakacje. Jeśli chodzi o nawilżanie to nie jest ono jakieś spektakularne, jednak jeśli macie skórę normalną, to na pewno to nawilżenie które daje, w zupełności Wam wystarczy. Dużym plusem jest także to, że produkt nie wysusza, co niestety czasami ma miejsce w przypadku bardzo lekkim balsamów do ciała. Jak dla mnie jest to idealny produkt na wakacje.



Garnier - Ultra Lift 

Od kremu na dzień wymagam aby nawilżał, szybko się wchłaniał oraz aby makijaż dobrze się na nim trzymał.
Krem Ultra Lift od Garnier spełnia wszystkie moje wymagania. Dodatkowo ma działanie ujędrniające oraz zwalczające zmarszczki.  Dużym jego plusem jak dla mnie jest także to, że bardzo ładnie pachnie. Mimo iż krem przeznaczony jest dla kobiet 40+ to sprawdza się on u mnie znakomicie. Co prawda moje cera jest w bardzo dobrej kondycji i nie mam problemu z jej jędrnością, nie posiadam też  jakieś znacznej ilości zmarszczek, jednak wychodzę z założenia, że zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć. Jak dla mnie jest to bardzo dobry krem za  przyzwoite pieniądze (jego koszt to ok 23 zł.), a jego piękny zapach sprawia, że jego poranne nakładanie sprawia mi mega przyjemność. Polecam!



The Body Shop - Frosted Plum 

Żele pod prysznic od The Body Shop bardzo lubię, nie tylko za piękne zapachy ale także za to, że świetnie się pienią. Jedyna ich wada to to, że do najtańszych nie należą, a ja z reguły nie lubię wydawać dużo pieniędzy na tego typu kosmetyki. Więc aby móc cieszyć się ich pięknymi zapachami  i tym samym nie przepłacać, zwykle robię sobie ich zapas podczas corocznych wyprzedaży. Tak było i tym razem. Żel o zapachu mrożonej śliwki pochodzi z kolekcji świątecznej, jednak jak dla mnie jego zapach jest taki, że bez problemu można go używać przez cały rok. Jak już wspomniałam powyżej ja od żeli pod prysznic za wiele nie wymagam. Ma się on dobrze pienić, nie wysuszać skóry no i ładnie pachnieć. Też żel spełnia wszystkie te założenia,  a jego zapach przywodzi na myśli luksusowe perfumy



Steve Laurant - Eyeliner

Jak już nie raz Wam wspominałam, czarna kreska to mój must have w codziennym makijażu.
Uważam, że oko podkreślone czarnym eyelinerem nabiera wyrazistości i małej drapieżności. Ja w swoim życiu przetestowałam już wiele eyelinerów, i muszę stwierdzić, że najlepiej sprawdzają się u mnie te w cienkim pisaku.W przypadku tego eyelinera dużym plusem jest także to, że jego końcówka jest dość długa, co pozwala na bardzo precyzyjne narysowanie kreski. Tak więc łatwość w nakładaniu oraz jego trwałość sprawia, że ostatnimi czasy jest to jeden z moich ulubionych eyelinerów. Dodatkowo piękne opakowanie cieszy oko, a wiadomo, że estetyczny wygląd kosmetyków dla wielu z nas także ma znaczenie.



*****

Znacie któryś z tych kosmetyków??
Jeśli tak, to dajcie znać jakie Wy macie wrażenie na ich temat.

Pozdrawiam
:)

sobota, 9 czerwca 2018

Królowa Elżbieta II Prywatnie

Witajcie!!
Pewnie  wielu z Was zastanawia się, jak wygląda życie prywatne królowej Elżbiety II. 
Ja do grona tych ciekawskich też należę i nie raz się nad tym zastanawiałam. Dzisiaj postaram się uchylić rąbka tej tajemnicy, jednak zastrzegam, że całej prawy i tak nie uda mi się ujawnić, gdyż do prywatnych apartamentów królowej, a co za tym idzie do jej prywatnego życia ma dostęp tylko garstka zaufanych ludzi w postaci jej osobistych służących, a do tej roli wybierani są bardzo zaufani ludzie o nieskalanej przeszłości.


