wtorek, 26 lutego 2013

Moja Afryka cz. III

Witajcie!!
Moja pierwsza noc w Afryce była krótka. Zmęczenie było tak wielkie, że spalam kamiennym snem. Zaraz po otwarciu oczu zaczęłam nasłuchiwać; odgłosy dochodziły wręcz zewsząd. 
Powinnam napisać, że czym prędzej wyskoczyłam z łóżka, jednak tak się nie stało. 
Najpierw wychyliłam nieśmiało głowę i dokonałam rozpoznania terenu wokół mego łóżka. Czynność tą potem rutynowo powtarzałam każdego poranka ;) wyszukując nieproszonych gości z zewnątrz. Uff, czysto... Można wstawać. 
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam, było otworzenie drzwi na taras.
I oto ujrzałam dwie małpy siedzące na murku i wpatrujące się we mnie.
 Przeniosłam swój wzrok na pobliskie drzewa i dostrzegłam, że co najmniej kilka par oczu wpatruje się we mnie. Czym prędzej udałam się po aparat, aby nie stracić takiej szansy na sfotografowanie ich.
Potem dopiero okazało się, że okazji do zrobienia zdjęć tym przemiłym stworzeniom będę miała bez liku, gdyż małpy towarzyszyły nam przez cały pobyt w Kenii.
Najbardziej aktywne były zawsze z rana i z wieczora. zaś w południe zwykle zaszywały się w lesie aby przeczekać tam porę upału.
Przy śniadaniu natomiast bardzo często siadały na murku i przez okno przyglądały się jak jedliśmy, licząc na jakieś kąski. Oczywiście o karmieniu ich nie było mowy.
W całym domu w oknach zamontowane były kraty, które w teorii miały chronić przed wtargnięciem intruzów. Jednak mimo to i tak kilka razy co mniejszym osobnikom udało się przecisnąć i porwać coś z niedojedzonych resztek na talerzu. Najczęściej działo się to po skończonym śniadaniu, zanim  houseboy (czyli lokaj) zdążył uprzątnąć stół. Małpy z reguły raczej unikały kontaktu z ludźmi.
Rano i wieczorem  bardzo często można je było zobaczyć  także przy basenie. Przychodziły tam jak do wodopoju ;) Czasami było ich tak dużo, że człowiekowi wydawało się jakby był w małpim gaju ;). Pamiętam jak pewnego ranka wyszłam na taras a tam jak w ulu: hałas i poruszenie.
Czym prędzej poszłam po Komorę (tak miał na imię houseboy) i zapytałam czy może mi wyjaśnić o co chodzi.
A wtedy on wyjaśnił, że jedna z małp zgubiła gdzieś swoje dziecko i stąd ten cały raban. Czym prędzej pobiegłam po kamerę aby uwiecznić ten mały incydent.
I tak przez wszystkie dni małpy towarzyszyły nam wręcz na każdym kroku. Czasami wieczorami leżąc z książką na leżaku łapałam się na tym, że zamiast czytać, leżę i obserwuję ich figle. 
Raz tylko pamiętam jak wyjątkowo duży osobnik napędził mi stracha. Wchodzę do pokoju a tam na środku łóżka siedzi taki wielki samiec i patrzy na mnie. Czym prędzej pobiegłam po Komorę aby go wypędził z pokoju. Był to jednak odosobniony przypadek, gdyż zwykle małpy nie wchodziły do naszych pokoi.
Oczywiście nie tylko z małpkami przyszło nam obcować przez te kilkanaście dni w Kenii ale o tym napiszę w kolejnych częściach.

Małpka z maleństwem na brzuchu. 




Rano małpy uwielbiały bawić się na górnym tarasie.
Biegały, skakały oraz bardzo często przewracały krzesła czyniąc przy tym wielki hałas ;)



Ile małpek widzisz na tym zdjęciu?



Wodopój

 Przy śniadaniu codziennie mieliśmy towarzystwo...

CDN...

7 komentarzy:

  1. mój chłopak byłby zachwycony pobytem tam, bo uwielbia małpy, ja za to, nie wiedzieć czemu, panicznie się ich boję :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Małpie figle są na prawdę zabawne uwielbiam je oglądać w zoo.
    Trzeba przyznać, że małpki chodzące sobie po hotelu to nie lada atrakcja ;) Zdjęcia zresztą mówią same za siebie ja jestem zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam małpki i zazdroszczę Ci tego, coś pięknego! Marzenie tam być, cudowne -wszystkie- zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne miejsce i świetne zdjęcia. Widzę że małpki lubiły się fotografować:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Totalnie odplynelam podczas czytania...

    OdpowiedzUsuń