poniedziałek, 26 maja 2014

Wizyta w Szpitalu

Witajcie!!
Dzień rozpoczęliśmy od wizyty w szpitalu. Spokojnie, ze mną wszystko w porządku, gorzej u mojego kota, Lemona. Kilka dni temu wspominałam Wam, że ma biegunkę. Specjalna dieta oraz wszystkie domowe metody zastosowane przez nas, przyniosły lekką poprawę jego stanu. Jednak w niedzielę  wieczorem znowu nastąpił nawrót biegunki, która z godziny na godzinę zaczęła się pogarszać.
Dzisiaj z samego rana zdecydowaliśmy, że trzeba działać. Ponieważ dziś mamy Bank Holiday (święto państwowe), wszystkie przychodnie weterynaryjne są zamknięte (przynajmniej w naszej okolicy), tak więc jedyna opcja jaka nam została, to Królewski Uniwersytet Weterynaryjny.


Podróż autem Lemon zniósł raczej kiepsko, cały czas próbował wydostać się z transporterka.
Na szczęście, jazda nie trwała długo. Gdy już dotarliśmy, zostaliśmy bardzo szybko i profesjonalnie obsłużeni, a Lemon od razu zabrany na badania. 

Po około 30 minutach przemiła lekarka wezwała nas na rozmowę. Okazało się, że to raczej nie bakterie ani wirusy sieją spustoszenie w jego organizmie, tylko prawdopodobnie mikro pasożyty, które w przeciwieństwie do dużych, wymagają indywidualnego toku leczenia. Skąd u Lemona pasożyty? Ciężko mi powiedzieć, co trzy miesiące jest odrobaczany, tak więc tego typu przypadłości raczej nie powinien mieć. 
Druga opcja jaka jest brana pod uwagę to to, że trawa którą zjadł podczas ostatniego spaceru była  czymś spryskana, i stąd to zatrucie. Następna rzecz która mnie bardzo zasmuciła to stwierdzenie, że jego serduszko czasami łapie dziwny rytm :(. Miałam nadzieję, że związane to było z stresem wywołanym podróżą, lekarka jednak powiedziała, że raczej nie sądzi aby tak było :(


Koniec końców Lemon dostał specjalną tabletkę na odrobaczenie, a także lek powstrzymujący biegunkę, który mamy podawać także w domu. Nie dostała natomiast żadnego antybiotyku, gdyż w jego stanie mógłby wywołać jeszcze większą biegunkę. 
Tak więc wyposażeni w leki oraz specjalną karmę, a także lżejsi o £175  (dzisiaj wszystkie instytucje ze względu na święto biorą podwójną stawkę)wróciliśmy do domu. Jutro czeka nas jeszcze wizyta u naszego stałego weterynarza, który wykona analizę kału i dopiero wtedy, tak naprawdę, poznamy przyczynę tej całej infekcji.



Tak więc moi drodzy, trzymajcie kciuki za Lemona.
A ja na bieżąco będę Was informować co u niego słuchać.

Pozdrawiamy



18 komentarzy:

  1. Wracaj do zdrowia Lemonku.
    Mocno trzymam kciuki za koteczka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymamy kciuki, niech zdrowieje jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  3. biedny Kotecek...
    niech zdrowieje :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech szybko wraca do zdrowia! Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki za Lemona! Mały, uszy do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, zdrówka dla Lemonka! Dobrze że tak szybko i profesjonalnie się nim zajęliście, trzymam kciuki i czekam na wieści!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej biedaczek. Oby szybko mu się polepszyło!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dużo zdrowia dla Lemonka. Jesteście super.

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedny Lemonek :* Trzymam kciuki :)

    Ja mam zamiar wziąć kotka w lipcu i od razu wykupić ubezpieczenie, bo te weterynaryjne ceny są czasami bardzo wysokie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy Lemona 7 lat i przez ten czas nic nigdy mu nie dolegało... Czasami człowiek płaci cały czas ubezpieczenie i tak naprawdę nigdy nie wykorzystuje tych pieniędzy. Tak więc z tymi ubezpieczeniami różnie bywa... Jak będziesz brała ubezpieczenie to przeczytaj dokładnie warunki, gdyż wiem, że niektóre ubezpieczenia nie wszystkich kosztów.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  10. Oczywiście, że trzymamy kciuki :)

    MSjournalistic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Jasne, że trzymam kciuki. Sama uwielbiam koty i mam je!

    OdpowiedzUsuń
  12. Uuu biedny Lemon... oby to byla ta trawa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Sporo czasu spędziłam ostatnio w poczekalni u weta i naprawdę dużo jest takich przypadków, w których winnym zapewne jest trawa, bo badania niczego nie znajdują.

    OdpowiedzUsuń