Służący, poza utrzymaniem porządków, codziennie zaspokajają najbardziej osobiste potrzeby członków rodziny królewskiej. Wiadomo, że niektórymi przyziemnymi sprawami nie wypada zajmować się królowej. Tak więc jej osobista służba nie tylko zajmuje się jej sprawunkami, ale także oddaje jej bieliznę do prania czy też prasuje jej koszule nocne.
Do prywatnych apartamentów Elżbiety II, które znajdują się  w północnym skrzydle pałacu Buckingham ma dostęp tylko rodzina i najbliżsi przyjaciele. Jednak nawet oni nie mają prawa wpadać z niezapowiedzianą wizytą. Jak nakazuje protokół królewski Elżbieta musi wcześniej wyrazić zgodę na ich odwiedziny lub też wystosować odpowiednie zaproszenie.

Prywatne mieszkanie królowej składa się z 52 pomieszczeń w których skład wchodzą: sypialnie osobne dla królowej i księcia Filipa, garderoba, magazyn strojów, pokój śniadaniowy, jadalnia, salon oraz gabinet do pracy oraz buduar. Reszta pomieszczeń jest przeznaczona dla królewskich gości. Kiedyś znajdowały się też tu pokoje dla dzieci, jednak jak wiadomo, królewscy potomkowie już od dawna mieszkają w swoich własnych posiadłościach. 


Jak wiadomo prywatne skrzydło królowej jest wyjątkowo strzeżone, a o zajrzeniu za próg prywatnych salonów królowej zwykły śmiertelnik może tylko pomarzyć. Nawet pałacowi służący przynoszący śniadanie czy też herbatę zatrzymują się w progu i przekazują tacę osobistej obsłudze królewskiej rodziny. 

A jak wygląda zwykły dzień z życia królowej??  Otóż wygląda tak samo od dziesięcioleci, gdyż jest to tradycja przestrzegana od pokoleń.  Królowa zaczyna swój dzień od filiżanki herbaty o 7.30. Następnie jest czas na poranną toaletę, po której królowa siada do śniadania. Zwykle rodzona królewska obsługiwana jest w totalnej ciszy przez dwunastu służących. Podczas śniadania w tle gra radio nastawione na program informacyjny BBC 4. Obok nakryć leżą gazety, podobno uprzednio prasowane żelazkiem przez bibułkę, by nie brudziły rąk. Fani serialu "Downton Abbey" pewnie pamiętają tą scenę w serialu.  Książkę Filip zwykle sięga po "Daily Telegraph" natomiast królowa czyta "Racing Post" o wyścigach konnych.



Około 10 para królewska jest już zwykle po śniadaniu i udaje się do swoich codziennych zajęć. Ponieważ książę Filip, ze względu na swój wiek, zrezygnował już z części służbowych obowiązków, ten wolny czas przeznacza obecnie na czytanie książek . Królowa natomiast w tym czasie zasiada do biurka aby zapoznać się z korespondencją, na którą odpowiadają zwykle jej osobiści sekretarze czy też damy dworu. Czasami zdarza się jednak, że królowa sama odpisuje na niektóre listy. Oczywiście każde z tych pism, bez względu na to czy zostało napisane przez nią czy też nie, jest osobiście przez nią podpisane. Podpisy składa dwoma wiecznymi piórami. Pisma oficjalne są podpisywane atramentem czarnym, natomiast listy prywatne atramentem zielony.

Około 11 sekretarz wręcza jej obite czerwoną i czarną skórą kasety, do których klucz ma tylko królowa. Zawierają one dokumenty państwowe z Ministerstwa Spraw Zagranicznych i parlamentu. Obowiązek zapoznania się z nimi ciąży na brytyjskim władcy przez cały czas panowania i nie ma tutaj od tego odstępstw.

