sobota, 6 grudnia 2014

Małe Chińskie Stópki cz.I

Witajcie!!
Po książki autorstwa Beaty Pawlikowskiej sięgam często i z miłą chęcią. Bardzo lubię serię jej poradników, jednak podróżnicze książki jej autorstwa, także  mnie wciągają. Fajnie jest móc poczytać o miejscach, których nie miało się okazji jeszcze odwiedzić, czy też dowiedzieć się czegoś o innej kulturze, oraz obyczajach panujących w danym kraju.

Ostatnio pokazywałam Wam na Instagramie, że aktualnie czytam  książkę "Blondynka w Chinach". 
Książka już od pierwszych stron bardzo mnie wciągnęła.
Stwierdziłam, że być może i wy chcielibyście dowiedzieć się troszkę więcej o tym niesamowitym kraju. 



Tak więc jeśli lubicie czytać o obcych kulturach to serdecznie Was zapraszam na dzisiejszy post, w którym tematem głównym będą maleńkie chińskie stópki. Ponieważ informacji na ten temat w książce Pani Beaty jest dość sporo myślę, że podzielę ten post na dwie części.




Chiński ideał zalecał aby długość stóp nie przekraczała siedmiu centymetrów.

Jeśli chcesz być piękna musisz cierpieć. Stopy trzeba połamać, ciasno obandażować i przez wiele lat zmuszać je do przyjęcia nowego kształtu. Zwyczaj podobno wziął się z dworu jednego z cesarzy, którego żona miała nienaturalnie zrośnięte stopy, a ponieważ była żoną istoty boskiej, sama też nabierała boskich cech, a więc każdy, kto usiłował się do niej upodobnić, zbliżał się do boskiego ideału. 

Według innej teorii w dawnych czasach na cesarskim dworze występowały tancerki, których gibkość i zwinność ruchów przypisano właśnie ich obandażowanym stopom. Musiały nauczyć się inaczej balansować ciałem, odpowiednio poruszać biodrami i kręgosłupem, a ich sposób chodzenia uważano za zmysłowy i seksowny. Żeby im dorównać, zwykłe kobiety też zaczęły zmniejszać sobie stopy. 

Był to proces długi, skomplikowany i bardzo bolesny, wykonywany bez żadnych środków znieczulających. Trzeba go było zacząć odpowiednio wcześnie, kiedy kości stopy nie zostaną ostatecznie uformowane, czyli najpóźniej przed piątym rokiem życia. Chodziło o to,  żeby stopa przestałą rosnąć i żeby dodatkowo zmniejszyć jej rozmiary przez rozłamanie jej na pół. 




Zwykle stopy zanurza się w naczyniu ze specjalną mieszanką ziół i zwierzęcej krwi. 
Ten ciepły roztwór miał zmiękczyć stawy, uelastycznić kości i być może działał też trochę łagodząco.
Po kilku godzinach obcinano paznokcie, a potem podwijano palce pod stopę. Trzeba je było wtedy złamać, podobnie jak kości śródstopia,  żeby móc stopę złożyć na pół, po czym bardzo ciasno zawiązać mokrymi bandażami, namoczonymi w tej samej zwierzęcej krwi z ziołami. Kiedy bandaże schły, ściągały się, jeszcze bardziej ściskając stopę. Musiało strasznie boleć.
Zdarzały się też infekcje, wrastające paznokcie i inne przypadłości. Co jakiś czas stopy były odkrywane, myte, masowane, a potem znów łamane, podwijane i ciasno bandażowane. Miały się zrosnąć w nowym kształcie, nieprzekraczającym długości siedmiu centymetrów. 


Informacje zawarte w tym poście pochodzą z książki Beaty Pawlikowskiej "Blondynka w Chinach".

Mam nadziej, że post  o takiej tematyce przypadł Wam do gustu.
Dajcie znać, czy chcielibyście poczytać więcej o niesamowitej kulturze tego kraju.
Pozdrawiam 
;)

13 komentarzy:

  1. O matko jakie okropne stopy :/ Oni są jacyś nienormalnie, żeby takie rzeczy robić :/ Ale post oczywiście ciekawy :) Lubię takie dziwne przypadki :P

    OdpowiedzUsuń
  2. patrząc na tak zniekształcone stopy - niestety nie myślę nic miłego, dla mnie to barbarzyństwo. Jedyna pociecha że wychowałam się w innej kulturze i nie mnie oceniać.
    A wręcz warto być otwartym na inne kultury, bo z nimi przychodzi do nas tolerancja na inność i odmienność:))

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie wiem...te stopy chyba jednak mnie do siebie trochę zniechęciły, chociaż temat sam w sobie jest dość interesujący.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fuj fuj fuj! Jak można coś takiego robić???

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko kochana jak te stopy wyglądają, Jestem przerażona. Jak można się tak okaleczać?

    OdpowiedzUsuń
  6. ja pie***** za przeroszeniem :D to nie jest normalne :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż mi się słabo robi jak to czytam. Jeszcze jakby to sobie robiły dorosłe kobiety to ich sprawa, ale najstraszniejsze jest to, że tak okaleczano małe dziewczynki :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Masakra... czytanie o innych kulturach, obrzędach, tradycjach oczywiście poszerza nasze horyzonty ale ileż to razy wymaga nerwów ze stali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, człowiek czyta i sam do końca nie może uwierzyć, że ludzie mają takie dziwaczne obyczaje i zwyczaje...

      Usuń
  9. okropieństwo. Straszny zwyczaj:(

    OdpowiedzUsuń
  10. okropne te stopy, ale cóż, u nas ludzie się tatuują, tam deformują stopy, itd:)

    OdpowiedzUsuń
  11. To jest masakra :/ post jak najbardziej ciekawy i c
    cieszę się że urodziłam się w innej kulturze :)

    OdpowiedzUsuń