środa, 10 października 2012

Metro

Hejka!!
Życie w wielkim mieście ma swoje plusy i minusy. Dzisiaj będzie o minusach... 
Dojazd do pracy zwykle mi zajmuje mi  ok.45 min metrem, powrót też mniej więcej tyle samo. Jednak dzisiaj moja podróż z pracy do domu trwała ok 1h 35 min. Nie dość że człowiek zmęczony po całym dniu pracy, głodny i jedyne o czym marzy, to łóżko to jeszcze takie przeszkody na drodze. 
Na początku problemu nie było, pierwsze dwie stacje pokonałam bez problemu. Potem musiałam się przesiąść na linię którą dowozi mnie do stacji docelowej, no więc staję na peronie i czekam. Mija 5 minut, potem 10 a metra nie widać, nagle z głośników słychać komunikat " przepraszamy za małe opóźnienia, jeśli to możliwe to prosimy przesiąść się na inne linie metra" Tak też robię, stwierdziłam że lepiej jechać z przesiadkami, niż sterczeć na peronie i zastanawiać się kiedy nadjedzie pociąg.
Na  drugiej lini tłok że ledwo udaje mi się dostać do wagonu. Ścisk mi nie przeszkadza, najważniejsze że jadę w stronę domu. Mam do pokonania 2 stacje, mijam pierwszą wszystko idzie jak po maśle więc i humor od razu lepszy. I nagle maszynista mówi, że pociąg nie zatrzyma się na następnej stacji ( na tej na której miałam się przesiąść) gdyż jest za bardzo przeludniona. Myślałam, że mnie .... strzeli. Więc jadę tym metrem do następnej stacji. Wracać widzę że nie ma sensu gdyż pewnie nadal pociągi nie będą się zatrzymywały na tamtej stacji, a innej linii metra na tej stacji na której wyladowałam nie ma, więc i przesiąść się na mam na co. Wkurzona na maksa opuszczam to nieszczęsne metro i idę na autobus. Po 10 minutach docieram do innej stacji metra, z duszą na ramieniu wchodzę,  uff jest pociąg na peronie. Wsiadam, po przejechaniu 2 stacji każą nam wysiadać i czekać na kolejny. Po paru minutach nadjeżdża następny pociąg który wreszcie!!! dowozi mnie do domu!!!
Tak Kochani, taki są uroki życia w wielkim mieście!!
 
 
 
Wybaczcie mi ale dzisiaj do Was nie zajrzę padam na twarz.
Jutro postaram się to nadrobić.
 Spokojnej nocki życzę.

15 komentarzy:

  1. łosz faktycznie istny armagedon, powrót do domu z przeszkodami, a ja byłam przekonana, ze takie sytuacje metrem nie mogą się zdarzyć a tu proszę, jednak... oby nigdy więcej takich trudnych powrotów, a teraz czas na odpoczynek,spokojnej nocy ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. mysle, ze kazdego rodzaju komunikacja to wielki minus duzych miast :/
    wspolczuje tak koszmarnego powrotu do domku, zwlaszcza po pracy. odpoczywaj,milej nocki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj ta Polska komunikacja miejsca współczuje : )

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam coś co dobrze sytuację zobrazuje :)

    http://kwejk.pl/obrazek/1317985/metra.html

    OdpowiedzUsuń
  5. no to rzeczywiście nie ciekawe przygody ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. ja mimo wszystko lubię duże miasta.

    OdpowiedzUsuń
  7. współczuje nie raz miałam takie przygody :(
    na szczęście teraz mieszkam 10 min piechotą od pracy, ale kiedyś dojeżdżałam z Bielan na Ursynów :/

    Pozdrawiam
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  8. ooo to niezłe miałaś przygody, ale łóżeczko na ciebie czekało:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo wszystkich minusów, nie wyobrażam sobie życia w miasteczku, czy wiosce:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak dla mnie jedynymi plusami życia w wielkim mieście jest to iz mamy wszystko pod ręką i jest gdzie wyjść w piątek wieczorem. Reszta to jednak same wady ^^ :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No to faktycznie dramat nie wiem czy bym wytrzymała z takimi problemami poza tym nie lubię przesiadek :)
    Zapraszam do mnie:
    http://michikooo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Mieszkając i pracując jakiś czas w Nowym Jorku dojeżdżałam do pracy 1,5 godziny w jedną stronę. Pracowałam 8 lub 12 godzin, 6 dni w tygodniu. Wracają nie miałam ochoty nawet ruszyć ręką, a tu trzeba wyjść z Gapcią, zrobić obiad, posprzątać mieszkanie... Niedziela "wolna". Po pewnym czasie powiedziałam dość. Wróciłam z mężem i Gapcioszkiem do Polski. Zarabiam mniej, ale do pracy idę 15 minut (pieszo), jadę 5 :) Miasteczko małe, klimatyczne... Czy żałuję? Są momenty, że tęsknię za wilkomiejskim pędem, zakupami (zakupoholizm mnie kiedyś zniszczy :))... Ale przewartościowałam moje życie- mam więcej czasu dla rodziny i psiaka... Myślę, że było warto :)

    OdpowiedzUsuń
  13. mieszkasz w wawie? 45 min minut to nic :< ja jak mam na 8 to wychodzę z domu 6.45:(

    OdpowiedzUsuń
  14. u mnie autobusami takie super powroty są :D

    OdpowiedzUsuń