Po zakończeniu pracy biurowej, Elżbieta zabiera się za wypełnianie oficjalnych obowiązków, czyli między innymi odbywa umówione spotkania, z przerwą na lunch który je zwykle około godziny 13. Po lunchu wraca do swoich obowiązków i zwykle ponownie  pracuje do godziny 17.

O godzinie 17 zasiada natomiast do popołudniowej herbatki tak zwanej 5 o'clock.
Wieczorem, jeśli w jej harmonogramie dnia nie ma oficjalnych wyjść, je kolację zwykle o godzinie 20, a następnie spędza czas w gronie rodzinnym lub też przed telewizorem.


*****

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu, a miłośników rodziny królewskiej niebawem zapraszam na kolejny post.

:)

sobota, 2 czerwca 2018

Ulubieńcy Książkowi

Witajcie!!
Czytanie książek to jedna z tych czynności która naprawdę mnie relaksuje. Pamiętam, że już jako dziecko uwielbiałam zagłębiać się w niesamowite przygody bohaterów książkowych. Z biegiem lat nic w tej kwestii się nie zmieniło, nadal nie wyobrażam sobie dnia bez książki. Uważam jednak, że my, Polacy, i tak za mało czytamy, mimo iż fajnych i ciekawych pozycji na rynku książkowym nie brakuje. Dzisiaj chciałabym polecić Wam kilka pozycji które w ostatnim czasie przeczytałam. Być może któraś z nich na tyle przypadnie Wam do gustu, że postanowicie się na nią skusić.

 

"Kredziarz" - C. J. Tudor


W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.
Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

Kredziarz to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego czytelnika. 

O tej książce naczytałam się tak dużo, że wręcz nie mogłam doczekać się kiedy wpadnie mi ona w ręce. Jak tylko ją dorwałam to z marszu zaczęłam ją czytać. Od pierwszych stron książka niesamowicie mnie wciągnęła. Pewnie było to spowodowane też tym, że ja bardzo lubię czytać powieści z tego gatunku. I mimo iż cała fabuła została świetnie skonstruowana, to muszę przyznać iż pod koniec zaczęłam się domyślać zakończenia. Ciekawe czy było to spowodowane tym, że autorka trochę pogubiła się w opisywanej przez siebie historii, czy też stało się tak dlatego, że ja naprawdę czytam dużo kryminałów. Niniejszym uważam, że książka i tak jest godna przeczytania, i gwarantuję Wam, że ciężko będzie się Wam od niej oderwać. 


"Komisarz" - Paulina Świst

Zuzanna Kadziewicz żyje jak pod kloszem. Kochający ojciec-biznesmen trzyma nad ukochaną jedynaczką parasol finansowy. Zuzanna pracuje jako pedagog z pasji, nie dla chleba. Uwielbia pomagać dzieciom. W jej odrealnionym świecie pewnego dnia pojawia się mężczyzna…
Radosław jest wykształcony, męski, przystojny, dobrze wychowany, zamożny. Potrafi się odnaleźć w teatrze, cierpliwie doradzać w butikach. W dodatku, po pięciu tygodniach znajomości, wyjaśnia się, że jest gentelmanem w łóżku. Prawdziwy ideał.
Niestety, wyśniony mężczyzna okazuje się policjantem. Komisarz Radosław Wyrwa – fachowiec od działań „pod przykrywką”. Zuzanna to dla niego tylko figurantka, zaledwie narzędzie służące do rozpracowania ciemnych interesów ojca. Antoni Kadziewicz, na pozór szanowany biznesmen, w rzeczywistości zwabia z Ukrainy dziewczyny do domów publicznych. Zadłużony, szantażowany przez ukraińskich mafiosów, nie potrafi wydostać się z matni.
Szansą może być współpraca z prokuratorem Łukaszem Zimnickim. „Zimny” przedstawia plan. Kadziewicz w obawie przed dożywociem, godzi się zostać „wtyką” i podejmuje grę na dwa fronty…

Kiedyś, książka polskiego autora to była u mnie rzadkość. Jednak od pewnego czasu się to zmieniło, i coraz częściej sięgam po dzieła z naszego polskiego podwórka. Spowodowane jest to zapewne tym, że coraz więcej młodych, polskich pisarzy łapie za pióra i tworzy naprawdę niezłe dzieła. Ostatnia książka Pauliny Świst na pewno do takich się zalicza. Jeśli lubicie książki sensacyjne, okraszone dawką humoru to ta pozycja jak najbardziej przypadnie Wam do gustu. Dobrze skonstruowana fabuła,  łatwy język oraz ciągła akcja powoduje, że książkę czyta się naprawdę jednym tchem. Polecam i czekam na kolejne dzieła Pauliny Świst. 


"Moralność Pani Piontek" - Magdalena Witkiewicz


Przezabawna, słodko gorzka historia lekarza ginekologa, Augustyna Poniatowskiego, jego upiornej mamuśki, pani Piontek oraz kobiet jego życia.
Gertruda Poniatowska. De domo Piontek. Ekscentryczna kobieta, harpia i pirania, od której chcą trzymać się z daleka ci, których chciałaby mieć blisko, a lgną do niej tacy, przed którymi zamyka drzwi.
Kocha szpilki, drogie tkaniny i kawę w eleganckich filiżankach. A najbardziej swojego syna, nazwanego na cześć króla, Augustynem. Augustyn marzy jednak, by miłość matki nie oplatała go niczym macki. Wyprowadza się do wynajętego mieszkania i omyłkowo zamieszkuje tam z pewną Anulą.
Romuald, mąż Gertrudy pozazdrości synowi. Sprytnie zrobi wszystko, by to Gertruda go porzuciła. Bo przecież takich kobiet jak ona się nie porzuca. . .
W najgorszym życiowym momencie Gertrudy do sąsiedztwa wprowadza się na pozór spokojna rodzina. Rodzice są bardzo zajęci, ale. . . Przecież dom obok, a właściwie za ścianą bliźniaka mieszka Gertruda, urocza starsza pani, którą można przecież czasem zająć się dziećmi. . .
Ciepła, romantyczna komedia pomyłek w najlepszym stylu Magdaleny Witkiewicz, specjalistki od szczęśliwych zakończeń.

Książka ta wpadła w moje ręce totalnie przypadkiem. I tak naprawdę, nie spodziewałam się po niej wiele. Myślałam, że będzie to kolejna pozycja z serii przeczytaj  w wolnej chwili, jak nie masz niczego lepszego pod ręką.  Jednak już od pierwszych stron cała historia tak zaczęła mnie wciągać, że naprawdę ciężko było mi się od niej oderwać. Oczywiście historia zawarta w tej książce, dla niektórych może wyda się banalna i przewidywalna, i taka zapewne trochę jest. Jednak świetnie skonstruowani bohaterowie oraz język pełen humoru sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Jak dla mnie jest to idealna pozycja na wakacje!


*****

A Wy co ciekawego ostatnio przeczytaliście??


poniedziałek, 28 maja 2018

Nowości Zapachowe

Witajcie!!
Dzisiaj zapraszam na post wszystkich tych, którzy szukają nowego zapachu dla siebie.
Może któryś z poniżej przedstawionych nowości na tyle Was zaintryguje, że postanowicie się na nią skusić.

Chloe - Nomade 

Twórcą tych kwiatowo - szyprowych perfum jest Quentin Bish.
Nuty głowy: mirabelka, bergamotka, cytryna i pomarańcza.
Nuty serca: frezja, jaśmin, brzoskwinia i róża.
Nuty bazy: mech dębowy, drzewo bursztynowe, paczula, drzewo sandałowe i białe piżmo.

Cena: 30 ml - 289 zł;   50 ml - 399 zł;   75 ml - 489zł;



*****



Kenzo - World

Tą kwiatowo- owocową kompozycję stworzyli: Francis Kurkdjian oraz Maia Lernout.
Nuty głowy: gruszka i bergamotka.
Nuty serca: kwiat migdałowca, piwonia i róża.
Nuty bazy: korzeń irysa, drzewo sandałowe, wanilia, fiołek i białe piżmo.

Cena:  30 ml - 229 zł;   50 ml - 329 zł;



*****



Marc Jacobs - Daisy Love


Twórcą tych kwiatowo - drzewno - piżmowych perfum jest Alberto Morillas.
Nuta głowy: malina nordycka.
Nuta serca: jastrun.
Nuty bazy: drewno z morza i piżmo kaszmirowe.

Cena: 30 ml - £30;   50 ml - £51;  100 ml - £70;



*****



Issey Miyake - L'eau  D'issey Pure Nectar

Twórcami tych kwiatowych perfum są: Fanny Bal oraz Dominique Ropion.
Nuty głowy: gruszka, miód, bergamotka.
Nuty serca: róża, nuty wodne i piwonia.
Nuty bazy: drewno kaszmirowe, ambra, drzewo sandałowe, białe piżmo i fiołek.

Cena: 30 ml - 229 zł;   50 ml - 359 zł;

*****



Miu Miu - L'Eau Rosee


Twórca tej kwiatowej kompozycji jest Daniela Andrier.
Nuty głowy: liść czarnej porzeczki, bergamotka, cytryna i lima.
Nuty serca: konwalia, brzoskwinia, gruszka, piwonia i róża.
Nuty bazy: drzewo sandałowe, wanilia i białe piżmo.

Cena: 30 ml - 229 zł;    50 ml - 325zł;   100 ml - 435 zł;


*****

 
Pozdrawiam
:)

sobota, 26 maja 2018

Majowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Maj już prawie za nami, tak więc pora podzielić się z Wami kolejną zawartością pudełeczka Glossybox.
Jeśli chcecie zerknąć co też tym razem trafiło w moje ręce to serdecznie zapraszam.


- MARIA NILA - Szampon do włosów.
Produkt tej marki pojawił się  już kiedyś w jednym z pudełeczek. Z tego co pamiętam była to maska do włosów i dość dobrze się ona u mnie sprawdziła. Tym razem w pudełeczku znalazł się szampon. Produkt ma za zadanie zmiękczyć nawilżyć oraz wzmocnić strukturę naszych włosów. Szampon zawiera olej arganowy który zapobiega puszeniu oraz elektryzowaniu się włosów. Dodatkowym plusem jest to, że produkt nie zawiera siarczanów i parabenów.
100ml kosztuje £3.98


- MARIA NILA - Odżywka do włosów.
Lubię używać szamponów, odżywek czy też masek do włosów z tej samej serii, więc fajnie, że zespół Glossybox'a pomyślał i dołączył do pudełeczka zestaw kosmetyków do włosów tej samej marki. Tak jak w przypadku szamponu, odżywka ma za zadanie zmiękczyć, nawilżyć a także wzmocnić strukturę włosów, a także ułatwić ich rozczesywanie.
 W tym przypadku także mamy pojemności 100ml, więc oba kosmetyki będą idealne na podróż, gdyż bez problemu będzie je można zabrać na pokład samolotu.
100ml kosztuje £4.99


- TRIFLE COSMETICS - Paletka do oczu.
Z kosmetykami kolorowymi jest tak, że bardzo lubię je otrzymywać. Jednak wiąże się z tym małe ryzyko, w postaci nietrafionych kolorów, jeśli chodzi o cienie czy też pomadki do ust.
Tym razem jednak tak się nie stało, gdyż kolory zawarte w palecie idealnie wpasowały się w mój gust makijażowy.


Czyż te odcienie nie są piękne?
Jak dla mnie paletka zawiera kolorki które chętnie widziałabym na moich oczach.
Jedyne czego mi brakuje to może jakiegoś jasnego cienia, który sprawdziłby się jako baza pod makijaż.
Dodatkowym plusem jest bardzo ładnie wykonana paletka, której widok niewątpliwie cieszy oko.
Produkt pełnowymiarowy o  wartości £15.55


- GELSPA -Kuracja do stóp.
Tego typu kosmetyki właśnie teraz są nam wyjątkowo potrzebne. Wiadomo, idzie lato więc porzucamy  cieplejsze obuwie na rzecz sandałek czy też klapek. O stopy generalnie trzeba dbać przez cały rok, jednak wiadomo, że jesienią czy też zimą raczej rzadko poświęcamy im więcej czasu, a ich pielęgnację ograniczamy do minimum. Teraz przyszedł czas, kiedy to nasze stopy będą coraz częściej widziały światło dzienne, więc trzeba o nie zadbać. Tak więc zespół Glossybox'a idealnie wstrzelił się z tym kosmetykiem.  Jeszcze co prawda go nie stosowałam, ale już trochę sobie o nim poczytałam i jak dla mnie jest to totalna nowość. Kosmetyk składa się z dwóch saszetek.  Po wsypaniu pierwszej do wody zamienia się ona w galaretkę. Następnie jak dodamy saszetkę numer dwa wszystko wraca do normy i żel (czy też galaretka) ponownie zamienia się w wodę. Muszę przyznać, że brzmi to bardzo intrygująco i już nie mogę się doczekać kiedy moim stopą zafunduję tą dziwną kąpiel. Moja kuracja do stóp jest o zapachu lawendy i trawy cytrynowej. Jak dla mnie bomba! Uwielbiam zapach lawendy!
Produkt pełnowymiarowy (pozwalający na jeden zabieg) o wartości £4.99


- KUESHI - Dwufazowy płyn do demakijażu.
Z produktami dwufazowymi mam tak, że albo je lubię albo nienawidzę.
Myślę, że jest to spowodowane tym, że większość tego typu produktów pozostawia tłustą warstwę na twarzy, czego ja nie lubię. Rozumiem, że niektóre kosmetyki na bazie olejków muszę pozostawić delikatny tłusty film. Spotkałam się jednak już z takimi kosmetykami, po których użyciu miałam wrażenie jakbym się wysmarowała miodem. Mam nadzieję, że w przypadku tego produktu tak nie będzie.
Produkt pełnowymiarowy (100ml) o wartości  £10.50


Dodatkowo w pudełeczku znalazła się także herbata earl grey. Dla takiego smakosza herbat jak ja, jest to niewątpliwie miła niespodzianka.


Nie wiem jak Wam, ale mi ta zawartość bardzo przypadła do gustu.
Wszystkie kosmetyki z wielką chęcią przetestuję i kto wie, może odkryję jakieś perełki które na dłużej zagoszczą w mojej łazience.

A Wy co sądzicie  o tej zawartości??

Pozdrawiam.
:)

niedziela, 20 maja 2018

"Czego najbardziej żałują umierający" - Bronnie Ware

Witajcie!
W życiu każdego z nas są takie książki, po przeczytaniu których zmienia się nasz stosunek do życia, czy też nasze spojrzenie na otaczający nas świat. Ja w swoim życiu przeczytałam kilka takich książek, i muszę Wam powiedzieć, że bardzo się cieszę, że trawiły one w moje ręce. 
Dzisiaj chciałabym napisać Wam o książce która ostatnio bardzo wpłynęła na moje życie, i na pewno otworzyła mi oczy na sprawy, do których nie przywiązywałam zbytniej uwagi. Tak to już w życiu jest, że przelatuje nam ono przez palce, i sami do końca nie zdajemy sobie sprawy, co tak naprawdę powinno być dla nas ważne. Dopiero w obliczu śmierci wiele osób zauważa, że przeżyło swoje życie nie do końca tak, jakby chciało. Że wielu z nas przywiązuje uwagę do spraw które tak naprawdę nie maja wielkiego znaczenia, a sprawy istotne, te które powinny być w naszym życiu pierwszorzędne, spychamy na dalszy plan, i dopiero kiedy przychodzi ten moment, kiedy nasze dni na tym świecie są już policzone, uświadamiamy sobie co też tak naprawdę powinno się w naszym życiu liczyć. 



"A ty, czego byś żałował przed śmiercią?
Nigdy nie jest za późno na zmiany.
Po latach niesatysfakcjonującej pracy Bronnie Ware postanowiła odmienić swój los. Znalazła pracę w opiece paliatywnej. Rozmowy z umierającymi zupełnie ją odmieniły. Dzięki nim odnalazła spokój i sens życia. Zrozumiała, że szczęście zależy wyłącznie od nas samych, a nasze wybory mają wpływ na to, czy odejdziemy spełnieni i szczęśliwi.  Swoimi doświadczeniami postanowiła podzielić się z innymi.
To książka, która daje nadzieję, uczy współczucia, pokazuje, jak żyć pełnią życia i osiągnąć wewnętrzną harmonię".


 Bronnie, autorka książki, przez kilkanaście lat opiekowała się ludźmi nieuleczalnie chorymi. W obliczu śmierci każdy z nich robił rachunek sumienia i zwierzał się swej opiekunce z rzeczy których najbardziej żałował w swoim życiu. Miało to na celu nie tylko chęć wygadania się, ale zależało im także na tym, aby osoba która opiekowało się nimi w tych ostatnich dniach ich życia, nie popełniła tych samych błędów co oni. Bo tak naprawdę życie jest tylko jeno i to od nas zależy jak je przeżyjemy. Bronnie słuchała tych opowieści z zapartym tchem, rok po roku jej podopieczni pokazywali jej, co tak naprawdę powinno się w życiu liczyć. Te kilka lat poświęcone opiece nad umierającymi, zaowocowało książką w której Bronni zebrała wszystkie dobre rady, gdyż tego typu doświadczeniami należy się dzielić z jak najszerszą publicznością, właśnie po to, aby w momencie naszej śmierci jak najmniej osób żałowało, że czegoś nie zrobiło, coś zaniedbało.
Pewnie wielu z Was zastanawia się, czego jej podopieczni najbardziej żałowali. Oto ta lista:

  • Żałuję, że nie miałem odwagi żyć własnym życiem, a nie życiem, którego oczekiwali ode mnie inni.
  • Żałuję, że pracowałem tak ciężko.
  • Żałuję, że nie miałem odwagi wyrazić swoich uczuć.
  • Żałuję, ze nie pozostałem w kontakcie z moimi przyjaciółmi.
  • Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwym.

Dla większości z Was, pewnie te rzeczy wydadzą się bardzo prozaiczne, i stwierdzicie, że tak naprawdę, to przestrzegacie tych wszystkich zasad. Jednak jak głębiej zastanowicie się nad każdym z tych punktów, czy też przeczytacie książkę, to zrozumiecie, że jesteście w błędzie. Większość z nas wszystkie re sprawy traktuje bardzo po macoszemu. Ale dopiero u obliczu śmierci uświadamiamy to sobie. Właśnie dlatego warto przeczytać tą książkę, po to, aby pod koniec naszego życia nie żałować niczego, a każdy dzień który jest nam dany traktować wyjątkowo i żyć świadomie tu i teraz.

Ja osobiście bardzo polecam Wam tą książkę. Myślę, że wiele z was, po jej przeczytaniu spojrzy inaczej na swoje życie.


piątek, 11 maja 2018

Kwietniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Dzisiaj będzie kosmetycznie. Tak więc jeśli lubicie tego typu posty, a dodatkowo jesteście ciekawi jakimi to dobrociami zaskoczył mnie w kwietniu Glossybox, to zapraszam na dzisiejszy post.

- AFFECT COSMETICS - Puder ryżowy.
Pamiętam, że jeszcze jakiś czas temu rzadko sięgałam po sypkie pudry.
Zawsze wybierałam te w kamieniu, przez to, że po prostu łatwiej mi się je aplikowało.
Jednak jak to się mów praktyka czyni mistrza, i po kilku próbach z pudrem sypkim, mogę powiedzieć, że się polubiłam z kosmetykami w tej formie.  Puder który znalazłam w kwietniowym pudełeczku to sypki puder ryżowy, z którym wcześniej nie miałam do czynienia. Jego zadaniem jest zmatowienie naszej cery, co myślę latem na pewno się przyda, zwłaszcza podczas bardzo upalnych dni. Ciekawe w tym produkcie to to, że jest on totalnie biały, mam też nadzieję, że po jego użyciu, nie będę wyglądała jak gejsza :).
Produkt pełnowymiarowy o wartości £9.35


- IMPERIAL LEATHER - Żel do mycia w piance.
Żel do mycia w formie pianki czy też musu, od jakiegoś czasu są bardzo popularne wśród produktów do mycia ciała. Już kilka razy używałam tego typu produktów do mycia, i muszę stwierdzić, że sprawdzają się one bardzo dobrze. Jednak uważam, że są one mniej wydajne niż tradycyjne żele do mycia ciała. Żel który otrzymałam ma nam niby wystarczyć na około 40 kąpieli, w co osobiście jakoś nie chce mi się uwierzyć. Mimo wszystko jest to bardzo fajny kosmetyk o zapachu pianek marshmallow, który na pewno z miłą chęcią będę używała, no i do tego to piękne opakowanie z jednorożcem.
Żel to edycja limitowana, a jego nazwa to Unicorn.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £3.15


- GLOSSYBOX - Pędzelek do makijażu.
Pędzle które znajduję w pudełeczkach zawsze mnie bardzo cieszą. Jeśli ktoś maluje się codziennie, tak jak ja, a nie ma czasu na mycie pędzli po każdym ich użyciu, to wiadomo, im więcej ich mamy na stanie, tym lepiej. Tym razem trafił mi się pędzel który idealnie sprawdzi się do makijażu ust, oczu czy też brwi, przez to, że ma ściętą końcówkę. Mi bez wątpienia ten pędzelek na pewno się przyda.
Produkt pełnowymiarowy o wartości  £5.50


- EYEKO LONDON - Eyeliner.
Czarna kreska na moim oku to must have. Tak się do niej przyzwyczaiłam, że naprawdę rzadko wykonują makijaż oka bez niej. Na co dzień zwykle stawiam na cienka kreskę, jednak od czasu do czasu, lubię jednak jej mocniejsze (czytaj grubsze) wcielenie. Przez co, że końcówka eyelinera jest w formie pisaka, wykonie nim cieńszej czy też grubszej kreski nie sprawi mi większego problemu. Dodatkowym jego atutem jest to, że jest on w kolorze czarnym, gdyż ja tylko ten kolor kreski preferuje w moim makijażu.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £16.


- KARL LAGERFELD + MODELCO - Róż do policzków.
Już na sam widok  tego produktu, na mojej twarzy pojawił się uśmiech, a to wszystko za sprawą podobizny Karla Lagerfelda która jest na nim umieszczona. Sami musicie przyznać, że fajnie to wygląda. 
Sam róż też jest niczego sobie. Jest to produkt wypiekany, delikatnie satynowy, przez co może nam zastąpić rozświetlacz. Na skórze prezentuje się bardzo naturalnie, dając naszej cerze delikatny połyk. Jego kolor to Rose Beige , czyli taki brudny różowy, który idealnie sprawdzi się u osób które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z makijażem, gdyż nie da się nim zrobić krzywdy w postaci wielkiej nieestetycznej plamy na naszej twarzy. Produkt pełnowymiarowy jednak cena jego jeszcze jest nieznana, gdyż róż nie wszedł jeszcze do sprzedaży. 


Jak dla mnie zawartość tego pudełka jest najbardziej na tak. Wszystkie produkty które się w nim znalazły są pełnowymiarowe, co na pewno zasługuje na wielki plus. A dodatkowo, wszystkie kosmetyki wpisują się w mój gust i moje potrzeby.

 A Wy co sądzicie o tej zawartości?? 

Pozdrawiam.
:)